od początku

środa, 19 listopada 2014

Co Megi odkryła po drugiej stronie ogrodu.

(haaa
był trailer, teraz będzie post;-)
co suspens, to suspens
może ja już zawsze tak będę) 
Czytam te wasze blogi i czytam, już od czterech lat prawie czytam.
Wszystko płynie, ludzie wyjeżdżają za granicę i wracają, budują domy, wchodzą w związki, umierają, rodzą im się dzieci i wnuki, przeprowadzają się, piszą książki, wystawiają zdjęcia, próbują kolejnego przepisu na nalewkę, chodzą na kursy i terapie.
Wydaje mi się, że na tle tego wiru tylko w Moherii nie zmienia się nic.
A może. A może jednak.

Temu piszę, także, aby mieć wgląd. Jak było, jak jest.
I jakoś tak widzę, że przez lata te- ogródki przestały mnie rajcować.
W pewnym sensie.
Czy to ważne takie, co tam rośnie i jak, i że jedno nie rośnie, a drugie nie kwitnie, to wymaga oprysku, a tamto nawozu.
Czy to takie ważne, że mam to i tamto, i jak w ogrodzie botanicznym mam.
Nie dla mnie.
(wiem, że niepolityczne jest
pisać takie coś na blogu poniekąd zawodowym
ale i tak wejdzie on do encyklopedii
jako jedyny w swoim rodzaju przykład marketingu ekshibicjonistycznego. Czy jakoś tak.
Chociaż postów o martwych kotach nie zdzierżyło dwóch lajkerów.)

Kiedy odwrócisz się tyłem do ogrodu- widzisz Krajobraz.
O niego tu chodzi, on jest ważny.
Po pierwsze- nie szkodzić. Nie zepsuć.
Może i tego Krajobrazu wystarczy do końca mojego życia, ale na życie VegAnki już nie. Jeżeli będziemy go psuć w równym tempie.
A będziemy.

Z racji wykonywanego zawodu ostatnio często bywamy w Krainie Wód.
Krajobraz jest tam przepiękny.
 Taki prosty, cudowny i zwykły, zrobiony z dębów, buków, olch i brzóz, sosen, trzcinników i nawłoci, wody i piasku.
(swoją drogą ciekawe jest, jak szybko przyswoiliśmy zmiany. Ćwierć wieku temu pola nie zarastały romatyczną brzeziną, nawłoć nie była popularna, a łąki były związane z obecnością krów, a nie z dopłatami. Dekadencki ten Krajobraz.)
Wsie niemal nietknięte syfilizacją, harmonia pól i obejść.
W tym Krajobrazie leży Rogata Owczarnia, a i my mamy tam swoją Łąkę, na której chciałabym/chcę* zamieszkać.
Część Krajobrazu jest rezerwatem, i dzieją się tam niesamowite rzeczy.
Diskawer normalnie.
Maurycy z Matrycy** przeprasza stokrotnie za swą nieustającą obecność, ale przecież muszę wam pokazać czaple siwe i białe, mewy, kaczki i jakieś siewkowate na opróżnionym z wody stawie Grabownica. Żurawie odzywały się w tle.
No to czaple, pierzaste dinozaury.
  Siewkowce.
Błoto.
  Na skraju błota- makrokosmos, taniec mew i bielików.
 Nie wszystko jest rezerwatem  ni parkiem, niestety.
Krajobraz jest dzielony na działki, cóż z tego, że duże, "siedliskowe", masakrowany granicami, płotami, tujami i budynkami w stylu wanny z kolumnadą stawianymi arogancko na szczytach piaskowych pagórków.
Jak wszędzie.
Nie mam przekonania do projektu, który realizujemy, niemojego.
Jest niedopasowany do miejsca, działa przeciw Krajobrazowi i Przyrodzie. Nie pasuje do ludzi, dla których jest zrobiony.
Nie da się go zmienić ani zaniechać.
Nie spodziewam się niczego dobrego.
Jednak dał mi do myślenia- że nie chcę więcej tak robić. Nie przemawiają do mnie argumenty, że "i tak", "bo wszyscy" czy "to oni będą tam mieszkać".
Nie mam zamiaru być przeciw Krajobrazowi. Po to robię we własnej fabryce, żeby było po mojemu.
Chcę prostymi środkami tworzyć proste obrazy, małe krajobrazy, bez pretensji i bez czkawki. Nawet najmniejsze ogrody są częścią natury, są ważne jako część siedlisk i korytarzy ekologicznych.
Po pierwsze- nie szkodzić.
To ten. Następnym razem.
Pozdrówka, Megi.
Fotki robiłam w ciągu całego października, w te okrutnie krótkie dni pod niewzuszonym słońcem. Ta jesień jest jak koniec świata.
###################################################################

*- chcę lub chciałabym- zależy, czy uwolnię się od snów z martwymi kotami w żółtych liściach i zacznę w ogóle wychodzić z domu. Jest słabo. Ale Puszek przychodzi też w snach, w których podaje mi rudą łapkę przez niebieskie pręty ogrodzenia.
**- MzM to określenie VegAnki dot. Syfa na Obiektywie. Podkreślam, bo będzie się fochać;-)