od początku

środa, 27 listopada 2013

małe ogródki vs. duże dęby

Małe ogródki są słodkie, bo są słodkie i małe.
Tej jesieni powstały takie dwa, Na Południu i Na Północy miasta.
Mają niezaprzeczalnie wiele zalet:
- można je urządzić na niemal nieskończenie wiele sposobów.
[Koncepcje ogródka Na Pd. autorstwa naszej praktykantki Agnieszki. Założenia: więcej miejsca pod meble ogrodowe, optyczny podział wąskiej i długiej przestrzeni.]
[Koncepcje ogródka Na Pn., moje. Założenia: wizualne poszerzenie wąskiej działki, zmieszczenie wszystkich ulubionych roślin, nawiązanie do lasu w tle ogrodu.]
- te sposoby można między sobą mieszać.
[Ogródek Na Pd.- plansza podstawowa i ukształtowanie zieleni (drzewa i krzewy oraz byliny) wg zmiksowanych koncepcji 1 i 2.]
 [Ogródek Na Pn., plansza podstawowa i ukształtowanie zieleni (drzewa i krzewy oraz byliny).]
(ooo, widać, że na działce było mokro i błotniście, trudne warunki:-])
- robi się je łatwo, szybko i w międzyczasie.
[Ogródek na Pd.]
Tzw. przed- widok z tarasu w głąb ogródka.
Przed- widok w przeciwną stronę.
Przed- widok tarasu.
W trakcie. Widoku "po" nie ma, bo jest zbyt straszny. Będzie wiosną i latem:-)
[Ogródek Na Pn.]
Przed- widok z tarasu. W tle piękny las dębowy.
Przed- widok spod dębów w stronę tarasu.
Przed(ogródek).
W trakcie.
Po(żalsięboże). Jeszcze  nie ma wszystkich roślin, trawnik będzie wymieniony, ale kształt widać. Efekt finalny wiosną i latem.
Agrh. Chcielibyście płacić za taką ruinę?
Czasem trudno się dziwić;-p
Małe ogródki mają swoją dramaturgię, true Truman Show, rano mężczyźni wsiadają do samochodów, kobiety w dresach i kapciach z puszkiem również, oni- żeby zdążyć przed porannym korkiem do, one- żeby zdążyć z dziećmi do szkoły.
Zanim wrócą one i oni, do małych ogródków wychodzą inne kobiety, w pastelowych podomkach i w kapciach z puszkiem, z filiżanką kawy obchodzą rabatki, nachylają się nad gałązką tui, pozdrawiają się, niekoniecznie z entuzjazmem.
Panie sprzątające otwierają sobie drzwi kluczami, otwierają też tarasowe drzwi, trzepią serwetki i popiół z papierosa, wystawiają suszarki z praniem do małych ogródków.
Panie w podomkach zakładają strój do biegania lub kąpielowy, przyjmują koleżanki, idą pobiegać lub opalają się w najbardziej ukrytym zakątku pod tujami.
One i oni pracujący wracają z miasta, dzieci szybko obiegają spacerniak, kolacja w kuchni, papieros na tarasie, włączyć alarm, spać.
Wiem, bo zawsze jedziemy w przeciwną stronę.
I nie stoimy w korkach.
***
Nie oceniam, nie hejtuję.
Lepszy mały ogródek na obrzeżach miasta niż żaden, to ogródek zamienia mieszkanie w dom, tworzy zmienną fototapetę w salonie, taką, która zależy od właściciela i nie ma na niej śmietnika i parkingu.
Lepszy urządzony ogródek niż trawnik i tuje, lepszy z punktu widzenia przyrody i estetyki.
Często lepiej bawić się w małe ogródki, niż brać udział w dużych przetargach czy odpowiadać na zapytania, które rozstrzygają się następująco
"dziekujemy za złożenie oferty [...] W wyniku zapytania ofertowego nie wyłoniono Wykonawcy do realizacji ww. zadania."
Co oznacza w tłumaczeniu
