od początku

sobota, 18 czerwca 2016

ogrody bez glancu

Na przełomie miesięcy podróżowaliśmy przez Wschód.
Wielkie słowa- podróż (jednak z 1 500 km się zrobiło) i Wschód (ale Wschodem jest dla mnie wszystko na prawo od Krakowa, z pozycji Niederschlesien taka sama egzotyka, jak Bretania).
Odwiedziliśmy prywatne ogrody w różnym stopniu rozwoju, które niewątpliwie mają ze sobą wiele wspólnego, coś, co trudno było mi spiąć do chwili przeczytania genialnego komentarza Taba Azy pod moim poprzednim postem- otóż ogrody te NIE MAJĄ GLANCU.

(i to jest bardzo dobre, żeby sobie ktoś coś nie myślał)
Wyjaśnijmy, czym jest glanc. Znów najlepiej robi to Taba Aza, ja natomiast znalazłam odpowiednie fotki.
Glanc zaczyna się od obsadzenia granic, często jeszcze w fazie budowy.
W międzyczasie mogą zdarzyć się niepowodzenia
ale po ciężkiej walce otrzymujemy glanc.
Przy okazji także ogródek jordanowski, teren zielony, ogród estetyczny- lubię blog Wery, naprawdę- tyle mamy na to kreatywnych określeń.
Po pewnym czasie ogródek zaczyna wyglądać jak skrin z gardenpazel
a za kolejne pięć lat- jak śmietnik.
To są, prosz państwa, wbrew pozorom, projektowane ogrody. Ale co na papierze/w komputerze, to w ogrodzie. Takie ogrody, jakie projekty. Prawdaż.
Żeby glanc utrzymać, potrzebny jest nieustający dopływ energii w postaci pracy i kasy. To ogrodowa czarna dziura.

Glancowi mówimy nie, często marzy nam się ogród przynajmniej ogarnięty, ale kluczem jest jego powierzchnia.
Doświadczenie uczy, że jedna osoba jest w stanie ogarnąć urządzony ogród do 2 000 mkw mniej więcej.
Tak.
A co, cholibka, jak on w fazie pola lub sporo większy?
Uciekamy się do trików i kreatywnych rozwiązań.

Zaprojektuj go dobrze.
Mogłabym, śladem najpopularniejszych i najlepszych, zawołać- zleć to mnie, ale i tak swój swego znajdzie, Aneta (Nie Tylko Meble) pierwsza napisała, że jej wiejski park zaprojektuje Megi. Bloger blogerowi zgotował ten los, wszystko na wizji, jak się pożremy, to będzie zabawa :-) ale na razie jesteśmy zgodne w pomyśle bezpretensjonalnego, wręcz uproszczonego ogrodu. Łatwego do ogarniania.
Ma on umościć się w krajobrazie wsi objętej łukiem Wisły, w miejscu, które daje poczucie spokoju (za działką znajduje się rozległa przestrzeń łąkowego obniżenia i daleki widok) i oparcia (o ścianę drzew na sąsiedniej działce, zabudowane w kwadrat podwórze, powtarzalny schemat zabudowań we wsi). 
Miejsce sprawia wrażenie nieco zagubionego. Styl końca świata. Mój styl.
Dom w remoncie, warsztat działa. Aneta.
Okrężnica bagienna.
Nadwiślańskie łąki. Niby nic.
Sąsiedztwo.
Trybula leśna.
Śniedek baldaszkowaty w dawnym ogrodzie.
"Zaprojektuj go dobrze" to oczywiście wielka enigma obejmująca osadzenie w krajobrazie i kontekście wsi, wykorzystanie widoków i skojarzeń, dobór roślin uwzględniający preferencje właścicieli (jak, powiedzcie, można nie lubić czarnego bzu??), ale przede wszystkim warunki glebowe i inne uwarunkowania siedliska. Takie tam banały. 
Warto też znaleźć jakiś klucz. Dla mnie będzie to
widok zagumienny
Artur Trojanowski, Koniec lata, obraz spotkany kilka dni później w Lanckoronie.
Rozległy widok sprowadzony do schematu i esencji- narys, kontrast, drżenie powietrza.

A jeśli mamy spory ogród, obsługiwany z doskoku w nieliczne weekendy, z odziedziczonymi nasadzeniami, z roślinami specjalnej troski, których obecność jest efektem nowej kolekcjonerskiej pasji, miłości do róż i bylin oraz spontanicznych zakupów?
Tak ma Ania (Anonimowa Ania) na Podkarpaciu.

Ogródź ogród.
Siatka leśna jest niewyględna, ale w miarę skuteczna (dziki się przebiją, sarny i drapieżne ptaki mogą nie zauważyć i się zaplątać- dlatego powinno się wplatać w nią jasne taśmy). Cudownie byłoby mieć ogród nieogrodzony, ale apetyt sarenek na kwiatowe pączki i korę drzew wyleczy was z takiego sposobu ogrodowania.

Przygotuj glebę, weź ją pod uwagę.
Ogrodowanie na skale nie jest łatwe ani przyjemne. Gliniastą, zwięzłą glebę należy (w miarę możliwości) uprawić z piaskiem rzecznym i kompostem. Jednak glina to glina, a hektary to hektary- nie wszędzie i nie zawsze da się i można uprawić. Wtedy trzeba sadzić to, co da radę. Takie oczywiste, a takie trudne :-)

Ściółkuj albo nie ściółkuj.
Ściółkowanie ma mnóstwo zalet (oszczędza wodę w glebie, ogranicza rozwój chwastów, ułatwia plewienie) i kilka wad (ślimaki chętnie spędzają dnie w wilgotnej korze). Można ściółkować skoszoną trawą, co ma wiele zalet (utylizacja pokosu, wszystkie propsy ściółki) i kilka wad (jeżeli warstwa trawy jest gruba, to zamiast przesychać, rozkłada się beztlenowo, wydzielając gnilny zapach, dodatkowo ogrzewając rośliny i zużywając azot z podłoża).

Ogarnij permakulturę w praktyce.
Permakultura to system projektowania oparty o etyczne zasady troski o Ziemię i jej mieszkańców, ale także zestaw metod uprawy, mający na celu optymalizację kosztów (również czasowych, środowiskowych). Użycie tego, co zbędne i pod ręką (na przykład rozłożenie kartonu, pod którym wyginą niechciane rośliny, a później ulegnie on rozkładowi, ściółkowanie skoszoną trawą obrzeży rabat) wpisuje się w tę filozofię.

