Zagraża mu pielęgnacja i przyszła rewitalizacja.
Jak to? zapyta niejeden. Trzeba się z tego cieszyć, będzie ładnie i bezpiecznie.
Dlaczego my, ludzie z mojej bańki, zgodnie potępiamy obecne działania i projekt rewitalizacji, rozsyłamy petycję w sprawie natychmiastowego zaprzestania dewastacji Parku Grabiszyńskiego i petycję grupy #ratujmyGrabiszyński, spamując nią znajomych i nieznajomych?
Dlaczego powszechnie negujemy sens bieżących i przyszłych prac w Parku, często używając brzydkich słów?
Zacznijmy od historii i teraźniejszości Parku. Większość zadrzewionej powierzchni to były niemiecki cmentarz, na tym obszarze znajduje się też cmentarz żołnierzy włoskich z I Wojny Światowej oraz cmentarz dziecięcy z lat 30tych i 40tych XX wieku. O funeralnym rodowodzie świadczy kwaterowy układ, lipowe aleje, ostańcowe żywotniki i choiny, szpalery świerków i cyprysików. W centrum zadrzewienia znajduje się Pomnik Wspólnej Pamięci byłych mieszkańców cmentarza, których nagrobki w latach 70tych XX wieku z pomocą ładowarek znalazły się pod murem byłej nekropolii, w prywatnych ogrodach i miejskich brukach.
(więcej o Parku)
(zdjęcia dawnego i niedawnego Parku)
Historia żyje w zbiorowej pamięci, może z tego powodu park był użytkowany raczej ekstensywnie. Mało kto zbierał poziomki z okolic krematorium, choć owocowały jak nigdzie, nikt nie niszczył runa, w którym bluszcz i barwinek, narecznice i czosnek niedźwiedzi tworzyły kryjówki dla drobnych zwierząt i klimat Parku. Nikomu, ludziom ani ptakom, nie przeszkadzał splątany gąszcz dereni świdwa, czeremchy, leszczyn i trzmielin, porastających dawne cmentarne kwatery.
To był bardzo piękny park, sklepienie drzew jak katedra. Stawiałam go za wzór wobec masakry w Ogrodzie Krasińskich.
(linkowany tekst po latach nadaje się do przeczytania, z jedną uwagą: przez ostatnie kilka lat zmieniło się podejście do pielęgnacji wypróchniałych drzew. Teraz często zaleca się zaniechanie działań, nieoczyszczanie, nieodgrzybianie.)
Tak było do niedawna.
Najpierw podrożała praca i zabrakło pracowników, także w firmach obsługujących zieleń miejską. Krzewy już nie były przycinane jakotako (chociaż, jakby się dobrze zastanowić, to zgodnie ze sztuką cięte nigdy nie były, a naprawdę to w ogóle nie potrzebowały przycinania), tylko chlastane tępym narzędziem jak leci w środku zimy, w połowie wysokości. Wszystkie po równo- śnieguliczki, forsycje, pęcherznice i tawuły.
W 2015 i 2016 roku ekstremalna susza i upalne lato wykończyły sporo świerków i żywotników, nawet kornik nie zdążył się dołożyć.
Brzozy, powojenne siewki, właśnie dożyły swojego czasu.
Sprzęt do pielęgnacji zieleni stał się dostępny cenowo i firmy zieleniarskie się zaopatrzyły. Oraz nie zawahały się go użyć.
Gleba została ubita, uschły kolejne drzewa (bo korzenie potrzebują około metra głębokości natlenionej, niezagęszczonej gleby. 75% systemu korzeniowego znajduje się na głębokości do 30 cm. Nawet wałowanie ścieżek w pobliżu pnia może być niebezpieczne dla korzeni.), polany zamieniły się w kałuże, a szeroko rozjeżdżone alejki w błoto. Wycięto sporo podszytu (krzewów i siewek drzew), żeby łatwo się jeździło tym ciężkim sprzętem. A jeżdżono często, bo służy on również... do zbierania liści. W parku. I do koszenia wiele razy w sezonie. W parku.
Spadła wilgotność powietrza, rozpędzający się między pniami wiatr przewrócił kolejne drzewa. W prześwietlonych miejscach runo nie jest już takie piękne i bezobsługowe, bo powstały warunki dla mniej lubianych przez nas roślin spontanicznych- np. pokrzyw. Ubyło miejsc do gniazdowania i owoców krzewów, ubywa ptaków.
Wywieziona z Parku materia organiczna nie wraca do niego w postaci zrębków czy kompostu, co w oczywisty sposób zakłóca obieg materii w ekosystemie.
