od początku

sobota, 24 września 2016

porozmawiajmy o roślinach

Skopiowałam sobie do brudnopisu trochę takich.

Z dyskusji o trawach ozdobnych:
- mietlica jest śliczna ale jeszcze nikt nigdy nie chciał jej w ogrodzie (szkółkarz z trawiastej szkółki)
- bo ludzie często traktują ogród jako zbiór rabat, a nie jako część krajobrazu (jankosia)
- "nikt nie chciał" to raczej wyraz ubolewania i smutku

Z bloga ogrodowego:
donice z nasadzeniami z cisa

Z komentarzy pod postem Magdy, na pytanie "czy widzieliście jarzmianki na dziko" odpowiada leloop (mam nadzieję, że rozmówczynie nie wezmą mi za złe cytacji konwersacji na niniejszym blogasku):
- No nie widzielismy :D kolejne z serii "cudze chwalicie"
- Może raczej "cały czas się uczymy" .... (Magda)
- dyplomatycznie rzecz ujmując, tak :D
- ha, ha, ja ciągle doczytuję i doczytuję i wtedy widzę wokół pomijane niegdyś roślinki :), a przecież były zawsze tylko... wtapiały się w tło... 
- osobista głębia ostrości, jak się ja już wyreguluje to nagle widzimy wszystkie szczegóły. Przerabiałam to na studiach (datowanie obiektów po detalach i ornamentach) i tego lata z Małgorzata ;)
(Małgorzata: lubię to)

Lubię rośliny. Zapewne jak większość ludzi, którzy o nich piszą, większość ogrodników, pejzażystów, amatorów, działkowców (tylko czemu służy ta przewijająca się od dłuższego czasu w sieci wartościująca klasyfikacja, w którą, jak już wytykałam, wplątani są także artyści i  masturbacja przymiotnikami?)
Pisałam kiedyś, że najważniejszy jest krajobraz, że odkryłam go po drugiej stronie ogrodu.
I wciąż jest niezwykle ważny, co dostrzegam szczególnie po kilku godzinach podróży, kiedy z rozedrganej Małopolski, w której wciąż trzeba czegoś "nie widzieć", z ulgą oddycham łagodnością i nudną przestrzenią mojego dolnośląskiego hajmatu.
(a w Szwecji to już w ogóle. W Szwecji mogę patrzeć na wszystko i kadrować swobodnie, dlatego tak lubię tam być. Dlatego też.)
Dzisiejszy wpis ilustrują krajobrazy i roślinność Ziemi Kłodzkiej. W kwestii Maurycych nic się nie zmieniło, powracają od lat.
Okolice Gniewoszowa.
Dzika Orlica, graniczna rzeka.
Duszniki Zdrój.
Okolice Szalejowa. Właśnie TO mam na myśli, pisząc o zwykłej łagodności mojej krainy.
W pewnym momencie zwróciłam uwagę (znaczy pisemnie zwróciłam, bo sprawa jest tak podstawowa, że oczywista) na bioróżnorodność, ważną dla ekosystemów, w tym ogrodów. I na to, by czerpać z natury.

Teraz będzie etiuda, kolejna pochwała bioróżnorodności. Mógłby to być osobny post w stylu "pokażę, co widziałam", ale nie ma tak szybko do brzegu.

Małe Królestwo
leży na skraju Państwa Zrębu Zupełnego
i jest w nim prawie jak w Królestwie Szwecji.
Okolice Uniemyśla.
Tak, to tylko niewielka młaka w dolince potoku, z białymi płatami przesuszonych torfowców, zielonymi poduchami płonnika, miękkimi jak cienie w zagłębieniach jego kęp. Ruda od wełnianki, czerwona rosiczką, świetlista blaskiem przedzachodu, zmęczona upalnym końcem lata. Kawałek bioróżnorodności, fragment krajobrazu, siedlisko roślin. Aż tyle.
Znaleźliśmy się tam w odpowiedniej chwili. Bycie w takim miejscu to dość intymne zajęcie i wyuzdana zabawa dla znudzonych turystów z pierwszego świata. Wciąż jednak stać nas na entuzjazm i czułość.
Magia jest w oku patrzącego, w tym przypadku w oczach, bo zdjęcia TP i moje.
I tylko dlatego są tu te wszystkie zdjęcia (piszę to, bo miewam takich "czytelników", jak TP, którzy mają na wszystko jeden komentarz- "za dużo zdjęć" ;-)), bo są one ilustracją zachwytu.
Natomiast Królestwo to wg VegAnki marny film.

