od początku

sobota, 23 kwietnia 2016

dbać o ogród.

Jakiś czas temu VegAnka podsunęła mi świetny jej zdaniem tekst Moniki Stasiak "Co to znaczy dbać o ogród". Zanim będzie dostępny tutaj- streszczę.
Narratorka wynajmuje dom z ogrodem, landlady prosi ją o uporządkowanie posesji. Jesienny ogród wygląda pięknie- na kwiatach roślin spontanicznych pracują dzikie zapylacze, przyciągając swoją obecnością ptaki, opadłe owoce wabią motyle. N. wywiązuje się z zadania najlepiej, jak potrafi- kosi trawę kosą, częściowo plewi rabaty (pozostawiając "piękne chwasty"), zakłada kompostownik, buduje recyklingową konstrukcję dla winorośli. Jednak landlady jest zawiedziona- zarzuca N. zaniedbanie mówiąc, że otoczenie domu wygląda, jakby nikt tu nie mieszkał.
Jak to, dziwi się N., a rudzik i inne ptaki, owady i rośliny? Dociera do niej sens polecenia właścicielki- ma wyciąć i wyplewić wszystko do gołej ziemi, pozostawiając tylko posadzone, ogrodowe rośliny. Dopada ja smutek pożegnania, niezgoda na udział w eksterminacji form życia, wspomnienie wszystkich dzikich ogrodów, które zniknęły z jej świata.
"Z każdą pszczołą, gąsienicą, kępą zarośli odchodziła możliwość doświadczania dzikości w moim najbliższym otoczeniu, przenosząc się gdzieś dalej, gdzie trzeba specjalnie się przemieszczać."- pisze. Tam "dalej" też jednak zadowalamy się (my, ludzie) namiastką dzikości, obserwacją, nie uczestnictwem.
Autorka sugeruje, że gdybyśmy mogli doświadczać "dzikości" w bliskim otoczeniu, na co dzień, być może chaos i bogactwo przyrody nie przerażało by nas tak bardzo, potrafilibyśmy dostrzec w nim piękno i harmonię, stalibyśmy się bardziej otwarci i uwolnilibyśmy wyobraźnię, zmysłowość i kreatywność.
"Nie tęsknimy już za bujnością przyrody, bo zapomnieliśmy, jak ona wygląda. Uciekamy z miast tylko po to, by zbudować sobie drugie miasto- tyle że nasze prywatne (...)" i dalej jedzie równo: "Ich podporządkowanie naszej woli pozwala nam choć na chwilę zapomnieć o śmierci, rodząc niebezpieczne w skutkach poczucie oddzielenia i myśl, że to my jesteśmy jej panami."

A jak tam u was, ogrodnicy? Jak sobie z tym radzicie? Pragniecie takiej wieczności, panowania nad światem?
Jak tam u mnie? Przyznam, że różnie. Mam dysonans poznawczy.
Cóż, taka ze mnie ChPD, która lubi sprzątać. Lubię sam proces porządkowania. Sprawia mi satysfakcję.
W ogrodach lubię jednak niedosprzątane, bo to ważne dla tych, dla których ogród jest domem i enklawą. Sprawia mi też satysfakcję sama dysydencja (mówi się tak?), kontestacja i takie tam.
Z drugiej strony- Ledumowe albumy dotyczące pielęgnacji (klik, klik, zbąszyńskie iły) wzbudzają trwożne okrzyki, że to AŻ TAK w tych ogrodach jest.
Jak? jedziemy.
Bukszpany w falach hakonechloi.
Pięknie rosnąca runianka i wiśnie piłkowane 'Amanogawa'.
To jest ogród, którego- jak nietrudno się domyślić- nie projektowaliśmy ani nie urządzaliśmy. Jest przyjemny dla oka, ale na tyle "sterylny", że nie wybacza niedostatków pielęgnacji. Każdy ubytek i "niedoskonałość" w roślinności rzuca się w oczy. Mimo to jego utrzymanie jest łatwe. Cięcie, trawnik, plewienie, wszystko trzyma się w ryzach samo dzięki zastosowaniu dużych grup stabilnych roślin. Ciekawostka: ogród projektowała amatorka i wygląda lepiej niż większość znanych mi ogrodów.
Kilka zdjęć z tegorocznej wiosny
mówi o tym, że w tak urządzonym ogrodzie wizualnie niemal nie różni się ona od lata.
Za dużo kul?
Świerk pospolity 'Cupressina', bardzo lubię takie stożki. Prawda, że JEST RÓŻNICA między nim a tują Smaragd?
Oraz o tym, że ogród korzysta z pożyczonego krajobrazu. Odbieramy go jako harmonijny dzięki kontekstowi- BARDZO urządzona przestrzeń w nieco tylko mniej kontrolowanym otoczeniu.
Na tej plaży opalałam się wczoraj, ale wróćmy do pielęgnacji ogrodu :-)