Stosuj tradycyjne rośliny, które dobrze rosną w okolicy, układaj z nich proste widoki.
Na tym polega siła i piękno wiejskich ogrodów- rośliny, które "same rosną" i nie chorują, są zielone, sezonowo zmienne, ładne same w sobie, obficie i niezawodnie kwitnące, na tyle bezpretensjonalne, że łatwo je ze sobą zestawić. Nie muszą to być wyłącznie tradycyjne rośliny (czosnek karatawski ze zdjęć powyżej daje radę), ale powinny występować w większych grupach i powtarzać się w różnych miejscach ogrodu, sprawiając wrażenie spontanicznie rozsianych. Nie powinniśmy unikać roślin ekspansywnych, nasiewających się- zrobią dla nas dobrą robotę.

Rób rozsadę. Roszadę.
Nie masz wyjścia. Albo masz- pracuj więcej i zarób na te miliony sadzonek. Ale wtedy nie będzie czasu na radosne ogrodowanie. Produkcja roślin z siewu, dzielenie bylin, ukorzenianie sadzonek to też część radosnego ogrodowania :-)

Stosuj rośliny rodzime z okolicznych siedlisk.
Miodownik melisowaty.
Bodziszek żałobny.
Poznawanie okolicznych siedlisk ;-)
 O tym będzie osobny wpis- co tam rośnie, na tym Wschodzie, tak różnym od Zachodu. "Z okolicznych siedlisk" nie znaczy, że należy je stamtąd pozyskiwać. Wręcz przeciwnie- bardzo nie należy, nawet, jeżeli wydają nam się pospolite (bo gdyby tak każdy... bo zmniejszamy pulę genową w środowisku, a niekoniecznie roślina nam się przyjmie). Należy kupować, ale też bardzo uważając, skąd i od kogo, żeby nie generować popytu i mody na pozyskiwanie z naturalnych siedlisk.
Kupowanie, przeklejam z postu o ogrodzie Karla Foerstera, jest ważne z dwóch powodów:
- tworzy modę na zwykłe rośliny, a co za tym idzie- na bardziej przyjazne środowisku ogrody, takie, w których nie trzeba wylewać cystern chemii i mnożyć nakładów pracy,
- w środowisku nie ubywa tych niby- pospolitych, niezagrożonych (a co my tak naprawdę o tym wiemy) roślin, różni łowcy ich nie pozyskują, bo łatwiej i pewniej kupić. W ten sposób pula genetyczna tych gatunków powiększa się.

Uprawiaj to, co kochasz.
Skoro róże, to dlaczego nie róże? bo kapryśne, bo szkodniki i choroby, bo trzeba okrywać na zimę?
Ale skoro kochasz, to przecież wybaczasz?

Ogroduj w zgodzie z przyrodą.
Daj spokój opryskom, bezpośrednio lub pośrednio szkodzą one wszystkim. Taka poskrzypka liliowa- ileż ona zje (ślimaki i mszyce to insza inszość, ale tylko wtedy, kiedy pojawiają się masowo). Nawożenie kompostem jest w porządku (zwiększa pojemność sorpcyjną gleby i dostępność glebowych "dobrutek", jak mówi Tabazella, dla roślin), nawozy mineralne, owszem, likwidują okresowe niedobory pierwiastków (i wtedy należy je stosować), ale stosowane rutynowo wpędzają ogrodników w kłopoty- rośliny szybciej rosną (dużo cięcia) i słabiej drewnieją (mszyce mniam mniam).
Pies to część rodziny i przyrody, są różne sposoby na pogodzenie jego obecności z kruchymi roślinami. Przeważnie ;-)

Zaprojektuj dobrze ;-)
Podkarpacie. Smog, pacześność i nadmiarowość, trudna kraina.
Korzystaj z krajobrazu, twórz widoki, oprawiaj istniejące i tak dalej. My tak już drugi rok, ale do przodu.

Ciesz się ogrodem :-)
Trawa nie zając, nie ucieknie spod kosiarki, chociaż może będzie się bardziej nadawać pod kosę. Na sądzie ostatecznym też nikt nam raczej nie wypomni, że nie dopilnowaliśmy róż i mało rześko niszczyliśmy ślimaki. Świętujmy i celebrujmy ogrodowanie, bez zadęcia i napinki, jak jakieś Brytole.

Tak to wygląda u Ani, dzielna dziewczynka, prawda?
Znów przywołam Taba Azę z wpisem o ogrodzie w stylu country, jakże przydatnym w zaistniałej sytuacji.
(w komentarzach bezcenne: o tej porze roku "glancyści zaczynają przeżynać walkę z chwastami i wpadają w histerię")

Ogród Barbary, zwanej w pewnych kręgach Rabarbarą, to jedna z najpiękniejszych działek, jakie widziałam ever.
Barbara uwija się po nim jak jakaś Vita Sackville- West (ino mniejsza i ładniejsza), w ślicznych kaloszkach i eleganckim outficie.
Oto premiera w internetach.
 Barbara jest sama w sobie. Niedawno dała dom trzem kotom, ale kto by nie dał? jakby mógł?
Błyskotek.
Dom Barbary to jakaś bajka.
Cała ta stylówa ot tak na co dzień, jakby nie mogło być inaczej.
Czego możemy się nauczyć ogrodowo od Basi?

Najlepsze są prawdziwe przedmioty i naturalne materiały.
Krakowska kostka brukowa.
Tylko takie szlachetnie się starzeją (oczywiście często szybciej niż syntetyki, jak schody na ostatnim zdjęciu, nadające się do wymiany).
Za tymi nowymi, modnymi i rewolucyjnymi stoją marketingowcy, którzy potrafią mieszankę odpadów (trocin i pcv) uklepać w deskę, sprzedać ją drożej od dębu (oczywiście sprzedać glancystom) i wmówić nabywcom, że za dziesięć lat wcale nie będzie to wyglądać jak zużyta reklmówka- nierozłożona, ale zmolestowana.

Celebruj widoki, świętuj czas.
Ustaw fotel na tarasie, ławeczkę w zapachu lip (a obok Jednorożca, ale to później).
Po to jesteś na tym świecie, żeby go docenić. Pełnia księżyca, wiosna, letnie przesilenie- wszystko nadaje się do świętowania.