Z tą samą czułością, co krajobraz i przejawy bioróżnorodności, traktuję rośliny. Ktoś napisał, że moje zdjęcia roślin to portrety istot. I tym są dla mnie. Traktuje się ja jako tło, tworzywo (cytowane nasadzenia z cisa, fraza kompletnie bez refleksji), surowiec, ale to stworzenia.
Poszukiwacze Roślin nawrócili mnie na "zwykłe rośliny", o których mowa w przywołanej na początku rozmowie. Wiele z nich było dla mnie tak zwykłych, że nie miałam potrzeby znać ich nazw, te rzadkie to co innego!
Szukałam i spotkałam ludzi, którzy nie czynią różnicy, dla których każda roślina warta jest uwagi i nazwania. Bardzo odświeżające doświadczenie, kalibrujące osobistą głębię ostrości.

Emilia zbiera zwykły przywrotnik pasterski.
Zwykła roślina- ostrożeń lancetowaty.
Ten oset jest tak zwykły, że nie sprawdziłam jego nazwy gatunkowej :-( 
Świetlik, chyba łąkowy.
Dzwonek okrągłolistny (chyba).
No i co? Świerzbnica polna, prawda? tylko trochę zaburzona :-)
Podbiałek alpejski. Rzadszy, górski, to nie mam wątpliwości ;-)
Jednak jako roślinny koneser mocno jaram się tymi rzadkimi, to zupełnie co innego zobaczyć je w naturze, niż w ogrodzie. Tak jak działkowcy mają zajawkę na ciekawe odmiany, tak ja szukam dzikich roślin. Tak jak istnieje turystyka ogrodowa, istnieje też botaniczna. Oto lans z goryczuszką, goryczuszka trip.
Rezerwat goryczuszki czeskiej, podobno endemitu Masywu Czeskiego (ale przy dzisiejszej systematyce nic nie wiadomo).
Ładne, nie? Okazuje się, że nie tylko wykaszanie łąk jest ważne, także wzruszanie gleby kopytkami ma znaczenie :-D 
Goryczuszki poznaczone, powiązane niteczkami. A po drugiej, polskiej stronie drogi (gdzie też mogłyby rosnąć)- niewykoszone ziołorośla.
Wzruszająco orzęsione przykoronki :-)
Jest też biała :-)
Oprócz goryczuszki w rezerwacie rośnie rzadki chaber perukowy.
No i jeszcze przecież zimowity.
Kiedyś rosły licznie na łące pół kilometra od mojego domu (tej łące, której już nie ma), wydawało mi się więc, że to pospolite rośliny.
Tymczasem wcale nie- występują głównie na południu Polski, na niezbyt kwaśnych glebach, a liczba stanowisk i liczebność roślin maleją. Pewnie przez wykaszanie w złych terminach :-( albo zarastanie łąk, albo ich zaorywanie... w każdym razie spotkaliśmy go na poboczu i w rowie, tylko tyle miał miejsca między drogą a polem.
Tak to jest z tymi roślinami. Lubię je i uwielbiam w naturze, są ważne same w sobie i ważne dla mnie osobiście. Są według mnie głównym tworzywem ogrodów- słabo poddającym się kontroli, zmiennym w czasie, często nieprzewidywalnym, kruchym i nietrwałym. Także za to je lubię.
Nie znaczy to, że są w ogrodach najważniejsze. Najważniejszy jest krajobraz, a ludzie często traktują ogród jako zbiór rabat, jak napisała jankosia.
Kolejną istotną rzeczą tworzącą ogród jest nastrój. Taki jak ten, który kawałek świerczyny zmienia w Małe Królestwo. Projektant ogrodu jest reżyserem tego nastroju, a nie prostym ogarniaczem przestrzeni, wstawiającym w nią klocki, jak w jakiejś kuchni.
Kreowanie nastroju jest dużo łatwiejsze w krajobrazie, który się zgadza. Nie jest regułą, że zgadza się w ogrodach i ich okolicach, stąd chyba bierze się dominujące wrażenie porażki w licznych ogrodowych założeniach.
O roślinach, które są ważne w ogrodach, będzie następny post :-) bo jakoś za dużo tu się narobiło i nie wiem, czy Anonimowa Ania pozwoli mi zacytować kawałek swojego felietonu. Ten, który nadaje się do cytowania :-D
Bo wiecie, problem jest głębszy ;-) z tymi roślinami i ogrodami. I, żeby było jasne- to nie jest polemika. Nie ma sensu czytać, komentować, zastanawiać się nad słabymi tekstami. Tzw. blogosfera ogrodnicza, od której się jednak dystansuję, żyje w swoim świecie i każdy jej uczestnik uważa, że nadaje z centrum wszechrzeczy (mam na myśli tę część blogosfery, która aspiruje do poprawy planów sprzedażowych za pomocą bloga). Monty by się uśmiał. Tylko że pytania o ogród naszych czasów i trendy wiszą w powietrzu. Nie mówię, że potrafię na nie odpowiedzieć, ale szukam odpowiedzi. Wrzucam w morze listy w butelkach, jeden kopnie, inny przeczyta, złoży i schowa do kieszeni koszuli na piersi.
To nie jest misja, to jest droga.
To co, do zobaczenia we wrześniu?
Pozdrówka, Megi.