od początku

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 stycznia 2019

jeżeli nie wiesz, jak zacząć - zacznij od początku

Początek to wiosna.
Tamta, a za chwilę kolejna.
.
.
.
Blogowanie stało się trudne, trudniejsze niż zwykle. Społeczna praca związana z wywalczeniem i wynegocjowaniem właściwych standardów pielęgnacji Parku Grabiszyńskiego i zamianą nieakceptowalnego masterplanu na osnowę dobrego projektu rewaloryzacji zieleni zabrała mi cały tzw. wolny czas i robi to nadal. Nie byłam w tym sama, więc czas zajęty był jednocześnie radosny i twórczy, a oglądając się wstecz, wracając do wydarzeń sprzed roku sami zadajemy sobie pytanie - jak myśmy to zrobili?
Nie tylko my pytamy, słyszę to często z różnych stron. Dlatego case jest wart opisania, co prawdopodobnie się stanie.
Czereśniowice aka Langenbielau, kwiecień 2018.
 Ale to nie był prawdziwy powód.
Czereśniowice, maj 2018.
Rabarbara, czytając pewnego razu ten blog od zarania, skomentowała - jaki on smutny (albo jakoś tak).
Tak, jest smutny. Naznaczony zagładą, powiedziałabym, gdyby nie było to zbyt górnolotne i gdyby nie było tak banalne, bo wszystko jest naznaczone zagładą naszego świata, który chcemy tym pisaniem bezskutecznie zatrzymać.
Moja zagłada jest zupełnie rzeczywista. Kiedyś napisałam, że globalne ocieplenie to jedyny realny problem Ziemian. Trwało to gdzieś podziemnie, podskórnie, aż je zobaczyłam: "... pamiętam popołudnie w samochodzie w północnej Francji, ze słońcem oświetlającym zza pleców pomarańczowe ścierniska i cmentarze, kolejne cmentarze z pierwszej wojny światowej na szlaku maków, białe szkielety kaplic stylizowanych na antyk, krzyże jak białe kości, wąską tasiemkę drogi ułożoną na pagórkach, pojedyncze usychające drzewa i słońce, słońce, słońce.
Stan zawieszenia, wizję ucieczki, powidok świata po katastrofie.
Ziemia mówi sprawdzam. Co się wydarzy po kolejnej bezśnieżnej zimie, kolejnym gorącym lecie? Dokąd uciekniemy?
Takiego lata już nie będzie. Takiego świata..."
.
.
.
tylko tyle, ale ten widok i wrażenie zmieniło wiele.
I wiele razy zbierałam się, aby napisać o ludzkich sposobach na koniec świata.
O eskapizmie w formie ucieczki na wieś, wewnętrznej emigracji, wiecznej podróży; denializmie klimatycznym, wierze w pseudonauki, celebrowaniu hygge, uważności i codzienności; koncentracji na własnej osobie (nie mogę nic zrobić, więc robię swoje), przekonaniu, że uratuje nas tradycyjne rolnictwo i permakultura - jakby Ziemia była z gumy- ekomodernizmie, negacjonizmie i infantylizmie (to nie my, to oni, Niemcy, wulkany itp.).
Wiem, przytaczam stare teksty, ale może właśnie warto pochylić się nad nimi teraz, kiedy temat GO wszedł do mainstreamu i pisane jest dużo, i różnie.
I nie ma sensu pisać więcej, bo zawsze ktoś zrobi to lepiej ode mnie.
Jestem wyczulona na przejawy tych sposobów, badam je uważnie.
(tak, wiem, na czym polega cherry picking.)

Skutkiem tego, że żyję na wulkanie, jest zachwyt nad urodą świata. Na każdy zakwitający kwiat patrzę jak ze środka zimy, każdy kot jest swoim własnym wspomnieniem, płaczę w środku najpiękniejszego dnia wakacji.
To zmienia perspektywę jak poważna choroba.
Skutkiem jest także depresja klimatyczna. Robienie ogrodów jest w zaistniałej sytuacji tańcem na tonącym Titanicu. Ratowanie parku staje się wyłącznie działaniem przyzwoitościowym i wydarzeniem towarzyskim.
.
.
.
Pod koniec czerwca mama TP trafiła do szpitala.
To był gorący, przełomowy, burzowy dzień.
Czereśniowice, czerwiec 2018.
Umarła na początku lipca. Tato, koty i ogród zostali sami.
Siedziałam w sadzie, było palące Słońcem przedpołudnie. Odrastała skoszona przytulia, ćwierkały koniki polne, pszczoły oblatywały rabaty, a nad Halimberkiem kołysały się modrzewie. Kiedyś tam pójdę.
Później, w dni przełamującego się Słońca, chodziłam z VegAnką na Łąkę, Na Której Się Rozmawia.
Czereśniowice, lipiec 2018.
 