"dziękujemy, Naiwny Oferencie, za wykonanie ćwiczenia, dzięki któremu nie wynajmując kosztorysanta poznaliśmy cenę, za jaką zadanie zrealizuje nasz ulubiony Szwagier."
albo, w przypadku przetargów/zapytań rozstrzygniętych:
"dziękujemy, Drogi Oferencie, ale uprzejmie wal się na ryj, ponieważ za 10 zł mniej zadanie zrealizuje Firma X, która co prawda nie ma strony vivivi, ale, co za fart, znamy ją skądinąd osobiście i dlatego mogliśmy wysłać do niej zapytanie. Nie zaprosiliśmy cię do negocjacji, ale oczywiście wystawimy dobre referencje dot. naszej dotychczasowej współpracy, która przebiegała wzorowo."
W miarę wolnego czasu i stopnia wqrwa można drążyć temat i odwoływać się, używając popularnej formuły:
"powodowany troską o wydatkowanie funduszy publicznych..."
agrh.
***
Miasto rozpycha się i pączkuje na obrzeżach, domy powstają na skraju przyrody.
Małe ogródki wchodzą w las.
(btw, cóż za wyrafinowane zagospodarowanie nieopodal;-p)
Mogłyby z nim koegzystować, gdyby zostało to prawidłowo zaprojektowane.
Tymczasem
okazało się, że miasto rozpycha się dosłownie.
Dęby na skraju ogródka Na Pn. zostały zasypane nawiezioną w celu podwyższenia poziomu terenu ziemią.
O metr mniej więcej.
Okazało się to dopiero, kiedy opadły liście, bo nikt nie spodziewał się takiej hiszpańskiej inkwizycji, kto by pomyślał.
Co to oznacza dla kilkudziesięcioletnich dębów?
Śmierć w przeciągu kilku lat, ponieważ dęby (podobnie jak buki i kilka innych gatunków drzew) są bardzo wrażliwe na uszkodzenia i niedotlenienie korzeni oraz zmiany poziomu wody gruntowej.
Co to oznacza dla inwestora?
Odpowiedzialność i poniesienie kary za zniszczenie drzewa, jeżeli umrze ono w ciągu 3 lat.
Ale tak się nie stanie, nie tak szybko, natomiast nieodwracalne procesy prowadzące do przedwczesnej śmierci drzewa rozpoczęły się już w ciągu tego roku, kiedy stało zasypane.
Jak można było uniknąć takiej sytuacji?
Zaprojektować otoczenie tak, żeby nie podwyższać poziomu terenu w promieniu rzutu korony drzewa (tak daleko sięgają korzenie). Np. w 2/3 ogródka wykonać murek oporowy i zejście schodami/skarpą na niższy poziom, stopniowanie ogrodzenia. Oczywiście wobec niewielkich rozmiarów ogródków wgłębniki przenikałyby przez granice działek.
O ileż ciekawsze byłyby takie dwupoziomowe i niejednakowe ogródki!
A o ile droższe...
Jednak nie rozumiem cięcia kosztów, w którym nie liczą się bezcenne drzewa.
Co można teraz zrobić?
Gdy właściciele ogródków z dębami zorientowali się w sytuacji, wymusili na zarządcy odsłonięcie pni.
Żeby jednak zrobić to skutecznie, należałoby zdemontować i przebudować ogrodzenia. Prace ziemne są utrudnione przez brak dojazdu od tyłu działki.
 Podejrzewam więc, że podjęte działania będą jedynie pozorowane.
Należałoby zrobić to tak:
Przed Uniwersytetem Przyrodniczym. Różnica poziomów jest tu niewielka, jednak poziom, na jakim pierwotnie rosło drzewo, został zachowany na powierzchni całego rzutu korony.
Minimalny promień wgłębnika dla dębów powinien wynosić 2,50 m.
I co ja zrobię?
Będę obserwować, a w razie co- donosić i hejtować:-)))
Pozdrówka, Megi.
PS. dla ciekawskich: poniżej zamieszczam listy roślin do obu ogródków, każdy ma ok. 100 mkw.

sobota, 23 listopada 2013

wyróżnienie. Koniec sezonu.

