od początku

czwartek, 4 stycznia 2018

niecodzienność

dobrego roku, oby nie był gorszy!- życzyłam wam rok temu no i sorry, nie sprawdziło się, był.
Był gorszy dla przyrody, o czym nie będę teraz pisać, ileż można się powtarzać- tutaj znajdziecie krótkie podsumowanie, Puszcza Białowieska ukradła show Puszczom: Karpackiej i Bukowej.
W tej ciemności jest tylko jedno światełko- zwykli ludzie zaczynają mieć dość niszczenia drzew, lasów, zaczynają uświadamiać sobie prawa zwierząt. Ciut bardziej to widać niż rok temu, w tym tempie nie zdążymy, ale przynajmniej próbowaliśmy. Zdarzył się taki ważny film jak 'Pokot', wydano sporo książek traktujących o współodczuwaniu z innymi istotami żywymi i jeżeli pan Wohlleben przekonał choć jedną osobę, żeby nie wycinała drzewa na podwórku, to odszczekuję- 'Sekretne życie drzew' to wartościowa książka.

W tym niecodziennym czasie zatrzymania, wymyślania, co by tu teraz, co by tam potem, można pokusić się o podsumowania.
Wolę robić je na przełomie lata i jesieni, po wakacjach, ale to nowe otwarcie bywa tak pracowite, a jednocześnie frustrujące, że nie ma jak myśleć.
Czytam na wielu blogach roczne rachunki i plany i myślę o tym rozbawionym bogu. Ludzie zaklinają rzeczywistość tak, jakby sami byli bogami tej planety.
Ja wiem, że rytuały są potrzebne, nadają sens i rytm.
Ale jednak żyjemy w rzeczywistości.
Gospodarczej, która jaka jest, nie każdy widzi, a najlepiej widać to z bliska, nie na ekranie tv czy wyświetlaczu. Pracujemy coraz więcej, efekty są mniej więcej takie same. Nie dlatego, że mamy więcej doświadczenia i umiejętności. Dlatego, że tak wygląda gospodarka regulowana. Gdyby nie nasi dobrze ustawieni europejscy sąsiedzi- byłoby gorzej już, a tak to dopiero czas jakiś po wyborach (jakich wyborach.)
Nie jesteśmy coraz młodsi i nie mam poczucia bezpieczeństwa, bardzo nie mam. Szczególnie nie miałam go w Wigilię, kiedy TP kiblował w szpitalnej izbie przyjęć (z problemem być może banalnym, ale w święto nie da się tego inaczej ogarnąć, niż zawracając głowę lekarzom na dyżurze, wszystko dzięki ostatniej "reformie". A nie, wróć. Wszystko przez tych chciwych, leniwych lekarzy.)
Społecznej. Nie pamiętam, żeby między ludźmi było tak źle, jak obecnie.
Prof. Marcin Król określił taką sytuację tyranią większości i zgadzam się z nim oraz jego prognozami. W narracji (nie debacie) publicznej rządzi cyniczne, bezwstydne kłamstwo i narzucanie norm moralnych w imię jednostkowych wartości (jestem pewna zresztą, że nie o wartości tu chodzi, one też są kłamstwem).
To wszystko nie bierze się znikąd. Takie są tendencje, wynikające z demografii i deficytu zasobów.
Jednak przykro mi, że tego doświadczam.
Przykro, że granice mojej wolności są naruszane. Podobno wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka- tymczasem katolicy zawłaszczają święa, fajerwerkowcy zawłaszczają sylwestra i to są najbardziej lajtowe przykłady. Respect existence or expect resistence, jak mawiają aktywiści, ale to potrwa.

Tak, wiem, to blog ogrodowy, co w tym robią ogrody?
Są. One zawsze odzwierciedlały otaczającą rzeczywistość, nie przypadkiem poczet książąt i duchownych Italii, francuscy królowie, angielscy ziemianie cieszyli się i chwalili takimi, a nie innymi ogrodami, nie z powietrza wzięły się współczesne trendy.
I będą, bo są naszym Rajem, azylem, ucieczką, zaprzeczeniem, podróżą, celebracją codzienności, działaniem dla zmiany, ćwiczeniem uważności, czasem dla siebie, własną przestrzenią- czyli tym wszystkim, czego tak potrzebujemy.

