od początku

środa, 7 czerwca 2017

klucz do ogrodu

Najpierw sprawdziłam, czy nie napisałam już posta o takim tytule. Bo nie pamiętam. No nie ma.
Później jeszcze raz przeczytałam słowa, które mnie inspirują:

Hanako: Jak więc znaleźć to, co temu miejscu przynależne? Czy istnieje cokolwiek takiego, czy należy zwyczajnie przeszczepić tam kawałek innego miejsca, kawałek prerii, kawałek stepu? Zastanawiam się, jak rozwiązuje się taki problem. Przyrodniczo, ogrodniczo. Nie pytam nawet o konkretne odpowiedzi, ale raczej o ogólną metodologię.
Ewa: Można próbować odtworzyć przynależność, szperając w przeszłości miejsca. Miedze, dane ogródki, dalsza okolica region...
Hanako: Faktycznie nie jest aż tak trudno znaleźć punkt zaczepienia w otoczeniu, to chyba raczej kwestia spojrzenia. Jak już wypunktowałyście te trawy, te łąki, ten powiew, i stare gospodarstwa rolne, z ich starymi sadami i miedzą przerośniętą czeremcha – no to od razu uderzyłyście w miękkie. Bo łąki to jest całe moje dzieciństwo, a sady mają u mnie takie specjalne miejsce, razem z przewracającym się drewnianym płotem i malwami. Od razu zaczęłam szkicować ten wiejski obrazek, szerokie i zamaszyste linie, beztroska, a dołem niekoszone szaleństwo. I miałyście rację, pasuje.
Ale tak naprawdę nadal mam dylemat – bo gdyby to było gołe pole między pszenicą a kartoflami, to bym się nie zawahała. A tutaj kostka bauma, żywotniki i lakierowana dachówka, wiadomo. I już nie jestem taka pewna siebie, że ten sad, wciśnięty między żywopłoty i okna pcv, będzie taki na miejscu. Tak samo jak trudno było mi znaleźć balans z naturą otoczenia, tak trudno mi znaleźć nawiązanie do kultury otoczenia. Wiadomo, fajnie byłoby mieć wielkie gospodarstwo na Warmii. Ale czy jeśli się nie ma, to można spróbować je wcisnąć między osiedlowe domki? Jak to zszyć razem, żeby było w miarę bezboleśnie? Jaka jest... metodologia?
Jeśli i to chciałabyś poruszyć w którymś wpisie, Megi, to byłabym zachwycona i wdzięczna.
Ewa: Dlatego twierdzę, że ogród jako część ogrodzoną można kształtować na swój sposób. Można się odgrodzić od kostki bauma i żywotników i posadzić ogród na swoją nutę. Bo to Ty będziesz użytkownikiem ogrodu, a nie sąsiedzi.
Ogrodowa Pasja aka jankosia:... bliskie mi wszystko o czym piszesz, a najbardziej taki konflikt wewnętrzny między ogrodnikiem, a przyrodnikiem. Może tak wprost o tym nie piszesz, ale czasami się miotasz. To twórcze miotanie i rodzi się w wątpliwości i poszukiwań i tego, że czasem słowa nie nadążają za myślami. Znam to, więc jestem wyczulona :) I zdenerwowanie jakie rodzą uogólnienia, ale takie które nie mają pomóc w zrozumieniu, a takie, które spłycają temat. I to, ze pytania rodzą agresję...
(z dyskusji pod postem o rabatach preriowych. Czy jak je zwał. Cytuję tak obficie dla wzmożenia dyskusji i tytułem wstępu do tematu oraz z poczucia winy spowodowanego brakiem wyczerpujących odpowiedzi pod postem.)
I z maila od pani Martyny: Od dłuższego czasu planuję i zastanawiam się, jak zagospodarować część ogrodową. Pierwsza myśl po przeprowadzce to- zasadzimy tuje, żeby się odgrodzić jak najszybciej. Ale po przemyśleniu [...] nie chcemy żadnych żywotników, które królują w ogrodach, ale można chyba powiedzieć, że w większości szpecą krajobraz. Teraz zmagam się z tematem, jakie drzewa posadzić (bo od tego chcielibyśmy zacząć), jaki żywopłot- iglasty, liściasty czy też krzewy?
Mam w związku z tym takie pytanie, czy można uzyskać jakieś sugestie, jakąś dobrą poradę, która pomogłaby nam zacząć jakieś działania? 

