od początku

wtorek, 19 listopada 2013

wycieczka na wysypisko

to dekadenckie podróżnicze wyrafinowanie, przejaw nudy albo totalne hipsterstwo.
Oraz realna potrzeba, która dopadła nas pięknego szwedzkiego dnia po dokonaniu przecinki w przedogródku (TYLKO w przedogródku!)
Urobek został zapakowany na kabriolet i zawieziony tam, gdzie w poniedziałkowe przedpołudnie panuje ruch i dokąd prowadzą drogi mieszkańców miasteczka-
- na WYSYPISKO.
Taaa, miejsce zaiste MAGICZNE.
Magiczne w kontekście naszego krajowego śmieciowego zapyzienia i zjawiskowej ustawy śmieciowej.
Nie wiem, jak u was, ale u nas ustawa działa tak:
- powstała, a jakże, miejska spółka Ekosystem, która zajmuje się "nadzorem i organizacją zadań związanych z utrzymaniem czystości", tzn. płacimy nie tylko za odbiór śmieci, jak do tej pory, ale i za istnienie Ekosystemu,
- brakuje informacji, kiedy kto i co odbierze- liczne worki i pojemniki z efektami segregacji stoją tygodniami przed posesjami, okazjonalnie wystawiane kontenery na "gabaryty" obrastają wokół kanapami i pączkują workami liści, ilość stłuczki szklanej na ziemi jest wprost proporcjonalna do liczby pojemników (przy naszej ulicy co najmniej 6 szt.),
- nic się nie zmieniło, jeżeli chodzi o dziki wywóz śmieci do lasu, bo to, że śmieci są własnością gminy, jakoś nie dociera (jak ma zresztą docierać, skoro nie dociera żadna informacja ani edukacja), 
- jest marchewka (śmieci są własnością gminy, która ma obowiązek je odebrać), nie ma bata (kary za utrudnianie gminie pracy i wywalanie śmieci gdziekolwiek. Tzn. może i kara istnieje, ale nie jest ani dotkliwa, ani nieuchronna. W ogóle nie wiadomo, jaka jest.),
- w mieście funkcjonują aż całe dwa PSZOKi- w tym jeden czynny do 15. W takim pszoku można oddać bezpłatnie odpady komunalne, ale:

"* Do PSZOK jednorazowo możesz przywieźć maksymalnie 6 worków z odpadami zielonymi o pojemności od 60 do 120 l.
** Do PSZOK możesz oddać niewielkie ilości odpadów remontowych i budowlanych, tj. odpady betonu oraz gruz betonowy z rozbiórek i remontów, zmieszane odpady z betonu, gruzu ceglanego oraz odpadowych materiałów ceramicznych.
Pamiętaj, że PSZOK przyjmuje jedynie odpady komunalne. Jeśli jesteś przedsiębiorcą PSZOK nie przyjmie od Ciebie odpadów pochodzących z prowadzonej przez Ciebie działalności gospodarczej."