Stwórz swój świat.
Wiem, że namawiałam- zawsze namawiam- do otwierania ogrodu na krajobraz, korzystania z pożyczonych widoków. Ale co, jeżeli drzewa urosły albo nie kochamy cyfilizacji lub sąsiadów? Jedno i drugie to także kejs Moherii, przecież się nie wytnie, zawsze można pójść/pojechać na jakąś górkę/łąkę, na ogrodzie świat się nie kończy.

Ocal stare drzewa.
Jabłoń może żyć 250 lat. Ta, namiętnie przeze mnie fotografowana, swoje przeżyła, uderzenie pioruna odarło ją z kory, próchnieje w środku, od dawna suchy konar leży na ziemi. Mimo to każdej wiosny ubiera białą suknię i triumfuje nad śmiercią. Im jestem starsza, tym bardziej empatyczna wobec starych drzew- nie chciałabym, żeby ktoś pozbył się mnie dlatego, że jestem za duża lub brzydka.

Nie wykaszaj jak nawiedzony.
Kwitnący podagrycznik.
Łan turzycy drżączkowatej w części leśnej.
Wilgotna łąka.
Naprawdę wystarczy dwa razy w sezonie (koniec czerwca/lipiec, wrzesień/październik), raz (sierpień/wrzesień), raz na dwa lata. Można robić moje ulubione koszone/niekoszone. Pamiętajcie, że częste koszenie promuje trawy (ewolucyjnie przystosowane do zgryzania), zmniejsza populację roślin dwuliściennych (nie wszystkie zdążą się wysiać).
Do tej prawdy dochodzi się przy powierzchni powyżej jednego hektara.

Hołub to, co wyrosło spontanicznie.
Bniec czerwony, żywokost lekarski, kosaciec żółty i wiele innych (bywa, że i podagrycznik, i buławnik) zasługują na atencję.

Pokochaj rośliny, które same rosną w twoim ogrodzie.
Dobór roślin ma kluczowe znaczenie. Łubin, smółka, orliki, kosaćce, wieczornik damski, jastruny, rutewki, kocimiętka, przywrotniki i wiele innych będą dobrze rosły na gliniastej glebie u podnóża gór i rozprzestrzeniały się po ogrodzie.

Posadź sobie raryteta.
Większość ogrodników cierpiałaby, gdyby im tego zabronić. Tulipanowiec i ambrowiec rosną świetnie, znajdzie się miejsce na kaliny i derenie...

Wpleć w ogród jadalne.
Sad niebasiowy, tylko przykładowy.
Maliny przynajmniej zajmą dużo miejsca, nie trzeba będzie regularnie kosić ani plewić... a te wszystkie rabarbary, śliwki, morwy, poziomki zawsze mogą się przydać.

Nie usuwaj przekwitłych kwiatów azali i różaneczników.
Możesz to zrobić na malutkim krzaczku... i na metrowym krzaczku, może na półtorametrowym... i tak kiedyś przestaniesz, więc równie dobrze możesz nie zaczynać. To tylko kwestia estetyki, estetyka nie jest najważniejsza.
***
Najważniejsze jest to, że w powyższych ogrodach (nawet tych, których jeszcze nie ma, bo Aneta ogrodowała, odkąd ją znam) jest bardzo mało glancu, a bardzo dużo ogrodu. Dużo pracy, ale i dużo emocji. Wiele wątpliwości, ale mnóstwo satysfakcji. 
I tyle pozytywów :-) 
W zajawce programu "Wielkie odrodzenie brytyjskich ogrodów" znalazło się stwierdzenie: "Brytyjczycy są dumnymi ogrodnikami". Nie przyszłoby mi to do głowy, ale tak, bądźcie dumnymi ogrodnikami, ja natomiast znajdę sobie niszę nie projektowego garden guru, tylko raczej ogrodowego kołcza.
Hm, miałam zamiar zarzucić was nieglancowymi ogrodowymi pomysłami podpatrzonymi po drodze u artystów, ale moglibyście nie znieść takiej dawki inspiracji. W końcu są jeszcze warzywniki Agniechy i Dorotki, to trudne doświadczenie.
Pozdrówka, Megi.

82 komentarze:

  1. Z glancem to tylko szneka. A tak na poważnie - to chyba rzeczywiście kwestia szeroko rozumianej estetyki - ogród wielce swobodny wielu będzie kojarzyło z bajzlem i chaosem, a jak gospodyni powie, że ona tak LUBI bez glancu, bez sznurka, bez zadęcia i wiecznej roboty, to zarzucą ją hejtem i stwierdzą, że maskuje tak lenistwo (!) I są jeszcze tzw. zboczenia - czyli bez sznurka, grodzenia, oddzielania, koszenia i jednak jakiegoś glancu niejeden ogrodnik by się udusił:) Własne rozsady to ogromna ulga dla portfela. Przeogromna. ratuje przed bankructwem. Piękne te luźne ogrodowanie, ogrodnik ma czas celebrować swój ogród:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naturę w ogrodzie się jednak w jakimś tam stopniu formuje, ogrodowanie może być wspomaganiem natury lub jej okiełznaniem ale zawsze jest czynne. Metoda "na dziki ugór" lub iglakowisko, fragment tyrawniczka i polbruk to dwie strony tego samego medalu, znaczy "ogród bezobsługowy". Mnie się wydaje że ludzie często mylą ogrodowanie w zgodzie z naturą z totalną olewczością wobec ogrodowych tematów. Co prawda uważam że ci od "dzikich ugorów" są mniej szkodliwi dla przyrody ale to nie znaczy że ogródki ugorowe powalają mnie urodą. Mnie to łąki powalają, przejścia od swobodnych nasadzeń wiejskich do dziczy, warzywniki z wysianym dziko koprem, olbrzymie plamska z bylin ( mogą być z podstępnym trawskiem włażącym w plamsko, to mi w naturalnym ogrodzie nie przeszkadza ). Nie musi być pod sznurek i w kancik ale ma dobrze wyglądać, tak żeby pokrzywa wyrastająca w środku rabaty wydawała się na miejscu ( co tam Meg i pisze o 2000 metrów do obróbki dla jednej osoby, ja już ledwie dyszę, a nie jestem miszczem pielu ). Duże wiejskie ogrody bez aha są jak przepieczona polędwica wołowa - niby surowiec rarytetny ale ktoś potrawę spieprzył. Wpisanie ogrodu w krajobraz, niewidzialne przejścia od ogrodowszczyzny do dziczyzny, widok na dziczyznę to jest to co "robi" duży ogród wiejski. Co prawda w Polandii sprawa trudna bo nigdy nie wiadomo gdzie magazyn albo remizę postawią, ale swoje robić trzeba a gnojkom od radosnego lenistwa urzędniczego ( Polandia jest krajem radosnego opieprzania się całej kasty urzędniczej ) w razie czego nie odpuszczać. A w ogóle to sądzę że ogród to trzeba sobie wymyślić, ogród wymyślony z czasem robi się przemyślany. I to jest zawsze inna jakość ogrodowania. A teraz kończę poranną kawę i udaję się dopieszczać ukochany Alcatraz oraz wypasać koty.
      P.S. Dobrym ogrodzeniem wiejskiego ogrodu od niechcianych leśnych wizyt jest odpowiednio duży zaroślowy żywopłot - tarninki, rokitniki, róża pomarszczona - co tam komu urośnie. Niestety trzeba sadzić spore egzemplarze, więc tylko tzw. goły korzeń wchodzi w grę.