Odnoszę wrażenie, że ktoś tu mnie przecenia :-)
Poza tym to nie temat na jeden wpis, raczej na książkę (hej, a nie chcecie czytać tych już napisanych?😊😂 nawet w obniżonej cenie?)
(i czy to w ogóle interesujące jest?)
Rozumiem, że powyżej wielokrotnie padło pytanie- jak stworzyć ogród, jaki jest klucz do niego, co jest ważne?
To co, bierzemy się za to?
Posty na temat będą pojawiać się, a jakże, nieregularnie, i zostaną opatrzone tagiem klucz do ogrodu.
(to tytuł powieści, którą powinniście przeczytać, jeżeli lubicie lektury z ogrodami w tle)

Konspekt przedsięwzięcia piszę na bieżąco:
1. Kontekst miejsca. 
2. Kontekst siedliskowy, wymagania roślin.
3. Natura jako niedościgły wzór.
4. Kontekst historyczny.
5. Zeitgeist i trendy.
6. Czynnik ludzki, oczekiwania, marzenia, imperatyw kontroli, krajobraz serca.
7. Od czego zacząć- wywiad i koncepcja.
8. Co dalej- projekt. Użycie materiału roślinnego, najlepsze i ulubione drzewa i krzewy.
9. W zastanym ogrodzie- koncepcja i projekt przebudowy.
10. A może pójść na żywioł? Ogród spontaniczny.
no i tak dalej, co jeszcze podpowiecie?
Nie oczekujcie wyczerpania tematu.
🍃🍃🍃
W poprzednim poście opisałam ogródeczki jak chusteczki, z racji nikczemnej wielkości i często okropnego otoczenia pozbawione kontekstu i skierowane do wewnątrz, często czysto konceptualne lub głównie funkcjonalne.
Wydaje mi się- sądząc po komentarzach i innych wypowiedziach- że budzą uczucia co najmniej ambiwalentne (fajnie, że w ogóle są, szkoda, że wydzielone z przestrzeni, w różnych sensach smutne), a czasem szok i niedowierzanie.
I wydaje mi się, że ta niezgoda na ogrody w takim kształcie wynika w dużej mierze z tego, że "nie pasują". Są enklawą marzeń w brutalnie prozaicznym świecie.
Nie są osadzone w miejscu.
(choć niewątpliwie mają innych zalet moc)
🍃🍃🍃
Popatrzcie na krajobraz wsi i miasteczek, na człowieka w nim.
Niedamirów, marzec 2017
Opawa
Zbiornik Bukówka
Śląsk Cieszyński, kwiecień 2017
Ruda Żmigrodzka, dolnośląskie, kwiecień 2017
Uniemyśl, dolnośląskie, maj 2017
Wojsławice, świętokrzyskie, maj 2017
Pińczów
Wiślica
Krajobraz, do którego można mieć zaufanie, szczodry w dzieleniu się sobą.
Wybaczający, z miejscem na sztukę szczęścia,
nieprawilne materiały
Beton, ale co z tego?
Styropian, ale jaki kolor!
przemijanie i niszczenie, nostalgiczne, ale nie tragiczne
 bo nieuchronne i wpisane w życie rzeczy.
Wszystko to tworzy kontekst miejsca, z którego możemy czerpać.
Gdyby to jednak takie proste było- nawiązać do wytworów lokalnej kultury, użyć adekwatnych materiałów, przyprawić czułym sentymentem i nie przesadzić- to nie byłoby o czym pisać i nie mielibyśmy czego hejtować.
Wszyscy widzą, niektórzy dostrzegają. Taka sytuacja.
Tymczasem w założeniach ogrodowych...
🍃🍃🍃
Oto park w Wielkopolsce, w kwietniu tego roku.
 Raczej taki bardziej przecudny taki.
 
W nim pałac, odpowiednia skala, duży dom, duży trawnik, duże drzewa.
 
I rośliny w nim, dygresyjnie, ale tak radośnie.
 
Zwykłe jaskry, fiołki, kurdybany, klony, ziarnopłony i kwitnące w tym roku wyjątkowo długo zawilce gajowe, ale zaliczyłam też pierwszą w życiu randkę z tulipanem dzikim, Tulipa sylvestris.
No dobra, nie o roślinach miało to być, tylko o krajobrazie... ale rośliny też są ważne, a konteksty się przeplatają.
Natomiast to, co za ogrodzeniem parku, nie splata się z niczym.
I chyba tą swoją niesplatalnością, nieadekwatnością widok znajomy ten wywołał żywą reakcję na fb. Że dostatnio i po modzie, że smutek i żal, że "cieszmy się że to pierwsze miejsce nie wpadło w ręce właściciela tego drugiego", że "to jest wybitny przykład na to jak nie projektować zieleni", "gdzie był konserwator", "estetycznie i nowocześnie" (z ironią).
(całość tu)
Czyli jakaś grupa ludzi (moich znajomych, więc pewnie jakoś tam podobnych do mnie) uważa, że coś poszło nie tak. Dlaczego? Bo żwirowa pustynia umajona najpiękniejszymi roślinami świata, do jakich należą katalpy i żurawki, jest niewątpliwie wyrwana z kontekstu miejsca.
Inna grupa ludzi (nie moich znajomych) komentowała podobne, ale w mniejszej skali założenie jako piękne i gustowne, chociaż było tak samo wyrwane z kontekstu i beznadziejnie brzydkie oraz niezgodne ze sztuką ogrodniczą. Zresztą lajki dla takich aranżacji są normą na grupach ogro.
Nasuwają się wnioski:
- niektórym ludziom kontekst jest obojętny, patrzą, ale widzą co innego (piękne żurawki i rodki np.),
- tzw. przez niektórych ogrodników grażynizm jest rzeczą względną- pojęcie to nie stosuje się do ich klientów.
Wydaje mi się, może naiwnie, że nie tak trudno jest czerpać z kontekstu miejsca, że większość z nas ma go w głowie i w sercu.
Gdybyśmy jeszcze odrzucili schematy, według których zdarza nam się myśleć i działać, odzyskali trochę twórczej wolności- to nie powstawałyby miejsca takie jak to:
Ponidzie, maj 2017. Zieleń przy ośrodku wypoczynkowym. Swoją drogą, dotykając tematu doboru roślin i ukształtowania zieleni, to bardzo częsty widok i sposób aranżacji przestrzeni pod drzewami- amebokształtne, obrzeżone (właśnie takim złomem kamiennym, betonową lub plastikową palisadką, ekobordem) rabatki, a w nich hurdur jałowce, żuraweczki, rodki, wrzosy, lawendy, najczęściej wszystko, co nie lubi cienia i suchego podłoża. Jakby nie mogła tam trawa rosnąć, a jeżeli naprawdę nie może- to bluszcz, bodziszki, barwinki, epimedia...
Sposób namiętnie praktykowany przez ogrodników, archikrajów, architektów i nasadzaczy, czyli znaczy tak ma być😐
Estetyzm level master: pole kory bez nadziei, że "kiedyś zarośnie", siewki drzew przerastające ściółkę i czarną szmatę, rośliny posadzone co kilometr, a każda inna i najpiękniejsza w szkółce
... była. Bo już lekko podeschła.
Płaczące wierzby przy stawie obowiązkowe.