DURNE, O JAKIE TO DURNE.
Tym się pszok różni od szwedzkiego wysypiska, które:
- działa w każdym, nawet małym miasteczku i w co poniektórej wsi,
- jest otwarte w ludzkich godzinach (poniedziałek rano jest bardzo dobry, bo wszyscy mają artefakty z weekendowego sprzątania) w znane wszystkim dni,
- można tam oddać wszystko- wszystko i każdy- każdy może, także firma,
- system segregacji jest jasny, a jakby ktoś nie pojął, to pracownicy po prostu poprawią segregację i przełożą gadżet z pojemnika do pojemnika, bez urazy. Także, nawiasem, na luzie, bo jakoś nie ryje ich to, że robią w śmieciach.
I TO JEST SENSOWNE, w końcu gminie, która jest właścicielem odpadów, powinno zależeć na tym, żeby ludzie oddali je sami, dobrowolnie, własnym transportem, we właściwe miejsce i żeby nie trzeba było po nich sprzątać po całym interiorze.
Niekoniecznie to działa w 100%- kogoś, kto mieszka obok lasu może kusić, żeby zieleniny nie pakować na przyczepkę, tylko chyłkiem wywieźć taczką w gąszcz.
I tu działa kij- zwykle łatwo dojść , czyje to śmieci, a kary są wysokie.
OCH, JAKIE TO PROSTE.
Dobra, bo się zdenerwuję.
Głównie tym, że przyjęty w PL system nie wymusza:
- segregacji, bo łatwiej upchnąć wszystko do jednego pojemnika, niech sobie sami segregują (cóż z tego, że to są koszty i zmarnowany potencjał ludzkich chęci i możliwości),
- recyklingu, bo przy słabej segregacji- wiadomo,
- po prostu czystości.
***
Zatem- kilka zdjęć z MAGICZNEGO WYSYPISKA.
 Poniedziałkowy ruch.
 Prawie każdy ma przyczepkę.
 Zabezpieczoną.
 A na niej...
... wszystko.
 Segregacja jest łatwa:-)
 Dzienniki, rachunki, gazetki reklamowe...
 ... tektura, materiały izolacyjne, szyby, meble tapicerowane...
 ... malowane i lakierowane drewno, meble z metalowymi elementami, porcelana, ceramika, cegły...
 ... zostało coś jeszcze? szkło takie i owakie...
 ... lodówki jak góra lodowa!
 i kuchenki. Inne sprzęty też, osobno.
 A gdyby ktoś nie ogarniał...
... to chętnie pomogę.
Nas najbardziej interesował- oczywiście! recykling odpadów organicznych.
W Szwecji można sobie wycinać na swojej posesji co się chce (w przypadku prywatnych lasów są ograniczenia i obowiązuje projekt gospodarki drzewostanem).
Efekty widać po letnim weekendzie:-)
 Rosnąca góra gałęzi, pni i całych krzewów jest co chwilę kompaktowana ładowarką.
 (btw- wycięlibyście TAKIEGO cisa???)
 Obok rośnie wzgórze kompostu.
(a do tego pojemnika wyrzucamy WORKI, W KTÓRYCH ZIELENINĘ PRZYWIEŹLIŚMY. Żeby nie chodzić kawał drogi do pojemnika na folię, co mogłoby zniechęcić do segregacji.)
 Malowane i lakierowane drewno składuje się osobno
 (ooo, niektórych kusi jakiś mały odzysk;-p)
 ... od niemalowanego.
 Oba rodzaje osobno zostają zrębkowane (na pierwszym planie zrębki z farbą). Lakierowane zostaje przeznaczone np. do spalenia w piecach z zamkniętymi komorami (powiedzmy, w fabrykach), z niemalowanego produkuje się pelety, ściółkę na miejskie rabaty lub kompost.
 Kompostowanie odbywa się na miejscu, bardzo ekstensywnie- resztki organiczne pryzmuje się i przykrywa rodzimą glebą. Odciek spływa powierzchniowo...
 ... do czegoś w rodzaju roślinnej oczyszczalni. Jest to pole porośnięte lokalną roślinnością.
 (TP bada stan "przerobienia")
 Pryzmy kompostowe są napowietrzane za pomocą rur drenażowych
 a po "dojrzeniu" rozebrane i wykorzystywane jako substrat i nawóz w zieleni miejskiej. Podejrzewam, że można sobie również taki kompost WZIĄĆ, jak się potrzebuje.
Taki to prosty i sprytny sposób, bez pojemników, rękawów foliowych, systemu odgazowywania...
... do zastosowania dla każdej firmy ogrodniczej.
Niekoniecznie u nas w najbliższym czasie.
Bo U NAS funkcjonują lepsze pomysły i standardy:
- do naszej pryzmy kompostowej w polu ktoś notorycznie podrzuca resztki. I nie jest to osoba prywatna, za dużo tych śmieci. I nie są to tylko resztki organiczne, ostatnio były razem z workami. 
Gminę- gospodarza śmieci- nie interesuje, co jakaś tam działalność gospodarcza robi ze swoimi odpadami, które przecież produkuje. W pszoku nie przyjmą, a niech sobie podrzucą komuś, albo do lasu...
- ostatnio ktoś nam tę pięknie przełożoną w celu napowietrzenia pryzmę podpalił, na rozpałkę dorzucając trochę lakierowanych i tapicerowanych mebelków. Co tam, że może chcielibyśmy wykorzystać kompost pod uprawę warzyw (bo przecież w całości wchodzi do naszych ogrodów, podobnie jak zrębki- w tym roku nie kupowaliśmy kory, a torf tylko raz!)
- pewien PRZEDSIĘBIORCA, któremu zostały po budowie odpady zmieszane (ziemia+gruz+darń), nie do spalenia: a, wywiezie się na jakąś leśną drogę...
- pewni budowlańcy (wszyscy budowlańcy!) sprzątają po sobie w ten sposób, że palą w ognisku palety+folie+styropian, a farby/wapno/inny syf wylewają w glebę.
Ugh, to nawet się nie da powiedzieć, że to się kiedyś zmieni, idziemy w dobrym kierunku... czołgamy się w stronę cmentarza, a nie idziemy.
***
Pora relaksu.
Po licznych wrażeniach i excytacjach miał miejsce spektakl pt.
PRZEMOC I MIŁOŚĆ NA WYSYPISKU.
(są butki, są:-)))
Zauważyliście, jak wstrząsająco piękna była POGODA?
Więc chwilę później:
oesu, oby do... wiosny.
Pozdrówka, Megi.

