od początku

wtorek, 11 sierpnia 2015

łączka kwietna

(zanim pojechałam na wakacje
doginałam, żeby zdążyć to tamto
sfrustrowana, że nigdzie nie bywam.
Jednak gdy segregowałam zdjęcia
okazało się- że są
i że byłam w miejscach zatytułowanych (niespodzianka!): ogrody
dolnośląskie lato
Moheria
Buga
Poczdam
Szwecja
i- niespodzianka- szkółki roślin. Oraz
murawy.)
Szeruję murawami, na resztę przyjdzie czas.

W poprzednim odcinku zasugerowałam, że założenie murawy jest proste- należy zaorać, wyrównać i poczekać. Oczywiście tacy wichrzyciele, jak Sąsiad, psowali mą tezę, mając jednak wiele racji- jest to rozwiązanie krótkotrwałe, przedłużające się lenistwo w koszeniu zaprowadzi nas w gąszcz pokrzyw, nawłoci i czarnych bzów.

Jedankowoż proste rozwiązania uwodzą nie tylko prostotą, ale i urodą.
Tego lata uwzięłam się fotograficznie na łączki kwietne, obiecując sobie, że zdjęcia nie będą czeznąć na dysku, jak te z Danii czy Niemiec. Zresztą i łączek jakoś więcej, więc temat stał się łatwy.

Przepis na taką łączkę jest prosty jak sam pomysł: zaorać. Wyrównać. Wysiać. Nie podlewać. Nie plewić. Poczekać.
Szczegóły, bo w nich diabeł.
Zaorać- zależy, co i ile. Jeżeli nasza łączka ma być niewielka, ogrodowa, to powinniśmy przy okazji w miarę dokładnie pozbyć się organów rozmnażania wegetatywnego chwastów trwałych, bo coś wyrośnie z nich szybciej, niż wysiane kwiatki. Jeżeli łączkę uczynić chcemy na fragmencie marnego osiedlowego trawnika, wystarczy odwrócić lub ponacinać darń. Jeżeli chcemy w nią zamienić fragment słusznej łąki, powinniśmy darń zdjąć.
Wyrównać- im mniejsze to, tym dokładniej. Równarką, grabiami, gracą.
Wysiać- możliwie gęsto. Co? Zwykle nasiona roślin jednorocznych z domieszką dwuletnich oraz łatwych w uprawie bylin. Muszą to być rośliny dopasowane do warunków glebowych i wodnych, znoszące okresową suszę, dające się uprawiać z siewu do gruntu, łatwo się rozsiewające... proste, czyż nie? wszystko to kojarzy się z chwastami zbóż i tak, to mogą być chwasty zbóż, jak maki, chabry i kąkole. Trzeba pamiętać, że łączka lubi światło, co najmniej przez pół dnia musi być nasłoneczniona.
Można eksperymentować, można zbierać i wysiewać nasiona różnych pospolitych roślin. Można zapytać Maszkę, która sieje piękne łączki makowe, niezapominajkowe, bratkowe, można kupić gotowe mieszanki, można sobie pozwolić na bardzo wiele. Można się zainspirować poniższymi fotkami.
Nasiona należy lekko przegracować z wierzchnią warstwą gleby (jak nasiona trawy przy zakładaniu trawnika), można lekko docisnąć wałem.
Nie podlewać, nie plewić- bo jak już zaczniemy podlewać, nasiona spęcznieją i zaczną kiełkować, to nie można ich zostawić na pastwę losu. A wiadomo, że suche pogody chodzą stadami, jako i deszcze. 
(siedzę sobie teraz na ganku w Moherii, a za mną zwiędłym szelestem sypią się pożółkłe liście robinii. Brak słów.)
A plewiąc niedajbuk wyeliminowalibyśmy jakiś kompozycyjnie niezbędny pasternak, jakąś zwiewną marunę...
i wuala, jest łączka. Może być wszędzie- na rondzie*, na poboczu, w prywatnym przedogródku, przed ratuszem, w parku. Duńczycy lubio takie klasyczne maki, chabry i rumianki, Niemce- większą finezję z rzadszymi gatunkami chwastów, Polak potrafi... ale o tym później, a Francuzi (Bretończycy?)...
Oto świeża, opłukana deszczem piękność pewnej łączki przed sieciowym sklepem w prawie- nadmorskiej miejscowości.
 Kwitną: chabry bławatki w różnych odmianach barwnych (jednoroczne, dobrze rosną na odkrytej glebie), rumiany żółte (wieloletnie, na piaszczystą glebę), kosmosy podwójnie pierzaste (jednoroczne, dobrze się nasiewają). Trawa (nie wiem, jaka) prawdopodobie nie była tam wysiana, nasiona znajdowały się w nawiezionej glebie.
Tak wygląda pokrycie powierzchni. Widać małe cynie, które zakwitą równocześnie z kosmosami.
Niżej piękna, zmysłowa, krwista łączka przed zamkiem Trévarez (château i park wokół niego to temat na kiedyś, a srebrna folia i elipsa czerwonych ławek jest częścią pewnego projektu).
 Widzę w niej maki polne, klarkie (godecje, dzierotki, marszawy...)
 ... czarnuszkę i jakiś piękny len.
 Wszystko jednoroczne, na lekką glebę.
Pod samym murem zamku inna łączka kontrastuje z jego bryłą.
 Zauważam niebieskie i białe żmijowce (nie wiem, czy zwyczajne, niczego nie można być pewnym w Bretanii), czerwony len, maki, rumiany żółte, klarkie, ślazówki i smółki.
Łączki mogą być bardzo rygorystczne i naturalistyczne, zbudowane z rodzimych bylin, ale wtedy trzeba się liczyć z krótszym czasem ich kwitnienia.
Łączka w Manoir de Kernault, złożona ze żmijowca, rumiana żółtego i marchwi zwyczajnej.
Ładne i proste.
Na koniec- wielobarwna łączka przydrożna.
Bardzo dokładnie zbadana
(sposób przygotowania gleby)
(nie wszędzie wszystko wyrosło, ale odkryta gleba to remiza takich cennych chwastów, jak kurzyślad polny)
(pokrycie gleby- tyleż roślin wysianych, co spontanicznych)
(pasy kolorów)
 i zachwycająca.
(kosmos, rumian żółty, żmijowiec...
... różne nachyłki...
... pasternak...
... maki, ślazówki...
.... facelia, szczaw, bławatki... i jeszcze jeszcze...)
 Trudno się oderwać :-)