      Usuń
    2. Jak zwykle pięknie to ujęłaś - tak, ogród trzeba sobie wymyślić :) i przemyślać wciąż :)).
      Barbara

      Usuń
    3. Magdo, oczywiście zwykle nie jest tak, że ma czas celebrować. Bezglancość to kwestia wyboru, bardziej, uwaga, będzie grubo- życiowego niż estetycznego. To często także konieczność po prostu, bo co zrobisz, jak brak czasu, sił, pieniędzy, chęci, możliwości czy czegoś tam jeszcze.
      Taba Azo, Bylinowy Pan napisał coś, co we mnie utkwiło: "Każdy ogród, nawet najpiękniejszy, ogranicza nas w jakiś sposób."- głównie imo dlatego, że staramy się w nim naśladować naturę i robimy to bardzo nieudolnie, a ponosząc porażki często odpuszczamy godzimy się na "ogród ugorowy" czy jakieś marne połowiczne rozwiązania. Gdybyśmy ten ogród sobie rzeczywiście wymyślili, stosownie do potrzeb i możliwości, może tak bardzo by nas nie ograniczał.
      A owszem, żywopłot, i to jeszcze kładziony ;-) pewnie. Bardzo chętnie.

      Usuń
    4. Wszystko ładnie, pięknie oraz mądrze, ależ otóż właśnie jeszcze brak ostrzeżenia jak cienka cieniusia jest granica między brakiem glancu a ugorowo-chaszczowym dziadostwem. Jak ktoś jest początkującym ogrodnikiem oraz/albo nosi w sobie dużą dozę przyrodniczej bezpretensjonalności, to może nie zauważyć przekroczenia tejże granicy i być zadowolonym zamiast w trybie szybkim, własnymi łzami podlewać nowo utworzone grządki między kostkami polbruku.

      Usuń
    5. otóż być może zabrakło, ale ja tu tylko kołczuję, zaś udokumentowane porady pochodzą wprost od przedstawionych utalentowanych i dumnych ogrodniczek. Poza tym granica sryca, kto ją ustanowił? każdy definiuje dla siebie glanc i jego brak, ogród i nieogród, właśnie jestem w trakcie :-D

      Usuń
  2. Chciałabym zauważyć, że już lata temu napisałam, że jak projekt ogrodu, to tylko Megi ;) i nawet chyba go zaczęłaś (ten projekt), ale że nie było nacisków to przepadł w pomroce dziejów... :( Fakt, wciąż grasowała Banda Pożeraczy Roślin, co było całkiem dobrą wymówką do nie-robienia nasadzeń (które jednakże robiłam, ku uciesze Bandy).
    Piękny wpis popełniłaś, Ty - i Taba Aza. Czytałam ze ściśniętym sercem, bo jest tam wszystko, co kocham i chciałabym mieć. Tak, tak... wiem, że nie trzeba na to wielkiej kasy, wystarczy "trochę" czasu i "trochę" pracy, ale te siły... skąd je wziąć?!
    Ściskam, pięknej niedzieli ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, i jeszcze zapomniałam podziękować za premierę Rabarbary (kaloszków nie pokazałaś!), tak ją sobie mniej więcej wyobrażałam ;) Przepięknie ma!

      Usuń
    2. Inkwi!, bardzo dziękuję za wypomnienie braku kaloszków ;)), sama nie śmiałam się upomnieć.....
      Barbara

      Usuń
    3. Bo trzeba było stać na głowie, droga Rabarbaro.:-D

      Usuń
    4. Kiedy nie umiem.... ;(, no i jak tak, ręce na bosaka ? ;))
      Barbara

      Usuń
    5. Inkwi, jak kiedyś wreszcie do Ciebie dojadę, to będę na pewno w kaloszkach :))
      Barbara

      Usuń
    6. Jak do Inkwi, to i do mnie - daleko nie będziesz miała, Rabarbaro.
      Stania na głowie można się nauczyć. A ręce w rękawiczkach.

      Usuń
    7. Inkwi, pamiętaj, barter- ogród za domek dla mnie, oczywiście w stosownych proporcjach ;-) jak obie dojrzejemy do tego, a Pożeracze przestaną zgryzać korę, to się sfinalizuje. Jeżeli chodzi o siły, czas i takie tam drobiazgi, to jeszcze pokażemy, na co nas stać ;-)
      Kaloszki, no cóż, pozostały we wspomnieniach, nie na karcie sd. Żałuję, ale nic straconego.

      Usuń
    8. Agniecha - z radością, dziękuję :). Może koniki pozwolą się przytulić a jak nie, to sobie chociaż popatrzę jak brykają ;))).
      Barbara

      Usuń
    9. W obecnej sytuacji to raczej nici z barteru (ale domek dla Ciebie chętnie, tylko zdecydujcie się wreszcie! ;))
      Pożeracze częściowo ujarzmione.