sobota, 16 listopada 2013

warzywnik z widokiem

Wciąż jest listopad, nic się nie zmieniło.
Chwilami powracam do lata, chwilami pomiędzy listopadem a planami na, powiedzmy, luty.
***
Wszedłeś między wrony, to kracz jak i one.
Ogródek naszych Polskich Przyjaciół w Szwecji jest bezkompromisowo skandynawski.
Trawa. Za dużo wg PP, to się zmieni.
Przestrzeń. To nie jest kraj ciasnych i wąskich ogródeczków, przynajmniej nie na wsi.
Brak granic. Jak ktoś chce wejść, to wejdzie i tak, najczęściej zresztą ludzie wchodzą w przyjaznych zamiarach (tak jest wszędzie, warto byłoby pamiętać).
Widok. Grzeszyłby, kto by go zasłaniał. Prywatność jest gdzie indziej.
Dwie rzeczy zmieniły się w ciągu roku i nadały ogródkowi indywidualny rys- powstał warzywnik i mury oporowe z gabionów (siatkowych koszy) wypełnionych otoczakami.
***
Kamień w ogrodzie lubię bardzobardzo, ale musi być lokalny i użyty w proporcjach. Kamień w Szwecji jest lokalny jak najbardziej, w wielu ogrodach są wychodnie skalne, jest oczywistym materiałem. Dlatego też łatwo zachować proporcje, nie to co u nas, gdzie "skalniaki" straszą i śmieszą.
Taka łączona nawierzchnia, kamień w różnych "stanach skupienia".
Płaska rabata skalna jest lepsza niż górka kamieni, zwana skalniakiem.
Jednoroczne to świetny sposób na zagospodarowanie wolnych przestrzeni w ogrodzie. A jeszcze TAKIE jednoroczne.
Potentilla cuneata sprawdza się lepiej niż u nas.
Podobnie jak wrzosy zresztą. To dlatego, że lubią przepuszczalną glebę i dużą wilgotność powietrza.
Beton to też kamień, im bardziej zwykły, tym lepiej wygląda w ogrodzie.
Oczywiście jest to pewna konwencja, ja ją akuratnie lubię.
Lubię też gabiony, choć wiele osób uważa je za kontrowersyjnie nowoczesno- przemysłowe.
Uważam, że sprawdzają się w większości ogrodów i w każdej roli- murów oporowych
 i ogrodzeń, takich symbolicznych i całkiem realnych.
Warzywnik powstał na zapartej gabionem skarpie.
Podniesione grządki to kolejna oczywistość tam, gdzie budujemy ogrody na skałach.
Prosta drewniana konstrukcja wytrzymuje kilka lat (oczywiście nie zabezpieczamy jej środkami chemicznymi ani nie wyściełamy folią itp.), wypełniona ziemią kompostową zapewnia komfort uprawy (brak konieczności przekopywania, pulchna, łatwa do odchwaszczenia gleba) i wysokie plony (żyzne podłoże, łatwość dawkowania wody).
PP stosują w ciągu sezonu płodozmian- trzy skrzynie ziemniaków różnych odmian są stopniowo wykopywane i zastępowane sałatą, koprem, a później rzodkiewką.
Jest to warzywnik  z widokiem.
 
I to jakim.
Im dalej w popołudnie, tym bardziej i bardziej.
Maki, facelia...
... bławatki, nachyłki, ostróżeczka.
 
 No cóż, nie każdy warzywnik ma taki widok.
 Ale każdy może mieć warzywnik:-)
Z warzywnikiem żyje się bardziej.
- oczywiście z widokiem jeszcze bardziej:
Nawet w listopadzie.
Bo listopadowe niebo jest najpiękniejsze.
Pozdrówka, Megi.
***
PS. Aniu z miasta P, co ty na to?
Ania z miasta P właśnie założyła sobie taki warzywnik- jagodnik (w ten sposób możne też uprawiać poziomki i truskawki, takoż i żurawinę, wypełniając skrzynie podłożem trorfowo- piaskowym...) i mówi, że coś nieładny i krzywy.
Ale tam.
Najpiękniejszy.
Ofszę, zawsza można osłonić deskowanie matą wiklinową.
Ale tam.
Murek gabionowy ma także zapłodnić (excusez le mot, jak mówi Agata, używając tego słowa) Ani wyobraźnię, aby taki sobie zainstalowała w roli opornika- ławeczki, biegnącej po części obwodu koła i wypełnionej polnymi otoczakami.
Tylko nie wiem, jak ominąć szokująco wysokie ceny koszy. Kminię, jakby to zespawać z siatki zbrojeniowej, bo te ceny są niemoralne.
Siatka zbrojeniowa by modnie przerdzewiała i nazywałoby się to koszami z cortenu:-)))
A może w Szwecji nabyć?;-p
Otóż.
PS. Nawiasem, wyobrażacie sobie taki ogród w PL? hę?
To jeszcze raz- pozdrówka:-)