Słońce przez cały dzień między wschodem a zachodem, nie z góry na świat patrzące, mgły i inne smogi- krajobraz taki uroczy. Marlena pisała za Stasiukiem, że teraz dopiero to wygląda, nie to co latem, nie to co na niżu, i pewnie mają rację- chociaż i tak nie kocham jesieni, chociaż wszędzie jest pięknie.
Inkwizycja powiedziała kiedyś, że na początku, jadąc krętą drogą do Inkwizytorium, wznosiła okrzyki. Później jej przeszło, co nie znaczy, że zachwyt minął.
| (przyzwyczajeni do Maurycych. Ulga.) |
| Miedze i drogi podkreślone liniami drzew <3 |
Wciąż mniej tu ludzi, niż wiek temu, wciąż pod nalotem lasów porastających łąki z przedwojennych pocztówek, dwudziestoletnich brzozowych zagajników widać pozostałości siedlisk
i tarasów pól.
| Murki jak w Szwecji! |
lub pięknieją od czułości.
| Galeria Kozia Szyja- osadnicy sprzed dwudziestu lat nie wiedzieli, że laurowiśnia, klon palmowy i kasztan jadalny nie mają prawa tu rosnąć, więc je posadzili. Górski mikroklimat, wysoka wilgotność powietrza, i jednak. |
W Izerii mieszkają rośliny.
| (wrotycze, jednocześnie) |
| (dzika marchew) |
| (trzcinnik prosty) |
| (kapucha Agniechy) |
| (dąb czerwony) |
| (śmiałki i starce) |
| (psia róża) |
| (dzięgiel leśny) |
W Inkwizytorium czas płynie rytmem potrzeb zwierząt.
Sery dojrzewają i znikają.
Piękne sery Izery w orzechowych liściach, Inkwi powinna robić warszaty i sprzedawać je tonami.
| Marylków zostało 3 :-( |
Tak jest w Inkwizytorium.
Oglądam czasem (po części na nieświadomce, jak wszystko w tv) "Daleko od miasta" i dosyć mi się podoba (choć oczywiście gdzie mu do "Ucieczki na wieś" BBC, ale to pewnie przez egzotykę i rozmach).
TP jednak zwrócił uwagę, że jest ten program... nudny. W każdym odcinku ta sama spokojna muzyka, spokojni ludzie, zadowoleni z osiągniętego stanu, sielskie widoczki, rustykalne klimaty.
I tak, również i ja chętnie obejrzałabym takich hardkorów, jak Inkwizycja i Padre, Nasza Polana i ON, borykających się na początku (?) drogi.
To by mnie rajcowało, miałoby w sobie prawdę.
Bo, powiedzmy sobie, być komputerowcem, który może pracować wszędzie, także w wiejskim sztafażu, a hodowcą, rolnikiem, inwestorem bez kasy- to dwie różne rzeczywistości.
Nawet jeżeli oglądalność wymaga błyszczących posadzek, białych koronek, ziół i lawendy.
Byłam w Izerii w związku z pracą- początkiem realizacji jednego z Wielkich Projektów.
W okolicznościach przyrody, wobec których istnieje mało skomplikowany wymóg- nie spieprzyć.
| Działka z widokiem :-) |
Ciąg dalszy o tym nastąpi, bo nie każdy, kto zachwyca się jesiennym złotem Izerii, ma chęć czytać mętne rozkminy landskapera. Oraz obejrzeć kolejny milijon zdjęć.
Mam jeszcze dla was zaproszenie- przyjedziecie? Ra- Barbara na przykład tak :-)
Raport na temat zdrowia kotonów:
- Kropek NIE SIKA. Cewka zatkała mu się przejściowo i nastąpił regres. I nie wiemy, co dalej począć :-(
- Pónia (powinnam wreszcie ustalić pisownię- raz piszę Punia, zgodnie z tym, co się kojarzy, raz Pónia, bo to jej właściwe imię- zdrobnienie od Pójdźka. Malutka przypominała zadumaną sowę :-)) zachorowała (zapalenie nerek), ale idzie ku lepszemu,
- Foss buja się z zapaleniem dziąseł- nie wiadomo, czy od nerek, czy nerki od tego. Jutro czyścimy ząbki, drugi raz w tym roku. Co to ma być? od karmy?
- Mrysław ozdrowiał i wrócił do pełni formy, nadrabia masę,
- Inez w lepszej formie, ulungła się w łóżku :-)
- czarne kocice zdrowe.
Pozdrówka, Megi.