Wszystko kończy się tam, gdzie się zaczyna.
W tym samym miejscu, Godziną Na Ziemi.
Wcale bym się nie fochowała, gdyby ktoś położył mnie spać i obudziło mnie wiosenne słońce wysoko na szklanym niebie.
W tym samym miejscu.
Nieplewienie daje zaskakujące bonusy. Nie kontroluj;-p (przymiotno białe wśród miskantów).
Te tuje to u sasiadów;-p żeby nie było na mnie!
 
 W ramach Godziny Na Ziemi zatrzymałam się, bo usiąść się nie dało.
Dalej było pole.
 
Straszne, straszne brrr, nikomu nie uwierzę, jak napisze, że to lubi;-/
po prostu blair witch.
***
Tak naprawdę to nie jest żaden koniec sezonu, to jest sam zakręcony środek, sadzimy drzewa, piszę kunsztowne maile tłumacząc się z tego, co posadziłam (powinnam je opublikować kiedyś, wyższa szkoła socjotechniki, Aniu, Kasiu, zamknijcie oczka i nie czytajcie- po prostu sama się sobie dziwię, jakie słowa przychodzą mi na język spontanicznie, także podczas rozmowy, kiedy muszę sobie uświadomić, dlaczego coś, co zrobiłam intuicyjnie, jest dobre), ogarniam zamówienia, żonglując pomiędzy dostawcami i cenami, dlatego, przykro mi, ale rysuję tylko czasem, na kolanie, w samochodzie.
Tak będzie do świąt, dlatego o prezętach, ozdobach i sprzątaniu myślę jak o dopuście i dodatkowej rzeczy do ogarnięcia.
(choinkę zamówiłam u Tomka- sadzonka świerka Engelmanna, ciekawe, jak mu damy na imię. 
Wianek wyplotę na warsztach u Florentyny.
Warsztaty wygrałam w konkursie, zresztą wygrałam 3 razy, więc idę z Basią w jej imieniny, a może ktoś jeszcze by chciał, na trzeciego?)
***
W Moherii.
Tak wygląda wejście. Teraz.
Sreduszka judaszowca na lilaku drobnolistnym.
Jaśmin zaskoczył wczesnym kwitnieniem, ale prawdziwym hitem jest kalina wonna- jest ciepło, więc pachnie okrutnie od wyjścia!
Naprawdę nie ma czego fotografować.
A jak już, to nie ma jak nie podrasować.
Bardzo mi brakuje pięknych widoków, słońca i przestrzeni.
Bardzo.
Uświadomiłam sobie, jaki to luksus- piękne widoki.
Trochę zdechłam, przeziębionam, zarobionam, ale może by tak od jutra wznowić kijki?
Ostatnią zimę przeżyłam dzięki kijom i zumbie.
***
A tak do rzeczy, to.
Ondrasza przyznała mi wyróżnienie- NIEZMIERNIE DZIĘKUJĘ!
Dawno się w to nie bawiliśmy, przypomnę więc zasady:
1. Podziękuj ładnie, linkując do bloga Nominującego.
2. Przekaż wyróżnienie siedmiu blogerom, informując ich o tym.
3. Napisz siedem rzeczy o sobie, takich, o których czytelnicy być może nie wiedzą.
Ondrasza poprosiła także:
" ... żeby napisali u siebie za co kochają naturę, przyrodę czy ogrody-swoje lub cudze:). Mogą napisać własną refleksję (może nawet posta?...), bo temat rzeka, albo odpowiedzieć jednym zdaniem - jak wolą. Albo nie napiszą nic, bo mam w ulubionych blogi, których autorzy "nie bawią się" w nominację, jednak moim zdaniem zasługują na wyróżnienie:)"