      Usuń
  3. Rabarbara mieszka w RAJU! Wiem, ze raj ten to nie leżenie w hamaku. Pieknie i tak, jak mi sie najbardziej podoba. I jeszcze bardziej żal tego miejsca u Wdowy, bo tam możnaby dopełnićto, co zastane i tez byłby raj za kilka lat.
    Post dla mnie Megi, dziekuję. Zabroniłam owcom wstepu na hektar przed domem. Łaka kwitnie, wróciły przed dom ostrózki, dzikie róże, naparstnice, co prawda i podagrycznik tez i perz, ale jakos tak milej na pociechę po utraconym raju in spe. Ogród kuchenny całkiem fajny, wszystko rosnie na piachu i bez ściółkowania. Bo nie da się u mnie permakulturowo tak, jak teraz wszyscy robią, z wielu powodów. Chociaz, jakby nie patrzeć, to i tak permakultura, nie kopię, nie grabię, pozwalam gnić, kompostuję, żadnej chemii i żadnych szkodników, prócz karchowników, ale in moderation.Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podoba bo dobrze jest spotykać ludzi, którzy dostrzegają w świecie to samo co my :).
      A leżenie i hamak to taki Duet Egzotyczny ;))ara
      Barbara




      Usuń




    2. Oo, bloger sobie coś dopisał, żadnej "ary" nie miało być ;)))
      Barbara


      Usuń
    3. Rogato, permakultura pełną parą. To jest bardzo bogate pojęcie, nie zamykajmy go w podwyższonych grządkach, mandalowych rabatkach i kartonach na glebie. Ach, o swales miało być w poście, zapomniałam w powodzi tych fotek.
      Każdy ma jakiś swój raj utracony, co? i większość pragnie choćby namiastki, zagrodzonego hektara, prawdziwego ogrodu, wyglancowanego ogrodu, hamaka...

      Usuń
    4. Ten hamak, to taki niezbędny emblemat wiary w rajski ogród. Ma wymiar metafizyczny.
      Kiedy Inkwi napisała o swoim hamaku i o tym, jak wytrwale w nim NIE poleguje, to pomyślałam, że jednak należałoby wyciągnąć swój z czeluści.
      Wyciągnęłam, otrzepałam z pająków, powiesiłam.
      I również wierzę, że przyjdzie taki moment.
      Np. dzisiaj.
      W ogrodzie roboty jak zwykle huk, ale - PADA, LEJE. Więc może ten hamak, w końcu jest pod zadaszeniem. Zobaczymy.

      Usuń
    5. Ja mam bujany fotel, pod zadaszeniem. U mnie też dziś pada, to się trochę pobujam .....
      Barbara

      Usuń
    6. weźcie mnie nie denerwujcie, u mnie też pada, ale się nie pobujam. Bujałam się przez trzy dni i trzeba nadrobić. Jadę na szkółking, nie lubię w deszczu :-(

      Usuń
    7. No przecież Ci tłumaczę, że hamak to pojęcie metafizyczne, a nie przedmiot. To stan do którego dążysz, ale raczej nigdy go nie osiągasz. Wcale nie poleżałam i nie poleżę. Hamak jest na dworzu, a tam wieje i leje i zimno. Za to w piecu napaliłam.

      Usuń
    8. Też mam hamak. liczba polegiwań w tym roku:0 - słownie - zero;)

      Usuń
    9. Ja powiesiłam trzy hamaki w różnych miejscach na codziennej trasie, a nóż...Jeszcze mi sie nie udało. ale to tak, jak Agniecha pisze. Czysta metafizyka.

      Usuń
    10. w hamaku leżymy podczas gutacji, czy tak?
      A właśnie, Rogato. Miałam zapytać o te hamaki. Czy tak leżycie gromadnie i kim jest ten trzeci. No to już wiem.

      Usuń
  4. a ja myślę, że i dla ogrodów dzikich i dla tych z glancem jest miejcie- po prostu każdy ma to, co mu się podoba- idiotycznie wyglądałby wiejski dom otoczony ogrodem z glancem, ale i w druga stronę- ultranowoczesna siedziba, zwłaszcza na osiedlu z ogrodami jak chusteczki, otoczona dziką roślinnością nie miałaby sensu... osobiście nie lubię ogrodów, które nazywam 'wylizanymi", ale rozumiem, że komuś się mogą podobać. Polecam złoty środek. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja nie mogę spać z powodu katastrofy klimatycznej. Na razie staramy się ten glanc utrzymać na siłę, masowo zakładamy w ogrodach nawodnienia, ale za kilka(naście) lat nie damy rady utrzymać wielu roślin i kosztownych, energochłonnych rozwiązań. Dlatego zwrot w kierunku ogrodów naturalnych można uznać za ogrodniczy megatrend.
      Uważam, że ta nowoczesna siedziba zdecydowanie, prawem kontrastu, zyskałaby otoczona łąką lub "dziką" roślinnością. Mam nawet na to fotograficzne dowody :-) Zwykle projektowe podkręcenie "prestiżu" plastikową ("nowoczesną") donicą (czy tam innym glancem) tylko podbija wrażenie sztuczności i odrealnienia, a w praktyce wygląda to wyjątkowo żałośnie, zwłaszcza przy braku intensywnej, kosztochłonnej pielęgnacji.

      Usuń
    2. To ja napiszę ćwierć obrazoburczo - nawadnianie "systemowe" niby konieczne ale w jakiś sposób świadczy o porażce ogrodniczej. Problem jest w tym że ludzie chcą mieć hosty w miejscu gdzie rosną ostnice. Trochę to pokręcone, ale przypuszczam że Meg zna problem z realu - "Nie, nie proszą panią, tu koniecznie chcę rododendrony!" - a tu marglowa patelnia dookoła. Na usta się ciśnie "Trzeba było sobie dom w lesie sosnowym postawić" ale człowiekowi zostaje przekonać klienta że nawiezienie ton torfu z piochem, posadzenie dużych drzew to jeszcze nie wszystkie radości i że te wielkie starania nie koniecznie muszą dać dobry rezultat. Oglądacze wierando - obrazków bombardowani są technicznymi możliwościami ( reklamy, reklamy ) zmiany środowiska, myślę że dopiero za parę lat upowszechni się u nas trynd wpisywania ogrodu w środowisko ( ciekawe co wtedy wierandy będą reklamować? ).
      A wracając do nowoczesnej architektury i otoczenia. Przyuważyłam że nowoczesna i nie tylko nowoczesna wznoszona jest w moim miejskim otoczeniu na jakichś bardzo, ale to bardzo chusteczkowych powierzchniach ( z obserwacji mi wyszło że aspirująca do dworków częściej wznoszona jest na większych działkach, nowoczesną na dużej działce spotykam rzadko ). Są niby normy ( sritu- pitu ) powierzchni zabudowy działki ale wygląda to często tak że tam ani łąka ani formalne nasadzenia nie będą wyglądać za dobrze bo chałupa z osprzętem ( znaczy jakieś garaże czy tam cóś ) tak się na działce rozwala że tylko miłosiernie resztę zabrukować. Ostatnimi czasy widziałam taką nowoczesność z miniaturowymi berberysami czerwonolistnymi i tyrawnikiem , drzewo jedno, wiąz 'Wredei' ( pewnie to upchnęli na przepisowej zieleni na działce bo ktoś się dopatrzył ). Zamykając oczy na niewątpliwie żarówiastą "urodę" tego zestawu, przeszłam do zastanawiania się co ja bym tam posadziła. No i niewiele mi przyszło do głowy ( jeno łany lawendy po całości ) bo do tego konkretnego budynku, tak a nie inaczej posadowionego na działce ciężko było cokolwiek dobrać. To jest problem architektów zmuszonych do projektowania budynków na niewielkich działkach, oni jakby zakładali że teren zielony to będzie tyrawnik i szlus. Mam wrażenie że miejsca na projektowanie zieleni na działce zagospodarowanej w ten "tyrawnikowy" sposób po prostu nie ma - puścić jeden gatunek, niech zarasta. Ło, Dżizuuu, ale ja się u Cię wypisuję.