Można zadać pytanie, czy łączka to murawa. Nie, to raczej rabata z roślin w większości jednorocznych, ale ma potencjał. Gdybyśmy jej nie przekopali i nie założyli na nowo w kolejnym sezonie, to rozrosłyby się byliny, a rośliny jednoroczne wysiałyby się w dostępnych miejscach. Stopniowo zaczęłyby się pojawiać rośliny spontaniczne i rabata zaczęłaby zmieniać charakter.

Byłoby pięknie, tak dosłownie pięknie, gdybyśmy zaczęli wzbogacać otoczenie podobnymi łączkami. To proste, każdy może to zrobić w swoim ogrodzie, na osiedlu, z korzyścią dla bezkręgowców i ptaków. Prostsze niż wiele rzeczy, nie potrzebuje nakręconych akcji ani żadnej nadbudowy.
Tymczasm Polak potrafi... lansować się i machać roślinami jak flagą (genialne określenie Ewy Zielonej Metamorfozy), jakby sam wymyślił kosmos i kosmosy. Sam i pierwszy, jakby to miało jakieś znaczenie. Wciąż mało ludzi, którzy po prostu ROBIĄ SWOJE i robią dobrze. Pamiętam początki greenpeacowej akcji Adoptuj Pszczołę- stawianie hoteli dla owadów na jakichś żywieniowych pustyniach, pamiętam te słabo uzasadnione motylarnie, pamiętam... różne rzeczy.
Czytam sobie:
Pozdrówka, Megi.

*ronda. Wg mnie ronda najbardziej odróżniają PL od krajów zachodnich. Bo tam ronda są wizytówką miast, starannie zaplanowaną, z charakterystycznymi elementami, ukwieconą lub nie, ale wizytówką.
We Wrocławiu jest rondo z trzema jałowcami, które od momentu posadzenia nadaja się na śmietnik. Albo takie, które wygląda jak kuweta ze żwirem i begoniami. I inne, obsadzone gęsto krzewami, co nasuwa podejrzenie, że projektant nie wiedział, że rośliny rosną, a sadzenie tamaryszków pół metra od jezdni to nienajlepszy pomysł. Co jedno, to większa kupa.
I właśnie to, że one takie jedno w jedno złe, trochę śmieszy, a trochę skłania do bezsilnego wzruszenia ramion. Sugeruje, że wciąż nie wiemy, jak ważna jest dobrze zaprojektowana i zadbana przestrzeń publiczna, a zielone i ubrane w kwiaty miasto należy się ludziom, którzy płacą podatki, jak micha wody w upał.
Chyba że nie płacą?