O tym napiszę kiedyś, później, zresztą już tyyyle razy...
Tak, niektórzy się nie bawią. Wg mnie to okazja do promocji ciekawych blogów, rozszerzenia waszej listy czytelniczej, więc ja tak.
Wyróżniam i polecam:
1. Dodo. Dorotę znam tylko wirtualnie, od czasu afery drzewowej, Dorota zna Józefa, a ja jej rozmiar;-) Nowiutki blog Dodo was nie zawiedzie, wiem to, wystarczy, że pojawią się tam notatki z fejsa. Dajesz, Dorota!
2. Venilę Kostis. Nie czytam blogów o modzie, ale tam się tyle dzieje między postami i wierszami! Poza tym Ven to moja ziomalka z sąsiedniej dzielni, ałtfity w plenerach Klettendorfu zyskują wartość dodaną.
3. Barbarellę. Laska jest wqrwiająca jak mało kto- jawi się jako paniusia z pretęsjami z łosiedla szeregówek, której dupa roście od zalegania na kanapie, a ego od wchłoniętej kultury. Przeczytałam dziesiątki stron licząc na jakiś przełom i puentę, ale nie- rozmiar i styl ten sam od 2001 do dziś, tylko DVD zamieniła na filmy ściągane z internetów. Wqrwia z dużym wdziękiem.
4. Futrzaka. Prawdziwa Superwoman, traktująca swoje moce jak najzwyklejszą rzecz.
5. Gwiezdny Pył. Emigracja bez zadęcia, nostalgii i darcia szmat.
6. Zoozankę. O kotach trafione w punkt, szkoda, że raz na ruski rok.
7. Morphiusza. Lubię o chorobach, M co prawda lekarz, ale człowiek.
Ostatnio czytam TYLKO blogi (to PIERWSZA RZECZ, której o mnie nie wiecie), więc stałam się bardzo wybredna co do stylu i treści;-p
Powyższe łączy jedno- bardzo mało lukru, dużo prawdy między wierszami. I to, że jeszcze ich nie polecałam.
Ponieważ TAK SIĘ BAWIMY tylko u nas na blogspocie, gdzie indziej nasze niewinne rozrywki są obśmiewane lub hejtowane, nawet nie będę tam informować (tracąc okazję do autopromocji;-))
Proszę, oto statuetka:
Czego jeszcze o mnie nie wiecie, skoro wiecie bardzo dużo?
Zdaję sobie sprawę, ile osób z reala mnie czyta. W związku z tym muszę pisać samą prawdę i niecałą prawdę. Nie uwiera mnie to.
DRUGA RZECZ: przyciągam freaków, jeszcze jak.
TRZECIA: czasem odstępuję od "nie kontroluj- koryguj". W ostatnim poście napisałam, że KONTROLA i kara jest jedynym sposobem na rozwiązanie problemu śmieci w lasach i rowach i proszę, nikt nie zauważył sprzeczności.
CZWARTA: jestem naprawdę chujową panią domu. 
PIĄTA: ale dziś zorganizowałam w godzinę świąteczny/rodzinny/towarzyski obiad w urodzinki Synka! barszcz z pasztecikami, kurczaka z ryżem i groszkiem oraz torciki bezowe.
SZÓSTA: nie wiem. Zadajcie pytanie;-) aha. Jeże zamieszkają z nami w najbliżym tygodniu.
SIÓDMA: tak, tak, tak! umówione na jutro na kije z Agatą i Agi, będzie piękna trasa, będą zdjęcia, nie będzie padaaać!!!
Będzie tak (jeszcze jedno pole):

 no cóż, trochę mi zimno;-)
Pozdrówka, Megi.