od początku

piątek, 10 stycznia 2014

światło Izerii

tak tak.
Dużo światła.
Jak się jest blogerę
(z kategorii mam działkę za miastem, albo z każdej innej)
to się podlega ocenie.
Pisałam już o tym ciepłym uczuciu bliskości przy pierwszym spotkaniu w realu- dejavu, znamy się od dawna, choć widzimy po raz pierwszy.
Jak to ujęła Agniecha- jak się kogoś lubi przez internet, to i w naturze też.
Ale.
Tak się na tych blogach odsłaniamy
(nawet jak nam się wydaje, że nie, to nasza pisanina nie jest small talkiem przy herbacie)
że każda niekonsekwencja między virtualem a realem powoduje dysonans poznawczy;-p
I, tak tak, po kąpieli w budyniu oddajemy się zdawaniu pytań.
Izeria rzuca światło.
***
Inkwizycja nie jest inspirującą historią, której kibicujemy, ale cieszymy się, że nas nie dotyczy.
Jest oną, Inkwizycją.
Do pięknych dekoracji już przywykła
pokażę je wam
bo- słuchajcie, słuchajcie!
ONA JUŻ NIE NOSI APARATU.
Dzień zaczyna się od okien
i wychodzi na spacer.
Na dwór, znaczy na pole.
 
Przecznica tam daleko.
Te drzewa już gdzieś widziałam.
Aleja lipowo- jaworowa.
W tle Proszówka z zamkiem Gryf.
Stóg Izerski jak zwykle pod chmurą.
Rozdroże pod lipą.
I pod krzyżem. Jakby kapliczka nie dawała rady.
Rębiszów.
Znowu ta Przecznica i Stóg:-)
I znów to drzewo:-)))
Zachody słońca może niespektakularne, ale dyskretnie piękne.
Krajobrazy w drugą stronę.
Kamieniołom bazaltu.
 (wiem, za dużo, mimo selektywnej selekcji. Ale urzeka mnie ten krajobraz, taki spontaniczny i niepoprawiony.)
Dużo przed nimi, dobrego i złego.
Ale i dużo za nimi, więc
dadzą sobie radę, wiem.
Wiem, bo jesteśmy podobne, nie toniemy.
Czasem tylko gubimy się w mrocznym lesie
jak małe czerwone kapturki, dwie siostry,
dobrze, kiedy możemy złapać się za rączki:-)
***
Agniecha ma wszystko, góry i doliny
domy i rzeki, i morskie oka.
Mieszka w centrum wszechświata, księżniczka w wieży z traw.


Pilnują jej płochliwe centaury
puchate i tętniące
o pupach Słodkorożców.
 