***
To jest ogród, którego- jak nietrudno się domyślić- nie projektowaliśmy ani nie urządzaliśmy, ale wprowadziliśmy w nim drobne zmiany. Wylewające się poprzez obwódki róże, pstry barwinek większy jako okrywa pod białymi azaliami i pragnia syberyjska jako dywanik pod róże to nasz wkład, dzięki któremu ogród dość wspaniałomyślnie wybacza niedostatki pielęgnacji.
***
To jest ogród, którego nie projektowaliśmy ani nie zakładaliśmy, ale wprowadziliśmy w nim tyle zmian, że jest już "nasz". "Nasze" są w nim róże, większość okrywowych bylin, zioła. Nie powiem, żeby był jakiś bezobsługowy (szczególnie wiosną), ale też nigdy nie wygląda na zaniedbany. I żyje pełnią życia.
***
To są dwa ogródki, zwane czule spacerniakami, które projektowaliśmy i urządzaliśmy, a ich początki opisałam na blogu- pierwszy, drugi (ogródek Na Południu).
Do pierwszego wpadamy tak raz na dwa lata, wiosną, na cięcie. I to chyba cała jego roczna pielęgnacja :-D Jak wrażenia? Ważne spostrzeżenie- zwykle przeceniamy drzewa, które rosną wolniej niż krzewy i robimy przekłamane wizualki, jak ja właśnie. A może nie doceniamy siły wzrostu krzewów i potrzeby ich ogarniania cięciem.
Drugi pielęgnujemy regularnie. Zdjęcia z czasów największych upałów, przy braku podlewania.
***
W każdym razie, tak czy inaczej- trzeba się narobić. Średniej wielkości (800- 1000 mkw) ogród wymaga minimum kilkunastu godzin pracy tygodniowo, tyle samo pierwszy, jak drugi i trzeci.
No to robimy.
Wyrośnięte kępy traw wymagają przycinania nożycami spalinowymi.
Śliwy wiśniowe o dziwnym kształcie trzeba prześwietlić.
Poskracaną kiedyś czereśnię próbujemy uformować od nowa.
Podczas pielęgnacji naprawiamy suchy murek.
Uwaga uwaga- lokowanie produktu. Marka nierozpoznawalna, sponsorowana przez TP. Super wycinak do chwastów. Robi sadzonki stokrotek/mniszków i ładne dziury w sam raz do zasypania kompostem.
Obiecałam kiedyś, że pokażę cięcie hortensji na lepszym tle. Po lewej hortensja ogrodowa przed cięciem, po prawej- po cięciu prześwietlającym (wycięcie starszych pędów nadmiernie zagęszczających krzew, krzyżujących się i pokładających) i sanitarnym (usunięcie martwych pędów). Lepsze tło- cyprysik nutkajski 'Pendula'.
Hortensja bukietowa przed i po. Robię z niej "szkielet", tnąc za parami pączków, unikając tworzenia widełek. Docelowo ma wyrosnąć małe, samonośne drzewko o sztywnym i grubym pniu i gałęziach.
To samo. Cięte z zaniedbanych, nieformowanych krzaków, więc wyszło jak wyszło, do poprawy w kolejnych sezonach.
Też bukietówka przed i po.
Początek odtwarzania naturalnego pokroju klona palmowego formowanego na kulę. Tadam.
To samo z kaliną japońską. Dlaczego ludzie to robią?
W bonusie odwiedzane ogrody oferują cudne widoki.
Zdjęcia robione w ciągu ok. 3 tygodni.
Właśnie takie hiacynty lubię, o luźnych, skąpych gronach, wycofane.
Kalina bodnantska.
Zeszłoroczna rusałka.
Magnolia- gwiaździsta?
Śnieżniki.
Zawilce- greckie?
Biała bergenia <3
Żagwin- raczej nie sadzę, bo krótkowieczny. Ale piękny.
Sasanki- urzekające.
I jednak zawsze- ktoś w nich żyje.
Ropucha szara.
Kumak nizinny.
No tak. A co jeśli
nie chcemy poświęcać tych godzin na ogarnianie ogrodu? 
Wiadomo :-) (zbąszyńskie iły).
Ale jednak jeśli?
W następnym wpisie. Mam nadzieję, że w kwietniu ;-p
Pozdrówka, Megi.