I... pisała, że jak ktoś jej wstawi na blogasia [*], to wstanie i go zajebie.
O łzach nic nie pisała, toteż sobie chlipię.
I nieważne wydaje mi się wszystko, co mogłabym napisać. W zasadzie wcale nie chce mi się pisać, ale... łeb do słońca!
Miał być taki sobie wpis o "świątecznych" dekoracjach, ale wobec tego i tego, jak na tzw. "święto zmarłych" spojrzało oko dyni- nie da się.
To może tak.
Lubię odwiedzać cmentarze.
Przeglądam je w myślach.
Cmentarz starowierów w Wodziłkach, zarastający sosnowym młodnikiem, skośne krzyże ubrane w liliowce, kamienne goździki i mydlnicę pachnącą akacjowo.
Cmentarze z pierwszej wojny na Suwalszczyźnie, gdzie na ciepłych i suchych pagórkach pachnących poziomkami razem leżą Niemcy i Rosjanie.
Cmentarz w Monkiniach, gdzie Puszcza zagarnia lastrykowy, plastikowy kicz dzwonkami, mchem i czeremchą.
Cmentarze pod Bieszczadami, gdzie tylko topole białe, lilaki i kamienie znaczą ich położenie.
Moje "rodzinne" na Wielkopolsce, groby jak grządki obrzeżone lastrykiem, obsadzone bratkami, a między nimi pościelone świerkowymi łapkami ułożonymi w jednym kierunku, jak na pagonach leśnego munduru, ścieżki między grobami zamiecione do bólu.
Stary Cmentarz Grabiszyński, zepchnięty spychaczami pod betonowe ogrodzenie i zamieniony w park.
Cmentarz na zakręcie rzeki Ełk, gdzie na wzgórzu napotykamy "las... las krzyży", groby poprzerastane korzeniami drzew, a w kolejnym roku już tych krzyży nie ma, żeliwne były, nadały się na złom.
Cmentarz na Rossie, pod drzewami wiekowymi jak najstarsze groby.
Nasz cmentarz parafialny, gdzie w gąszczu młodych klonów i topól białych ktoś odchwaszcza, karczuje i ozdabia dla pamięci pojedyncze niemieckie groby.
Cmentarze w Szwecji, gdzie pod gładką, zieloną trawką od stuleci spoczywają dostojnie całe rody, przeszłość niezakłócona cezurą wojny.
I w Chmieleniu, w Wolimierzu, w Molnej, w Lasówce... wszędzie.
Gdyby nie nudne i przewidywalne "noooo juuuuż... chooodź stąd...", miałabym wiele zdjęć dokumentujących turystykę funeralną. A tak to tylko zdążam pokontemplować nastroje.
I tak to.
Na wystawie ogrodniczej w Lobau skorzystałam z takiej okazji
;-))))) |
Wieeem... że to tylko sztafaż i kicz, i pomniki okropne, ale coś w tym jest, w tym uskromnieniu protestanckich nagrobków do jednego pionowego elementu, bez tej płyty, skrzyni z czarnego granitu, jak najbardziej błyszcząco wypolerowanego, który trzeba ogarnąć do ostatniego liścia, na kolanach wyszorować, obstawić wschodnim przepychem lamp, pstrokacizną chryzantem, dobrze, jeżeli prawdziwych.
Jakoś te roślinne dywany bardziej do mnie przemawiają, jak już ktoś kultywuje nagrobki, to o te właśnie trzeba dbać na co dzień, na co dzień pamiętać, nie tylko od "święta". Albo za to dbanie komuś zapłacić.
A rośliny, jakby ktoś nie poznał, a chciał wiedzieć, to: dywanik z trzmieliny pnącej (bardzo krótko strzyżonej), irgi płożącej, jałowca płożącego, rojnika, runianki japońskiej; wyższe elementy to cis, cyprysik tępołuskowy, kosodrzewina, sosna bośniacka 'Schmidtii', kiścień, żywotnik, choina 'Pendula', bukszpan. Kolor nadają wrzosy, żurawki, rozchodnik okazały, kostrzewa sina, turzyca włosista, cyklameny i rośliny sezonowe.
No i rośliny jednoroczne, jak w ostatnim przykładzie... pomyślcie o takim "ogródku", powiedzmy, z ponętkami:-) albo malwami:-)))
Może trochę florystyki funeralnej? Przykłady ładne i zabawne:
Jeszcze mamy chwilę, zdążycie coś uwić;-p
Temu mchu to bym jednak odpuściła, wydaje mi się, że kreowanie mody na "naturalność" może mu zagrozić.
Tak to.
Nie przywiązuję wagi do tych dekoracji, wolę być wróbelkiem, jesiotrem, wiatrem w krzaku bzu... niż spoczywać pod najpiękniejszym kamieniem, przywiązać do niego bliskich.
Dziś pomarańcze dla Chustki. Śpij dobrze.
Dobranoc i pozdrówka, Megi.
PS. wydawało mi się, że za dużo tych zdjęć... ale... zajrzyjcie do ewy, ta to dopiero poszalała pisząc na ten sam temat!