Roślinność spontaniczna wygląda tu najlepiej ze wszystkiego.
Wykoszone do bólu, aż czuć.
...
w kontekście takim jak ten:
Tuż za płotem...
Wiem, że ja trochę niepotrzebnie to piszę i pokazuję, bo niby dla kogo. Ci, którzy to przeczytają, poszukują i czują, do czego nawiązać, i choćby metodą prób i błędów dojdą do tego, jak.
A i tak przykłady takie, jak powyżej, będą się mnożyć i panoszyć, bo tak działa "czynnik ludzki". Czasem naprawdę tracę wiarę we wrażliwość i nadzieję na cokolwiek.
Cmentarz na Ponidziu, maj 2017.
Czy możecie mi powiedzieć, jak to zinterpretować?
Przypadek? nie sądzę, biorąc pod uwagę wieloletnie nawarstwienia.
Owszem, kliniczny przypadek niemiłości i braku szacunku do miejsca. I chyba nikt już tego nie widzi, jak nie widzi brzydoty żwirowych pustyni i amebokształtnych rabat w łagodnym krajobrazie.
🍃🍃🍃
Jak ten zbiór danych przełożyć na praktykę, jak znaleźć klucz do ogrodu?
Popatrzcie na swoje miejsce, słuchajcie, co do was mówi.
Zastanówcie się, czy warto potraktować je dosłownie i serio, czy też potraficie z nim zażartować.
Na chwilę wyłączcie praktyczne myślenie o funkcjonalności, niech marzenia poniosą was w stronę morza, kwitnących jabłoni czy zapachu pomarańczy.
Jeżeli NIC do was nie powie, to zawsze bezpiecznie jest postawić na prostotę. Nie popełnimy wówczas błędu, jedynie może być nudno.
Ruda Sułowska, dolnośląskie, kwiecień 2017. Jakąż ulgą jest ten nibyskandynawski styl bez właściwości wobec dworków naszych powszechnych.
 (dla wyjaśnienia, co i jak, jakby się komuś spodobało:
Punkt 10 i 11 to standard unijnych projektów, trochę creepy. Punkt 1 do polecenia.
)
Bo alternatywą dla nudno jest... ciekawie:
Fot. Alicja Pasternak, w małej miejscowości na pogórzu.
Mogłabym tak w nieskończoność i bez puenty, bo krajobraz to mój świr prawie tak, jak rośliny. Potrafię zrobić dziesięć zdjęć tego samego pola w kolejnych minutach przesuwania się chmur i właśnie powstrzymałam się przed ich umieszczeniem tutaj. Za to podlinkuję do krajobrazowego comingoutu.
Pozdrówka, Megi.

40 komentarzy:

  1. Najciekawiej by Ziemia wyglądała , gdyby nie było na niej człowieka :-))))
    Nie znam się na projektowaniu ogrodów, ale jakoś nigdy nie lubiłam tuj.
    Swego czasu trafiłam na wieś i na 4000 m2
    i pierwszą reakcją wszystkich mnie odwiedzających było wytnij te wszystkie liściaste wielkie drzewa,
    po co ci one , tylko liście sprzątać.
    A odwiedzający nie wiedzieli ,że latem dawały cień a zimą chroniły od wiatru.
    I były takie wielki i dostojne..
    Tak daleko odeszliśmy od ziemi, przyrody...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem, czy bym się mogła podpisać pod tym brakiem człowieka. Mimo wszystko mam sentyment do wystrzyżonych hal w Tatrach, rozkwitających zawleczonymi krokusami. Mam sentyment do sadów, do równych rzędów płacząco formowanych drzew, selekcjonowanych ręką człowieka. Mało jest takich widoków jak jabłonie na wiosnę, kwitnące jakby jutra miało nie być. No i mam wreszcie sentyment do tego Dolnego Śląska, którym Megi gra na moim sercu biednym, nadwrażliwym. Do Dolnego Śląska gładko zaoranego, wiejskiego, uprawnego, ludzkiego na wskroś. Bo przecież bez nas byłaby tam puszcza.