I co dalej?
Dalej będę robić swoje. Trochę dlatego, że to kocham. Trochę dlatego, że jestem nerdem i nołlajfem, i nie mam nic w zamian.
Będę pisać blog i nie będę ogarniać statów.
Będę kontynuować cykl #klucz do ogrodu i zobaczycie, w końcu przestanie być dziwnie, w końcu się to poskłada w odpowiedź na pytanie- jak zrobić ogród? Owszem, to będzie odpowiedź pokrętna i skomplikowana, ale tak tu już jest, gdzie indziej jest inaczej.
Będę ogarniać fb, bo lubię, i nie będę ogarniać insta, bo to wykracza poza mój level bycia on czy tam in (albo i nie, może właśnie ogarnę?). Zresztą wiecie co? Ci, co naprawdę dobrze radzą sobie w zieleniarskiej robocie, nie mają żadnego fb, insta, pinterestu czy bloga. Po prostu nakurwiają i sprzedają, nie aspirują.
Ten blog wziął się z kaprysu nadawania znaczenia i potrzeby ekspresji, bardzo ludzkiej i powszechnej. Zabawne zresztą jest obserwowanie tendencji- kilka lat temu wielu znudzonych grabieniem blogerów ogro miało nadzieję na współpracę z firmami i jej podporządkowywało swoją aktywność. Kiedy jednak okazało się, że profity mają najczęściej postać sadzonki borówki czy zestawu preparatów do czyszczenia stawku- jaki kontent, taka stawka- wielu deklaruje, że idzie w edukację. Cóż, niech im ziemia lekką będzie, bo nie wiedzą, o czym piszą.
Dawno dawno temu w odległej galaktyce pracowałam w bardzo alternatywnej szkole, gdzie na każdym zebraniu personelu powtarzano mantrycznie: nikt nigdy nikogo niczego nie nauczył. Człowiek zawsze uczy się sam.
Wtedy uważałam to za chwytliwą bzdurę, teraz sama stosuję wobec kursantów ogrodowych- nikogo nie nauczę projektowania, ale daję narzędzia i pokazuję, jak ich użyć. Kurs ogro trwa dziewiąty rok, kilkunasta edycja, mój autorski program (oczywiście zmieniany co nieco) i wiecie co? to nie jest zły kurs. W innych warunkach zrobiłabym go inaczej, wariantowo i blokowo, na pewno chętnie rozszerzyłabym o praktyki, ale stosunek ceny do jakości jest ok.

Czego bym chciała?
A tak tu sobie z wami pobyć, czytacze. Częściej, więcej, w dobrym kontakcie.
Żebyście zadawali pytania, a ja bym miała materiał do myślenia i pisania.
Chciałabym wakacji. Bretania i Szwecja wystarczą na ten rok.
Więcej ogrodów, z tym jednym, wieciektórym, po drodze do B.
Dużo, dużo Roślinnych Spacerów. Zwykle zjadamy na nich jakieś rośliny i ja nie wiem, co my ćpiemy, ale chcę tego więcej, bo to bardzo dobre jest.
Wycieczek i podróżek z TP.

Dziękuję za kolejny rok razem i spodziewam się więcej😜
Podsumowanie sezonu, tzn. urocze foteczki wiosny i lata pojawią się, a na razie- słodka niecodzienność, świętowanie.
***
Cóż to za przedzimie było!
Kwieciste i bezmroźne.
 
 
 
 Nawet ogrodowych donic nie było jak posprzątać!
 
 
Nie było tak słonecznie, jak mogłoby się wydawać. Właściwie w ogóle nie było słonecznie. Za to mokro bardzo, dobrze dla roślin.
Malutkie podróże przez granitowe pogórze.
Zima niby przyszła
ale z bliska w ogóle jej nie widać.
Zresztą już pączkuje nadzieja!
Kaliny wonne w tym roku kwitną słabiutko. Nie dziwne po tak wilgotnym sezonie.
Grudzień to czas miłych spotkań, odwiedziła nas Anonimowa Ania, Gwenaelle, z Psem w Swetrze spędziłam doroczny czas w Ikerze. W takich oto okolicach mieszka obecnie Pies, ale u niej na blogu takich zdjęć nie znajdziecie, bo hrehre- NIE BYŁA.
Cudowne odrzańskie łęgi.
Inkwizycja, obecnie kuchareczka w Letniej Kuchni (bierzcie i zamawiajcie!) w samiutką Wigilię przywiozła prezenty.
Zanim jednak Wigilia nastała, my też kogoś odwiedziliśmy.
Odwiedziliśmy Czerwoną Planetę.
 Jej krajobraz jest dość swojski
 za to ogrody- egzotyczne.
 
Zima nie ujmuje im urody.
Przywieźliśmy stamtąd choinkę. To znaczy świerka kaukaskiego.
Jeżuś zawisł.
I już była Wigilia, a właściwie Vegilia.
 Veganie postarali się niecodziennie, sami ogarnęli wszystko w jedyne trzy dni.
Expectation
vs reality. 1:1
Następnie wybyli na myśliwską pasterkę, takie rzeczy tylko u nas. Ostatnio mocno interesują się myślistwem, bo powody są.
A później to już nie wiadomo, co.
Na oknie wiosna.
 Za oknem prawie też.
 Na stole taka trochę wiosna, trochę zima.
 
I wszędzie te koty
Bambosz
Mrysław
dwaj kolesie
Pónia
Nora
 
Uduś
 
i jeszcze Mrysław
które razem ze swoimi człowiekami życzą wam mimo wszystko- dobrego roku. Oby nie był gorszy.
Pozdrówka, Megi.