      Usuń
    3. w nawadnianiu chodzi o to, że przez pierwsze lata trzeba podlewać (nawet rośliny dobrane do gleby i nasłonecznienia) i nie każdy jest na to gotowy. Później krzewy i drzewa dają sobie radę, a tyrawnik, jak ma być zielonym dywanem- rady sobie nie da nigdy. No to się trzeba będzie przewartościować, tak globalnie.
      To prawda, że "nowoczesne" domy często stoją na małych działkach- może dlatego, że to deweloperka, a nie projekty typowe, może dlatego, że nowoczesno- miastowi wynoszą się na suburbia, bo działki tańsze, nie dlatego, że kochajo ogrody. I że architekci projektują zieleń nie dla ludzi, ale "podkreślającą prestiż architektury" (błe), na co mam również stosowne przykłady :-) tak to też wygląda na wizkach, tyle przestrzeni zostaje między infrastrukturą. A przecież tym się różni mieszkanie w domu i bloku- ogrodem.
      Bardzo mi miło, że się wypisujesz, u ciebie i u mnie ;-)

      Usuń
  5. Czasami zdaje mi się, że lepiej nie tykać pewnych miejsc i nie projektować ich. Widząc taki myślę, że należy przeprojektować znaczenie słowa ogród. Czasami dobrze jest zaprojektować dzikość ujarzmioną.
    To o czym piszesz to podstawowe zasady projektowania, ale projektanci o nich nie chcą pamiętać a właściciele ogrodów słyszeć. Propagowanie swobody w ogrodzie (albo projektowanie ogrodów z polotem) jest trudne; o wiele łatwiej nie zawracać sobie tym głowy. Niestety uległam i zajmuję się głównie własnym ogrodem (swoboda konrtolowana; i jednak sekator jako podręczne narzędzie).
    Magda pisze o ogrodowym lenistwie. Po odwiedzinach na licznych grupach ogrodniczych doszłam do wniosku, że nie liczy się efekt, ale ilość (czy tak można napisać) zmarnotrawionej, zupełnie nie adekwatnej do rezultatu pracy. I to jest jedyny pozytywny efekt ogrodów glancowanych zakładanych własnoręcznie. Wysiłek fizyczny = poprawienie sprawności ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, oczywiście, Ewo, od dłuższego czasu chodzi mi to po głowie i o tym piszę często między wierszami. Nie jestem rewolucjonistką anie nie mam zamiaru strzelać sobie w stopę, dlatego szukam sposobów na pogodzenie tego, o czym wiemy, z tym, czego chcą ludzie, naoglądani tych wierand lub, najgorzej, "pięknych" ogrodów.
      Sekator jest bardzo ważny, najważniejszy :-) tylko rysuje wyświetlacz telefonu.
      Też byłam na tych grupach (zostawiłam sobie 4, bo reszta nie była na mój rozum) i jest dokładnie tak, jak piszesz :-D bardzo trafne :-D

      Usuń
  6. Taki ogród jak Barbary - marzenie... Piękny jest! Ale do tego trzeba miejsca, krajobrazu odpowiedniego i w ogóle:))) Ystin ma rację- w ogrodowaniu złoty środek i umiar najważniejsze:) Chodzi chyba o to, że ten, kto posiada ogród:)) chciałaby mieć w nim zieleń.. i kwiatki.. A co mu wyrasta i jak dąży do osiągnięcia celu to zupełnie inna sprawa:)) Zdjęcia tu zjawiskowe pokazałaś:)) Pozdrowienia serdeczne!
    PS. Mówiłam, że podagrycznik to piękna roślinka:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. marzenie, żebyś wiedziała. A marzenia staramy się realizować niezależnie od krajobrazu i w ogóle.
      Nie każdy, kto posiada ogród, chciałby mieć zieleń i kwiatki. Wielu chciałoby mieć "prestiż" (cokolwiek to znaczy, przeczytałam to), władzę, poczucie kontroli, bezpieczeństwa i jeszcze kilka rzeczy.
      Podagrycznik jest piękny :-)
      Pozdrawiam :-)

      Usuń
    2. Mimo wszystko - wyrywam podagrycznik. Bo inaczej byłby tylko on.

      Usuń
    3. ja też, połowę za każdym razem.

      Usuń
    4. O Mamo... :((( Takich, co chcieliby mieć prestiż zamiast zieleni i kwiatków, i w takich kategoriach traktują ogród, to trzeba się bać:(( Brrryyy... Na razie takich nie spotkałam, raczej takich, co by chcieli tą zieloność, a nie bardzo im wychodzi, z różnych powodów.. A podagrycznik trzeba mieć pod kontrolą, jak najbardziej:)))

      Usuń
    5. Wiesz Megi - podagrycznikowi wyrywam tylko liście, bo te kłącza...Życia za mało by je usunąć z gleby...
      Prestiż - czy to jakaś nowa roślina? Jeszcze nie widziałam...

      Usuń
    6. Ja wyrywam kłacza, bo inaczej będę mieszkać w otoczeniu podagrycznika tylko. Ale wyrywam niewiele, bo nie chce mi się. Lubię kwiaty podagrycznika. Pięknie wyglądają z różą stulistną w bukiecie na stole.