      Obawiam się, że lubię przede wszystkim to, co dobrze znam. Z nie posądzam się niestety o jakikolwiek racjonalizm w tym moim lubieniu.

      Hanako

      Usuń
    2. może i najciekawiej, ale i nie do wyobrażenia sobie przez nas :-) bo tyle pięknych i bliskich elementów krajobrazu jest dziełem człowieka. I pewnie wiele z nich było opłakiwanych i hejtowanych przez współczesnych, bo w krajobrazie zachodziła zmiana, której nie chciały i nie rozumiały jakieś nadwrażliwe dusze. Czyli kiedyś wcale nie było lepiej :-) wycięto już tyle drzew...
      Dolny Śląsk do dla mnie bardziej kraina duchów, niż ludzi. Bo wszystko tu, cała cywilizacja, stała się kiedyś i na wskroś, niemal nie zostawiając miejsca dla przyrody. A później sobie poszła, wcale nie cicho i bezboleśnie, zostawiając nas z mapami w obcym języku, pokreślonymi na czerwono, z budowlami, których nikt nie potrzebował, z umierającymi sadami czereśni. Wciąż stąpamy po potłuczonym szkle, uważając, żeby nie wpaść w lukę czasu.

      Usuń
    3. chyba wszyscy lubimy to, co znamy. Z jednej strony jesteśmy przez to w mentalnym skansenie, trudno nam przeskoczyć przyzwyczajenia i tworzyć nową jakość. Z drugiej- niby to dobrze, że jesteśmy przywiązani do tradycji, ale czy na pewno dobrze?

      Usuń
    4. No właśnie, Megi, bo jak tu szukać klucza do ogrodu na naszych ziemiach nie naszych. Ci ludzie odeszli, wygnano ich, zabrali swoje życie, swoje nawyki, swoje rośliny, ogrody, a przyszli inni, co wzięli ze sobą co mogli, a dużo tego nie było.
      I co jest tu kontekstem? Te poniemieckie budynki, szachulce, stare sady? A może nie?
      A może strzechy ze słomy, bzy, malwy i sama nie wiem co, zabrane stamtąd, ze wschodu w głowie i w sercu?
      Bo przecież to poniemieckie dziedzictwo nie jest moim.

      Usuń
    5. Agniecho, tak samo jak wszędzie. W miejscu takim, jakie jest, w jego historii, w swoim sercu.
      Dla mnie kontekstem miejsca na DŚ są właśnie te poniemieckie budynki, mury i sady. I to poniemieckie dziedzictwo jest moim, bardzo się do niego przyznaję, jestem stąd. Ale- jest moim w momencie swojego tu i teraz, bardzo byłabym zniesmaczona, gdyby jakiś Niemiec/Nieniemiec wyciął lasy zachodzące na dawne łąki czy "zrewitalizował" wioskę na kształt skansenu. Staram się przyjmować, jakim jest, i to też jest klucz. To znaczy życzeniowo i deklaratywnie tak jest na pewno, w praktyce- wolę zmiany z twórczym potencjałem, niż powrót do przeszłości.
      Co do dziedzictwa ze Wschodu- cóż, nie podoba mi się to dziadostwo. Nie podoba mi się rozwalanie kamiennego muru tylko po to, żeby było rozwalony, i zastępowanie go krzywym płotem, który od dwudziestu lat stoi powiązany sznurkiem. Nie podoba mi się grodzenie, stawianie miljonów komórek, pragmatyzm złomowania cmentarnych krzyży. Ale pewnie czegoś nie rozumiem.
      A jakie jest twoje dziedzictwo, co przyniosłaś ze sobą na DŚ? i skąd- z miejsca twojego urodzenia, stamtąd, gdzie mieszkałaś?

      Usuń
    6. Megi, zadałaś trudne pytanie.
      Urodziłam się i wychowałam w Lubuskim.
      Lasy jeziora pola. Dość jednostajne. Ale dużo. Trudno mi uważać, że to jakieś moje dziedzictwo, na pewno niezbyt świadome.
      Ogródki działkowe za Wartą. Bardzo różne.
      Ruiny budynków w zapuszczonych ogrodach.
      Chaszcze nad rzeką.
      Bukowa dolina nad strumieniem w lesie.
      Pola przylaszczek, łany konwalii.
      Tajemniczy ogród jako pojęcie, inspiracja.
      Szacunek dla natury.
      Góry, dużo gór, bo na wakacje zawsze w góry.
      Kiedy byłam mała, w te góry to jeździliśmy właśnie te - Sudety, Karkonosze, Izery. Nic z tego nie pamiętam, ale znowu tu jestem.
      Nie widzę u siebie żadnego dziedzictwa.
      A jeszcze Holender, ze swoim.