 
 
 
 
 Zakwitło bardzo dużo kwiatów.
 Przynosiłam z ogrodu miskę warzyw i zdjęcia. Gotowałam zupę.
 
 Trwało najdłuższe lato, a ja zajmowałam się życiem.
 Umarła kotka i zakwitły georginie.
 Zakwitł najpiękniejszy żywopłot świata.
 Wszystko szło swoim trybem.
 
 
 Lato dojrzewało.
 
W sierpniu zepsuł mi się obiektyw.
We wrześniu Antyłowcy się pobrali. VegAnka wyszła za mąż po angielsku.
Czereśniowice, wrzesień 2018.
 A wnusia jaka duża😏
 
 
 Wciąż kwitły georginie.
 
Październik był suchy i gorący.
Czereśniowice, październik 2018.
Przytulia odrosła.
Modrzewie na Halimberku.
W listopadzie nadal nie było przymrozków, ale wykopaliśmy georginie.
W grudniu zaczęło padać. Dzięki bogom.

Sezon był męczący, chyba bardziej niż zwykle. Zamiast robić filmy o ogrodach, sama stałam się materiałem na film dokumentalny o wypaleniu, jak zauważyła Ania K.
Ja natomiast zauważyłam, że może nie brakuje mi blogowania - taka przerwa i dystans dobrze robi, w przeciwnym razie mogłabym się stoczyć w jakiś estetyzm, lajfstajl i wyimaginowane poczucie wpływu, wróć, infulencerstwa😁 - ale brakuje mi medium.
Chcę pisać o ogrodach i działaniach w "zieleni", które mają znaczenie dla przyrody.
Bo tylko one mają realny sens, tylko zachowanie enklaw bioróżnorodności w przerażająco pustynniejącym w każdym znaczeniu tego słowa świecie może prolongować nasze życie o kolejne kilka lat.
Dosłownie i poważnie. Nie mam już czasu na rzeczy nieważne.

Będę, wróć, mam zamiar kontynuować cykl #klucz do ogrodu, pisać o ochronie przyrody w mieście (np. jak wygląda park idealny, jak przerobić tzw. trawniki na łąki, dlaczego pogardzana i spychana na obrzeża zieleń nieurządzona to najcenniejsza zieleń w mieście), aktualnych projektach (projekty zgłoszone do budżetu obywatelskiego, odtwarzanie łąk i korytarzy ekologicznych), rozwijać wiedzę i umiejętności w zakresie projektowania zbiorowisk roślinnych dostosowanych do zmiany klimatycznej (ha, to nowość).
Roślinne Spacery też zasługują na zapisanie. Terapia śmiechem i dystans, jaki zapewniają, jest ważnym przyczynkiem do zachowania zdrowia psychicznego. Poza tym organizując je szukam w sieci optymalnych tras - i nie jest to łatwe, więc może warto się podzielić.
.
.
.
No tak.
Taka konkluzja, że człowiek realizuje się w działaniu, nawet jeśli jest ono pozbawione sensu. Ostatnia tuja zostanie posadzona na dzień przed ostateczną zagładą.
Nawet depresja klimatyczna kiedyś się kończy i nagle widzimy się, jak ratujemy przyrodę w dobrym towarzystwie.
Wy też jesteście dobrym towarzystwem, Czytelnicy, chociaż nie zauważyłam, żebyście tęsknili (Agniecha komentuje pierwsza).
W końcu tyle dobrego przyszło do mnie z tego bloga. Jestem za to równie wdzięczna, jak za ten miniony rok.
Dziękuję i zapraszam ponownie😂😂
Pozdrówka, Megi.