(i nawet mają takie różki, i wyginają szyje jak Jednorożce!)
nie lubiom się pokazywać;-pfff
do zobaczenia:-) znajdź smycz:-)
***
Nie ma góry bez doliny, Sąsiedztwa bez Sąsiada,
ja wolę górę, ciepło, wiatr i przestrzeń,
a, nawet niech i wiatr.
Sąsiad wie
gdyby wszyscy chcieli mieszkać w dolinach, wszędzie byłyby miasta nad kanałami.
Sąsiad tam w dolinie.
Pławna.
Jak ja KOCHAM takie wcięte drogi,
murawy na zboczach wąwozów,
suchą trawę pod dębami.
Ulungała bym się.
 ***
Pałac Lenno wydaje się być opuszczony, coś poszło nie tak, poszło swoją drogą,
a może tak miało być.
O tej porze roku widać, że ogród jest PRZYZAMKOWY;-)
Kościół był otwarty, i zakrystia,
nie odmówiłam sobie;-)
średniowiecze w zakrystii
Wiadomo, czego nie odmówiłam sobie:-)
 ***
tak tak
dużo światła, trochę zimy, więcej wiosny
ciekawe, czy tak już zostanie.
 Może i zostanie, bo ludzie projekty zamawiajom.
W styczniu.
omójboże. Ja jeszcze niewyrobionam z jesiennymi, słabo mnię.
W ogóle bym się ulungła i spała, i jakoś ogarnęła słabość, a tu muszem ogarniać rzeczywistość, niedobrze.
Niedobrze też, bo
przedwczoraj umarł jeżyk Dżordżyk.
Nie wiem, dlaczego.
Nie umiem się opiekować dzikimi zwierzątkami
smutno mi
bardzo.
A Ekostraż mnie zawiodła tym razem. Od miesiąca się prosiłam, żeby go ktoś obejrzał. Od dwóch dni prosiłam o wizytę i poradę.
Ja rozumiem, że nie wyrabiają się. Ja wiem, że sami mogliśmy do weta się udać. Tylko- VegAnka z 38 stopniami od piątku, ja w wizytach roboczych, nie zdałam sobie sprawy, że jest źle.
Och.
W przyszłym tygodniu będę w Rzeszowie i Dęblinie, jest tam kto?
Wyjazd na Warmię w lutym prawie zaplanowany.
Kijki były i będą, niedziela po niedzieli- wciąż jest pięknie.
Prawie jak w Izerbejdżanie.
Blogerzy izerscy to powinni jakąś mapę zrobić- gdzie kto mieszka, jak z remontami stoi, żeby bezblogowcom ułatwić śledzenie i komentowanie, co?
Nie wiedzą, jaki mają WPŁYW.
Cytując dodo, przepraszam, że z pw, ale takie to ładne:
" w ogóle to wszystko przez Ciebie, a dokładnie przez Inkwi (czyli przez Ciebie) - właśnie zapragnęłam skoczyć na łeb w studnię... w coś równie dającego PRZESTRZEŃ."
no to proszę
przestrzeni, że aż.
pozdrówka, Megi.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

uro:-)

Piłeś- nie pisz
pierwsza zasada internetów;-)
zatem poczekacie na ploty z Izerbejdżanu;-)))
Bardzo dziękuję za życzenia, tę zagarniającą falę ciepła
dzięki wam uro trwały od Nowego Roku do dziś, znaczy do Czech Króli,
(przed połedniem kijki, chyba że będzie padać, pogoda tu zgoła inna, niż w Izerii)
oto dni światła i chwały:
5 stycznia:-)
urolanczyk
w Nowym Inkwizytorium
przymierze ognia;-)
ciche wulkany. Ciche, bo zwierzaki.
Prezęty były
tutaj kupione.
Powiem wam, że to fantastyczne miejsce, z którego nie wychodzi się z pustymi torbami.
Zależy nam na nim, prawda?
Zatem lubimy, szerujemy i nabywamy:-))
***
Urolanczyk miał miejsce w dekoracjach zamku Czocha.
 W zakolu Kwisy
wyrasta wprost ze skał
budowla z łupka i piaskowca
o skomplikowanej architekturze i historii.
Szermierz- jeden z dwóch
Jakoś niespecjalnie ją lubię.
Może dlatego, że kilka lat temu zrobiliśmy projekt zagospodarowania dziedzińca i podzamcza, ale nic się nie zadziało w temacie i jak było badziewnie, tak jest.
Szczątkowe dowody:
Widok z dziedzińca na parking hotelowy.

Widok dziedzińca.
Nocny widok na fosę.
***
Ale ja nie o tym chciałam, i nie dla lansu, ino dla porządku.
Kiedy to zrobiliśmy ten projekt? 2007, 2008?
Nie pamiętam.
Wogóle nie pamiętałam do przedwczoraj, tzn. do czasu ujrzenia drogowskazu "Czocha", że to w ogóle miało miejsce.
I czas.
Czas, który minął, w którym wydarzyły się ważniejsze rzeczy, Szwecja, blog, kolejni ludzie i koty na kolejne etapy życia. Kolejne urodziny.
I o tym nie zapomnę:-)
Dobrze, że was poznałam:-) każdego z WAS, Nowych Znajomych, i Znajomch Spotkanych Po Latach, i Rodzinę.
A w Czosze tak czy inaczej jest ładnie, w pewnym sensie;-) takim nieturystycznym.
 
 
 Pozdrówka, Megi:-)
PS. Inkwi, blachę z biszkopta zostawiłam:-) połówkę:-)