      No więc mamy to co mamy. Pstrokaty ogród z pstrokatym warzywnikiem, nowe domiszcze lekko inspirowane kształtami starych tutejszych murowanych domów. Dużo drzew. Lokalnych, nawet bardzo, bo wyrwanych z łąki czy skraju lasu i przesadzonych na inną łąkę, inny skraj obejścia.

      Uff. Wiem, że nic nie wiem.

      Usuń
    7. a jednak.
      Ta mozaikowość, zwana pstrokacizną, to właśnie bardzo lokalne jest. Na pewno to zauważyłaś, to bardzo powszednie dla tych naszych "ziem odzyskanych". DŚ ma wiele wspólnego z Lubuskiem, tę samą melancholię pogranicza, tam- zawsze realnego kartograficznie, tu- granica jest w czasie.
      Chyba jednak to, co zgromadziłaś, jest twoim dziedzictwem. Nie musi się przekładać na ogród, na nic nie musi, nie trzeba go nawet nikomu przekazać. Ale wydaje mi się, że jakoś je wykorzystasz jeszcze w inny sposób, niż dotychczas to robisz.

      Usuń
    8. Melancholia? tak.
      Pogranicza? też tak, chociaż nie kartograficznego, tylko mentalnego. Pogranicza ludzi wyzutych z miejsc i przeszłości, i rzuconych na następne pogranicze. Obce. Inne.
      Ostatnio byłam w podróży sentymentalnej ( rodzina, korzenie itp.) na wschód - Przemyśl i okolice. Jak inaczej, jak bardziej U SIEBIE są ci wszyscy ludzie.

      Usuń
  2. Wspaniale opisałaś, a zdjęcia cudowne, ta nasza Ojczyzna, gdzie ręka człowieka pozostawia ślad, a ogród powinien być jak to mówią Mój, pozdrawiam Dusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) pozdrawiam :-)
      to prawda, piękna nasza Polska cała, trudno nie docenić. Tylko trzeba się tego piękna trochę naszukać i patrzeć wybiórczo ;-)

      Usuń
  3. Cóż ja mogę, ja Tupaja...;)
    Smętarz mnie rozłożył...A takich miejsc wiela w tym naszym kraju...Ameby, ugory herbicydowe...Mniód.
    A u mnie zarasta.
    Że nie wszyscy mogą być myślącymi. Niestety. Część lubi czarne folie i korę. Nie rozumiem tego fetyszu.
    Kontrapunktem są te naturalistyczne ogrody. I całe szczęście, że są.I ludzie, którzy je tworzą.
    buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, gdyby było nas więcej, podobnych do nas, miałybyśmy świat na swoją modłę :-)
      a tak to tylko światek, ostoja.

      Usuń
  4. "Poza tym to nie temat na jeden wpis, raczej na książkę (hej, a nie chcecie czytać tych już napisanych?😊😂 nawet w obniżonej cenie?)"
    Ale się złapałam! :)) Bo zaczęłam szukać w necie Twoich książek! :)) I znalazłam! Nawet w obniżonej cenie ;) Pani M.P. napisała książkę, ale ...... dotyczy logopedii :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ach, to taki branżowy żarciszek ;-) tylu ogrodników napisało już książki, jak projektować ogrody, a nie ma w nich odpowiedzi na pytanie "jak", tylko zbiory banalnych poleceń i postprawd!

      Usuń
  5. Jednak wycieczki kształcą :) . Nawet betonowy płot może się podobać (w gruncie rzeczy jest całkiem nienachalny).
    Co do śmietników i budowli dziwacznych jest tylko jedno wytłumaczenie: analfabetyzm. Ludzie nie umieją czytać. A nawet jak umieją to nie rozumieją (napisu, krajobrazu, kontekstu). Tu też powinno nastąpić znaczące przymrużenie oka.
    Jest taki program w tv (kanał podróżniczy) "Międzynarodowi poszukiwacze domów". Tam niemalże każdy program kończy się słowami "Kocham Cię" i namiętnym pocałunkiem w usta. Namiętny pocałunek możemy sobie darować, ale to zdanie może paść. Za te określenia: sztuka szczęścia (ja ją w ogrodach akceptuję), rośliny dygresyjne (czy coś w ten deseń).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nooo, coś w tym jest. No nie umieją, trochę dlatego, że się nie nauczyli, ale też dlatego, że się nie starają. Co innego jest ważne, co inne jest na rzeczy. Też projektanci- czasem dostajemy czyjeś projekty do wyceny i bardzo mnie razi, i zastanawia, jak można robić taką konfekcję, nastawioną tylko na sprzedanie czegoś, co się wyprodukowało minimalnym kosztem? Produkt niby na miarę, a jak od kiepskiej krawcowej.
      "Sztuka szczęścia" to określenie pożyczone/ukradzione pewnym blogerom izerskim, ZiŁ się nazywają, blog "Daleko od szosy". W przerwach w niebudowie tropią często tę sztukę właśnie :-)

      Usuń
  6. "Wiem, że ja trochę niepotrzebnie to piszę i pokazuję, bo niby dla kogo. Ci, którzy to przeczytają, poszukują i czują, do czego nawiązać, i choćby metodą prób i błędów dojdą do tego, jak."
    No jak niepotrzebnie, skoro potrzebnie. Ja po naszej dyskusji, przy okazji odwiedzin u rodziców, spojrzałam za płot. Zobaczyłam trzy wierzby białe, połyskujące srebrno na wietrze, zachwyciłam się i pomyślałam: no i czegóż trzeba więcej.
    Miło, nie? Tyle że pomyślałam tak pierwszy raz odkąd żyję, a patrzyłam na te wierzby dwadzieścia lat z okna mojego pokoju dziecięcego. Bo czasem potrzeba świeżego spojrzenia, a czasem solidnego potrząśnięcia za ramiona, kiedy zagubieni między sadzonkami hortensji próbujemy znaleźć piękno.