      Usuń
    7. no i, Anex, dlatego tu piszę między innymi, dla tych normalnych spotkań ;-) Podagrycznik w dodatku Poszukiwacze uważają za niezwykle smaczny i pożądany. Zrywanie liści go osłabia. Można kosić, Rogato :-)

      Usuń
  7. Tak...tak, chyba trzeba, jak mówisz Megi - grubo.
    Jak Osiecka - "pan widzi krzesło, ławkę, stół, a ja - rozdarte drzewo".
    Dlatego te rozmowy nasze i nie nasze wciąż są.
    Barbara

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam, jak zwykle jesteś dla mnie inspiracją. Od kilku lat usiłuję założyć ogród na hektarze łąki. W tym roku udało mi się namówić męża żeby nie wykaszał wszędzie trawy, wyrosła mi piękna łąka z firletką i margerytkami tak więc i mąż się przekonał, że nie musi całego weekendu poświęcać na koszenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a to miło mi :-) Oglądałam twoje róże.

      Usuń
  9. Jestem zawiedziona - nie było ani słowa o bliskiej memu sercu estetyce rabatek bankowych;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym chciała żeby Megi zmasakrowała recenzyjnie tę estetykę (możemy podsyłać przykłady sucharów rabatkowych ;)

      Usuń
    2. Krecie, bo w tej głuszy to coś nie wiem chyba..... co to są rabatki bankowe ???
      Barbara

      Usuń
    3. Ej, no - ja mam jedną!!! Sama ją popełniłam!!!
      https://wiejskoczarodziejsko.blogspot.com/2015/06/rabata-bankowa-dla-zainteresowanych.html

      Usuń
    4. A to już wiem :), puścisz u siebie jakąś aktualizację sytuacji? Toż to równy rok już!!
      Barbara

      Usuń
    5. NO. Ale urosło... jak pod PKO;)

      Usuń
    6. Widzisz ! Wysiłek twórczy włożony w ogród procentuje ;) jak w PKO......
      Barbara

      Usuń
    7. taa, też jestem ciekawa aktualizacji... bo ten teges, bankowa oznacza, że "na bank wyjdzie źle" :-D
      Może jakąś stronkę na fb bym założyła hejterską. Przykłady rabatek, miażdżąca krytyka. Bardzo marketingowe.

      Usuń
  10. Dodam jeszcze tylko, że gdybym była zasobna w surowiec zwany kapustą, to bym wnet po ciebie posłała wielką karocę z dyni (a co), bo domniemywam, że twoje propozycje by mogły czarodziejsko i bezglancnie odugorzyć mój przybytek :).

    OdpowiedzUsuń
  11. Wielkie dzięki za ten wspaniały temat, to balsam na moją skołataną ogrodniczą duszę. Może nieco przestanę się dręczyć myślą że ogród naturalistyczny to przykrywka dla niedbalstwa. A podkarpacki ogród Ani to wypisz wymaluj ziemia mych przodków z której nieudolnie tworzę ogród nieśmiało próbując wtopić się w naturę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie ma za co. Idź na odwyk od ogrodowych stron i słuchaj intuicji :-)

      Usuń
  12. Marzenie, wspaniały wpis...
    Mam mini ziemi koło domu , ale muszę ją tak własnie skomponować jak tu piszesz :-)
    Skomponować ,żeby grało jak natura ;-)))
    Pozdrawiam poniedziałkowo !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a mówiłam, żebyś nie wycinała modrzewia ;-)

      Usuń
  13. No dobrze... u mnie też na trawniku bioróżnorodność. Zresztą nie wiem czy mogę to nazywać trawnikiem, bo nigdy "zakładane" nie było, zielone się kosiło i z czasem w niektórych miejscach wyrosła trawa. Ale ja tak lubię. I to moja sprawa. Ale co na przykład z klientką, która tak nie lubi. Nie lubi łąki, podagrycznika (ja też nie lubię), chce mieć rabaty pokryte korą, a pod korą włókninę. Bo sił już nie ma, aby odchwaszczać, ani kasy żeby wynająć ludzi. Wokół nieużytki i wśród siejących się chwastów wielki procent stanowią nawłocie i osty. I co? Mam jej tej włókniny nie założyć? Założyłam i kazałam wycinać coraz szersze kółka. Po trzech latach spod żywopłotu z tawuły van Houtte`a usunęłyśmy włókninę w całości. I coraz więcej jest takich miejsc, gdzie już jej nie ma. Ja wiem, że ta włóknina, to zgrzyt w spotkaniu z naturą. Ale mimo wszytko uważam, że są takie sytuacje, gdy bez niej, na bardzo zachwaszczonym terenie (a nie wszyscy lubią chwasty)jest bardzo ciężko. I przetrwać ten moment, gdy się rozrośnie to co się posadziło, czasem jest niemożliwe. Bo zwyczajnie człowiek się zniechęca i mówi pierniczę, posieję sobie trawę i po prostu będę kosić, nie dam rady już tym chwastom. Mam teraz tak ze swoim zdrowiem, że nie daję rady. I to potrwa jeszcze ze dwa lata (NFZ i terminy operacji!). I muszę na rabacie z różami wyłożyć włókninę, bo nie daję rady. Walczyłam przez 3 lata, straciłam większość bylin towarzyszących różom, a podagrycznik w towarzystwie perzu i siejących się radośnie nawłoci (wokół 20 ha nawłociowej pustyni)zadusił kilka mniejszych róż. Mój ogród nie jest aż tak duży, aby mógł być takim naturalnym rajem jak u Barbary. Muszę po prostu zrobić coś, aby zachować to, co mam i co kocham, czyli moje róże. I tyle...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, Doroto, że w życiu ogrodnika? ogrodowym? to przede wszystkim jest tak, że "Raz wybrawszy, ciągle wybierać muszę" ;). I tak trochę też o tym, są toczące się tu dyskusje. Coś tam sobie wybieramy, nie przewidując wszystkiego co przyniesie czas, dlatego dobrze i należy słuchać pejzażystów ;)), którzy wiele wiedzą, przynajmniej o ziemi i o życiu roślin. No, a nasze życie to już jakoś musimy dopasowywać.
      Rozumiem Cię, bo ja nie odważyłam się na róże, bojąc się właśnie tego, o czym piszesz, plus mrozów (okrywałam przez kilka pierwszych lat azalie i rododendrony, dziękuję ;] ).
      Kochaj róże, warto :) i zdrowiej mimo NFZ ;)).
      Barbara