Więcej i ostrzej pisze na ten temat mieszkanka Grabiszynka, Maria Dziedziniewicz.
"To był piękny park- nie 100, lecz zaledwie 5- 7 lat temu. Zniszczyły go firmy zatrudnione przez miasto i to się nadal dzieje- park niszczeje w zastraszającym tempie pod nadzorem miasta."- konkluduje i ma dużo racji.
W zeszłym tygodniu w Parku wycięto kilkadziesiąt drzew, co zaalarmowało wrocławian, stało się początkiem protestu zorganizowanego przez Partię Zielonych i powodem powstania petycji.
Łącznie do wycinki Zarząd Zieleni Miejskiej, Miejska Konserwator Zabytków i Urząd Marszałkowski zakwalifikowały
W większości dużych i martwych.
Dużych i martwych.
"Protestujący apelowali o zachowanie naturalnego charakteru parku. Dzika część parku (na terenie dawnego cmentarza) stanowi dla mieszkańców najbardziej cenny przyrodniczo obszar. Nie znajdziemy takich na innych terenach zielonych w mieście. Zieloni zaapelowali też o natychmiastowe wstrzymanie wycinki do czasu wyjaśnienia sprawy. Mieszkańcy i mieszkanki poruszyli także kwestię wycinania krzewów, rozjeżdżania cennej warstwy podszytu przez ciężkie maszyny oraz braku szacunku dla rosnącej tam zieleni."- pisze Hipermiasto. Mimo apelu mieszkańców prace mają być kontynuowane nawet w sezonie lęgowym ptaków. Według portalu firma wykonująca prace nadal narusza ustalenia dokonane na spotkaniu, m. in. wciąż rozjeżdżając runo i polany.
Wobec takiej arogancji słowa "Wszyscy zaangażowani w sprawę mają jednak nadzieję na współpracę z miastem na miarę Zielonej Stolicy Europy- z szacunkiem do przyrody oraz zatroskanej o nią społeczności" brzmią wręcz ironicznie. Równie ironicznie, jak termin Zielona Stolica Europy w odniesieniu do miasta, którego wskaźnik "drzewiastości" wynosi 14% (Katowice 45%, Warszawa 23%).
Może opór wrocławian coś da na krótki czas, bo...
"Dla całego omawianego obszaru przewidziany jest masterplan, którego koncepcja jest jak na razie skrywana przez urzędników. Przedstawiono jedynie jej bardzo ogólny zarys, który już spotkał się z falą krytyki. Projekt masterplanu ma być dostępny na stronie internetowej od 1 lutego, a konsultacje będą trwać przez 4-5 miesięcy." (źródło Hipermiasto jw.)
"Narzuca się podejrzenie, że Zieleń Miejska pod pozorem usuwania zagrażających spacerowiczom drzew przygotowuje teren pod swój masterplan, którego trzykrotnie przesuwane konsultacje jeszcze się nie odbyły, a wstępna prezentacja w Internecie wywołała bardzo negatywne reakcje." (z petycji)
Pewnie co najmniej kilka razy przeklinałam na tym blogu kraj, w którym co rusz trzeba wykazywać się obywatelską czujnością, bo inaczej ktoś dla zysku spieprzy ci życie, a co najmniej przyrodę i krajobraz, i wlezie z butami w przestrzeń twojej wolności.
Już projekt oświetlenia, realizowany w ramach budżetu obywatelskiego, budził moje wątpliwości. Bo po cholerę tak wszystko oświetlać, i co na to sowy?
No a tu jeszcze to- klik, klik. Rewitalizacja, brzydkie wyrazy.
Jak wam się podoba?
I dlaczego nie?
Chętnie przeczytam komentarze na ten temat, wypowiem się w następnym wpisie (a narzekałam, że mało piszę w styczniu ;-)), a na razie- podpiszcie petycję. Oraz petycję, obie zostaną przedstawione Prezydentowi Miasta.
W zamian podzielę się zdjęciami z naszego kochanego Parku Grabiszyńskiego.
Listopad 2017, klon zwyczajny. |
Klon polny. |
Płat żółtlicy owłosionej. |
Czosnaczek pospolity. |
Bluszczyk kurdybanek. |
Jasnota plamista. |
Idąc cmentarną aleją... |
Z cmentarza dziecięcego. 365. |
Bukietowe lipy- pęczki odrostów korzeniowych. |
Moja katedra. |
Nie sądzę.
Lato 2013 lub 2014. |