    Trzeba przykładu, więc nim bądź.

    Hanako

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojej, ojej, no to potrzebnie :-D właśnie o takie coś mi chodzi, o takie spojrzenie. Co ładnego do zaczerpnięcia, podkręcenia, albo po prostu do patrzenia. Co brzydkiego do zignorowania.
      Podobno najtrudniej znaleźć piękno blisko siebie, mnie się to wciąż udaje. Chociaż chyba też musiałam do tego dojrzeć, jak tak sięgam pamięcią.

      Usuń
  7. Daje do myślenia to wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zastanawiam się... Zastanawiam się, jak wyglądałby mój ogród, gdybyś to Ty go urządzała, gdyby po prostu był Twój. Jak wtopiłabyś go w wielkopolskie płaskie pola kapusty, kukurydzy i ziemniaków. Jak byś to połączyła. No ale było minęło, nie znałam blogów, Ciebie, skazana byłam na siebie i zrobiłam, co zrobiłam, mogło być gorzej, tak myślę. Ale dalej się zastanawiam... jak by to było?
    Śmieciowiska porażają, ale to Polska właśnie. Wieki miną, zanim ten buraczany naród się zmieni. Albo i nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Russell Page pisał o projektowaniu ogrodu wśród belgijskich pól kapusty, pod szarym i siąpiącym niebem, z liniami przesyłu energii w tle. O tym, jak przesłonił to wszystko koronką brzóz.
      Więc twoje wzniesienie nad polami i łąkami, zagubienie na końcu wsi i wierzbowa droga nie są takie najgorsze ;-)
      Gdyby to był mój ogród... to nie wiem, pewnie stałby się jakąś żywiołową oazą, a może tylko sadem. W przypadku takiego "krajobrazu bez właściwości", miłego przecież, ważną rolę gra dobór roślin i "czynnik ludzki".
      Widziałaś, chociaż nie analizowałyśmy go, projekt ogrodu w twojej bliskiej okolicy, takiej samej, choć mniej urokliwej. To dobry przykład na wpis o "czynniku ludzkim"- jako wstęp do każdego projektu powstają dwie koncepcje, jedna moja, druga innej współpracującej osoby. W tym przypadku właściciele ogrodu wybrali tę "niemoją"- aż byłam prawie zła, bo uważałam, że moja lepsza, ale pomyślałam o tym tak: wybrali "ogrodowy ogród" o zamkniętej kompozycji- widocznie tego potrzebują. Okoliczny krajobraz za chwilę się zmieni, znikną paski pól, ogród otoczą inne, głównie "estetyczne" ogrody. No i wyszło na dobre :-)

      Usuń
  9. tak to... właśnie powoli ziszczam, to co chciałam i co w związku z tym zaplanowałaś :) https://nietylkomeble.wordpress.com/2017/06/09/otwarcie-na-lake/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wooow, tyle ci powiem :-) jakie piękne otwarcie :-)

      Usuń
  10. He, he, he, ja mam problem z głowy, w fabrykę się wtapiam i krajobraz postindustrialny. Szczęśliwie nie muszę nawiązywać do historii miejsca ( cudność jak zlewka do rzeczki wprost z kuchni farb i apretury, woda rzeczkowa tak zasilana ponoć działała komarobójczo ), co bym nie zrobiła ( nawet cholerny biały żwirek z żółtolistną tawułą i czerwonolistnym berberysem pospołu ) i tak będzie lepsze od kontekstego. Mieszkam w miejskim syfilandzie i nie ma zmiłuj! Wtapianie zieleni w krajobraz idzie nam słabo, zieleni w kontekście historycznym wręcz tragicznie ( myślę że to tez trochę z powodu niedouczenia ludzi Twojego fachu Meg - istnieje taka dziedzina wiedzy jak historia sztuki i wydaje mi się że coś więcej niż tylko "historyczne style ogrodów" warto by z tej dziedziny projektantom krajobrazów w nauczanie wprowadzić ). Tak "gmina" czyli urzędnicy zatrudniają fachowca i szlus, ma być ładnie i czysto. Jak im zaproponuje "biały żwyrek" to znaczy tak ma być. Jakby im ćwierkał że ma być łąka koszona to zębem by zgrzytnęli ale postraszeni konserwatorem ( i tu dochodzimy do następnego problema ) przyklepaliby takowe założenie. Teraz podejście do problema głównego - w Polsce nie działa ustawa o ochronie krajobrazu ( parę innych ustaw też, he, he, he ), tylko skrajne przypadki nagłaśniane przez media znajdują jakieś rozwiązanie ( nie zawsze zresztą najlepsze - zgniły kompromis króluje ). Kto kontroluje krajobraz? - proste pytanko a odpowiedź skomplikowana co cud. Wskazanie urzędnika odpowiedzialnego i określenie zakresu jego kompetencji to ogólny przegląd kadr. Przyroda, zabytki, ci od wałów powodziowych, brakuje tylko zespołu pieśni i tańca. Odpowiedzialność zbiorowa czyli rozmyta czyli nieistniejąca. No i hulaj dusza, piekła nie ma!
    Pozdrówka truskawkowe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, co najlepsze wg mnie w twoim ogrodzie, to kontrast między fabryczną, pragmatyczną, niesentymantalną narracją miejsca a samym pomysłem stworzenia w niej ogrodu, zwiewnością roślin, kaprysami irysów, koronkami paprotek, witalnością funkii. Tak widzę kontekst miejsca i sam ogród, będący w kontrapunkcie.
      Natomiast co do reszty- zieleń w kontekście historycznym to w istocie najczęściej parodia i porażka, w dużej mierze z powodu niedouczenia (co i mnie dotyczy), w większej- z powodu aroganckiej potrzeby wybicia się na oryginalność i (też z powodu niedouczenia, też) stworzenia własnego printu, bo co tu będziemy podążać za, żeby nie było nas widać?
      Ustawa krajobrazowa, a co to jest, słyszał to ktoś o czymś takim?