      Usuń
    2. Aa - a włóknina też kosztuje (wolałabym za to dokupić rośliny) no i też ktoś musi ją rozłożyć a potem usuwać, nic za darmo ;) no i patrz niżej, wpis Piku.
      Barbara

      Usuń
    3. no nie. Włóknina to nie jest rozwiązanie, rozwiązaniem jest dobre przygotowanie podłoża, gęste sadzenie (duże jednogatunkowe grupy), stosowanie roślin okrywowych i grubej warstwy ściółki, regularne pielęgnacja. Tu nie ma półśrodków- można to zrobić i po dwóch- trzech latach mieć ozdobną rabatę lub nie zrobić i przez wiele lat patrzeć na chwasty i strzępiącą się włókninę wyślizgującą się spod resztek kory.
      Można sobie nie lubić łąki i podagrycznika, ale trzeba mieć środki (czas, pieniądze, odporność psychiczną) na ogarnianie ogrodu, w przeciwnym razie- łąka będzie lepszym rozwiązaniem.
      Do róż krzewiastych można dosadzić róże okrywowe, wtedy mamy spokój z plewieniem, za to uciążliwe staje się cięcie ;-) można zastosować mocno zadarniające byliny (kocimiętka, pragnia syberyjska, marzanka wonna, poziomkówka indyjska, podagrycznik 'Variegata' ;-p) znoszące suszę i półcień, nie mniej niż 8 szt./mkw. Wiem, włóknina jest bardziej ekonomiczna.

      Usuń
  14. Doroto, ja zakładając swoją ok 20m rabatę popełniłam wykładanie włókniną i teraz uważam, że to był duży błąd, bo już od kilku lat usuwam jej fragmenty. A perz i tak się przez nią przebił bądź wychodził otworami przy roślinie. Dziś systematycznie wykładam kartonami i ściółkuję i myślę że to dużo lepsze rozwiązanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piku, a czym ściółkujesz?
      Barbara

      Usuń
    2. Zrobiłam kiedyś ten sam błąd i miałam podobne problemy. Też rozkładam tekturę, a na nią ściętą trawę lub w reprezentacyjnych miejscach, wyjątkowo, korę.

      Usuń
  15. Moja rabata z różami ma około 100 m2. Wybieram silne róże, których nie muszę okrywać i tego nie robię. Zresztą, okolice Wrocławia są raczej przyjazne dla róż. Kiedyś bez problemu sobie z tą rabatą radziłam, teraz nie. A gdy popadła w 3 letnie zaniedbanie, to nie dam rady jej na nowo wyprowadzić bez drastycznego przykrycia. No bo jednak wyrywanie chwastów z dziur, a wyrywanie chwastów na całej połaci, to wielka różnica. Planuję założyć włókninę na jakieś dwa lata. Wiem jakie to jest utrudnienie, mimo chwastowego ułatwienia. Tak zrobiłam na kilku rabatach, które teraz rosną bez wspomagaczy tylko ściółkowane korą i zrębkami z rozdrabniacza. Poza tym, większość moich rabat ma charakter leśny, więc zwykle wyrywam z nich tylko osty i nawłocie, reszta ustaliła sobie jakaś równowagę, której staram się nie zaburzać. Czasem dosadzam tylko jakieś cebulowe. Masz rację Barbaro, że ogród to ciągłe dokonywanie wyborów :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to kartony :-) dobrze radzą, polać im.

      Usuń
  16. Ściółkuję głównie skoszoną trawą ale też drewnianymi zrębkami na tyle na ile mam gałęzi i czasu by je przepuścić przez rozdrabniacz. A używanie kartonu zamiast włókniny polecam z tego względu że nie trzeba jego usuwać, bo po czasie sam się rozkłada dodatkowo użyźniając rabatę a w miarę potrzeby można dołożyć nową warstwę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trawka i zrębki są pyszne :-) w ogóle nie widać spod nich kartonu, popieram. Trzeba tylko obserwować róże, czy im azotu nie brakuje.

      Usuń
  17. Piękne zdjęcia :) Natura zachwyca

    OdpowiedzUsuń
  18. Ależ piekne pokazałaś, lubię jak najbardziej naturalne ogrody i nie upieram się do wycinania pod linijkę... każdy ma jak lubi, ważne, by dla siebie i tych wszystkich cudowności żyjących pośród nas, by in nie robić na złość. W tym moim deszczu mocno energetyzują Twoje zdjęcia. Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niech pada :-) pozdrawiam :-)

      Usuń
    2. Nie nie, relaks, są Twoje słoneczne fotografie :)

      Usuń
  19. Ogród prezentuje się naprawdę fajnie. Zdjęcia świetne !

    OdpowiedzUsuń
  20. Najważniejsze jest to aby gospodarz czół się dobrze w swoim ogrodzie :-) Jak chce mieć linijkę niech ma ale w praktyce jest tak że nic nie trwa wiecznie i w końcu ogród wygra i urośnie po swojemu :-) Sam się zaprojektuje i to jest piękne :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Tak jakbym o sobie czytała momentami. I jakże bliskie ogrodowanie Ani jest mi teraz. Łącznie z walką przez kartony, bo inaczej już się nie ujedzie ;) A w takim ogrodzie z glancem, to bym się chyba zanudziła niemiłosiernie...

    OdpowiedzUsuń
  22. Przeczytałam z przyjemnością, uśmiechem, czasem marszczyłam czoło bo i o mnie było, a czasem wypinałam pierś dumnie boi o mnie było :D.
    Trafiłam tu od Tamaryszka i pewnie zostanę.
    A wracając do glancu / wg tej nomenklatury to ja mam glanc - nawet nie wiedziałam :D/ to taki nie glanc by mi pasował w takim krajobrazie jak pokazujesz bo jest wpisany w krajobraz a co jak się ma aż 10 arów prawie w mieście a dookoła ściany tuji a zapożyczony krajobraz to dachy sąsiadów nawet miłych ? wiem można wiele no ale nie to. Najważniejsze dla mnie jednak to beztroskie ogrodniczkowanie i ja tam mam :D
    pozdrawiam
    mira

    OdpowiedzUsuń
  23. „Podkarpacie. Smog, pacześność i nadmiarowość, trudna kraina.”

    „glancyści zaczynają przeżynać walkę z chwastami i wpadają w histerię"

    boskie ...

    M z W

    OdpowiedzUsuń

napisz, to miłe! dziękuję!
(moderuję komentarze do starszych postów :-)