      Usuń
  11. Klucz do ogrodu? Każdy ma swój. Ogród oddaje charakter, pasje, zainteresowania, styl właściciela. Każdy ma swoją estetyką, swoje marzenia i je realizuje na swojej mniejszej lub większej chusteczce ziemi. Jedni kochają żwirek i doniczkę z pelargonią, inni dopieszczają formy, kolorystykę posadzonych roślin, jeszcze innym ogród jest kompletnie obojętny, dla kolejnych to wizytówka (czasem mówiąca "stać mnie, popatrzcie"), jedni lubią symetrię, inni asymetrię, itd.
    Mój ogród jest bezstylowy (jak ja), oddaje pstrokatość mojej duszy, dorasta ze mną, zmienia się, żyje, dojrzewa, błądzi i uczy mnie. Jest "najmojszy", bliski mi. Symbiotycznie ze mną związany. Zapraszam do niego mnóstwo roślin (bo uwielbiam od dziecka patrzeć na ich różnorodność i mieć ją pod ręką). Jedne się czują dobrze, rozrastają, wkomponowują w resztę (niekoniecznie "zgodnie ze sztuką"), inne odchodzą nie zagrzawszy więcej, niż jeden sezon. Niektóre włażą tam, gdzie nie powinny (wysiewają się i często zostają: bratki zaplątane we wrzosy, wszędobylskie kosmosy, tytoń ozdobny, aksamitki, maki, ostróżki, smagliczki, nagietki). Ogólny pstrokaty chaos, który kocham. Klucz? Taki ogród, który jest częścią właściciela i pewnie przeminie wraz z nim.
    W moim ogrodzie widać też kawałek Ciebie M. :-) m.in. w naturalnej granicy grządek/rabat z trawnikiem, w żurawkach i hortensjach, kalinach, trzmielinach, różach z pragnią. I pewnie sama nie wpadłabym na to, żeby posadzić brzozy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, ale tym razem piszę o tym, żeby klucza poszukać na miejscu, w miejscu. Pewnie łatwiej to zobaczyć z przyjazdu, z doskoku- i powiem ci, że w twoim ogrodzie najbardziej "miejscowe" są smaragdy, taki prawie wzruszający dar budowniczego dla przyszłych właścicieli, "żeby się dobrze mieszkało". Tylko nie pozwólcie im wyrosnąć powyżej 1,80 m i tnijcie na prostopadłościan, poważnie. Miejscowe jest oczko wodne, rajki bez kory, za to ze spontanicznym gąszczem kwiecia.
      No i tak, to prawda, że twój ogród jest taki jak ty- mniejsza o to, że pstrokaty czy bezstylowy. Jest poszukujący i mądry, dlatego. I cieszę się, że wciąż cię cieszy, kolejny w życiu :-)

      Usuń
  12. Klucz do ogrodu - do każdego inny.
    U nas klucza w ogóle brak, ani bramy, ani płota, ani furteczki żadnej.
    Uwielbiam kąciki, kameralne miejscówki ogrodowe, mąż preferuje przestrzeń i widoki po horyzont. Godzimy to i z czasem doceniam jego upodobania, bo dzięki temu i ja więcej widzę, co się w przyrodzie dzieje, nie tylko pod nosem, poszerzam horyzonty, ha.
    Zadbaliśmy o to, co tu zastaliśmy, stare drzewa, obsadziliśmy aleję od wjazdu samosiejkami lip, wygląda obłędnie. Zostawiliśmy dziki ostęp przy sadzie, mamy mnóstwo ptaków, coraz więcej i więcej. Jesteśmy laikami, ale z wypiekami na policzkach czytam Twoje posty i uwierz mi, że często jesteś ze mną w ogrodzie, nawet się wymądrzasz. Dzięki, że uczysz i uświadamiasz, otwierasz oczy na prawdziwe piękno. Utwierdzam się w przekonaniu, że robię to, co powinnam.
    Ale na naszych Mazurach jest inna bajka niż np. w stolicy. Architektura zabudowy, krajobrazu, przydomowe ogródki. OK, moi synowie mają nowoczesne ogrody, nie jestem przeciwna, ba, nawet podobają mi się na swój sposób, natomiast mam to szczęście, że mam taki ogród, jaki w najśmielszych marzeniach mi się nie śnił. Nie pod linijkę, bez nawadniania i in. bajerów, z chwastami, ale najpiękniejszy. Bez klucza. Chyba, że kiedyś wpadniesz Megi do nas z "wytrychem", a może dorobimy Ci klucz. To by była gratka :)
    Ogród, który zabiera cały mój czas, energię i który będę pewnie tworzyć do końca świata, a może i jeden dzień dłużej.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to dobrze, że tak możecie, bez realnego klucza.
      Może to otwarcie jest kluczem właśnie? Widoki po horyzont, tajemne alkowy? Godzenie przeciwieństw, godzenie się na spontan? Dbanie o przeszłość, kroczenie za zmianami? Docenienie tego, co masz, przekraczanie marzeń?
      No pewnie, że wpadłabym :-) choćby po to, żeby skonfrontować to piękno ze zdjęć z rzeczywistością, poustawiać sobie te obrazki w przestrzeni. Ale wiem, że roz-czarowania by nie było ;-)

      Usuń
  13. Taki posty to jak głos wołającego na puszczy. Dzisiaj z racji barowej pogody włączyłam telewizornię i od razu mnie zagotowało. Pan przeprowadzał metamorfozę ogródka na wsi - wedle życzenia miało być po miejsku. No i było - oczko wodne, żwirki, szmata, zrębki i najpiękniejsze rośliny jakie mieli w szkółce... Się lansuje takie coś to nie dziwota że idzie potem w Polskę. Byłam kiedyś na spotkaniu w górach, ale takich prawdziwych nie jakieś dolnośląskie czy beskidzkie pagórki i usłyszałam zdanie klucz - eee, u nas to nie przejdzie, u nas to ludzie lubią jak jest ładnie, tujki koło ogrodzenia, trawniczek i oczko na środku... i tyle w temacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze- to STRASZNE, że telewizornia lansuje takie wzorce. Że nie mamy kształtującego gusty i lansującego dobre wzorce programu na miarę GW. I wogle telewizji na miarę BBC. A abonament to za co.
      To drugie- że ludzie lubią, jak jest ładnie- jest całkiem zrozumiałe. Tylko to "ładnie" takie źle wylansowane.

      Usuń
  14. Świetny post. ohhh a ileż śmieci tam gdzie raczej ich nie powinno być. Czemu ludzie tak nie szanują natury. Choć inni znów o nią walczą. Bardzo podobają mi się zdjęcia. Również potrafię zrobić naprawdę dużo zdjęć tego samego pola. :))
    Pozdrawiam serdecznie. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Do BBC to nam bardzo daleko, najlepiej jest to dostrzegalne jeżeli weźmiemy pod uwagę historyczny rozwój telewizji publicznej w Polsce i Wielkiej Brytanii. Z drugiej jednak strony powstały już francusko-niemiecko-austriackie projekty telewizji bardziej ambitnej i oglądalność nie przekraczała bodajże jednego procenta. Pozdrawiam, piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  16. Megi, dziękuję za wpis, za konspekt dla kolejnych. Kontekst historyczny mnie (wiadomo, Dolny Śląsk) najbardziej "kręci". Dziękuję za zdjęcia z pierwszej części wpisu (Ruda Żmigrodzka i podobne). Klucz do ogrodu (czytałam a jakże!) - definiowanie ogrodu ... . Trudne to wszystko. Pszcz.

    OdpowiedzUsuń
  17. Zdjęcia rewelacyjne - normalnie miło się ogląda. Samo życie, niebieski płot powala na kolana i te mordki psów - piękna pasja - pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie ma nic piękniejszego niż budząca się do życia przyroda, pąki kwiatów itp :) Cudowne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  19. Na świecie jest tyle pięknej zieleni, że aż serce się raduje. Bardzo ładne zdjęcia! Swoją drogą, nie wiem czy w moich okolicach jest tyle ładnych miejsc, więc zazdroszczę! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ha ja to mieszkam w takim otoczeniu że co roku już od kilka lat obserwuję na nim zmiany. Mój krajobraz coraz to bardziej się kurczy przez nowo powstające wieżowce mieszkalne które skutecznie zasłaniają wszystko. Choć kto wie może i to jest mój nowy nowoczesny krajobraz czyli lekko betonowany. Dobrze że sadzą rośliny choć w żwirku to aby trawa nie będzie rosła bo to szkodzi wizerunkowi osiedla.

    OdpowiedzUsuń

napisz, to miłe! dziękuję!
(moderuję komentarze do starszych postów :-)