od początku

poniedziałek, 28 listopada 2016

czytelnik pisze, czytelnicy odpowiadają

Dawno dawno temu, gdy byłam Małą Megi, lubiłam przerabiać.
Mentalnie, bo na przerabianie faktyczne nie było środków i innych możliwości.
Na przykład tak.
W Moherii była kotłownia, taka na koty (te bezdomne, które u nas znajdowały dom najczęściej właśnie przez wtargnięcie przez uchylone okienko kot-łowni, ulungnięcie się i zasiedlenie miljonem świeżutkich kociaczków- w Schronie chyba nie kastrowano wtedy, a sterylka aborcyjna to było w tych pogańskich czasach brońpanieborze) i na wyngiel.
Czarna jak kopalnia kotłownia, pomieszczenie krwi (od szlachtowanych indyków, inna historia), łez (od biednych kotów, inne historie...) i potu (od wyngla, który trzeba było przez okienko załadować, a później dorzucać do pieca), była mentalną Tajemną Komnatą.
(Czy Tajemna Komnata funkcjonuje w każdym domu? Też tak macie, jak to pytają na forach? W moich snach wciąż pojawia się ten pokój, wiecznie zamknięty lub bez drzwi, obrośnięty domem, pałacem w starym parku, gospodarstwem, wciąż ten sam. Znajdę ją?)
I było wiadomo, że kiedyś w przyszłości wyngiel, czyli koks, zostanie zastąpiony przez Gaz. Kotłowania była więc przedmiotem moich planów i zakusów, jak to ubiorę ją w biel ścian, starą maszynę do szycia, zazdrostki w niebiesko- białą kratkę vichy, pomalowane butelki, odnowiony kredens i odtapicerowane meble. Wszystko DIY i z odzysku, bo umiem w to.
Mniej więcej w 1976 się to w mojej głowie działo, sądząc po znalezionej właśnie Burdzie, będącej moją inspiracją.
Oczywiście plan nie wypalił- za czasów Gazu kotłownia została gabinetem, inaczej kanciapą TP, miejscem, do którego strach wejść. Dla kotów nadal Tajemną Komnatą.

Odkryłam to za pomocą kotłowni i nic już nie było jak przedtem. Pokoje koleżanek, ulice, klatki schodowe, ogródki znajomych rodziców, stylówy ludzi w tramwaju- wszystko stało się materią snutych przed snem fantazji o transformacji.
I, powiem wam, nie bardzo mi przeszło.

Najbardziej lubię takie zadania- przerobić coś na coś innego, najlepiej skromnymi i prostymi środkami, bez wywalania wszystkiego w kosmos. Gołe pole to żadne wyzwanie, zarośnięty Tajemniczy Ogród- jak najbardziej.
Mam nadzieję, że przynajmniej niektórzy z was odnajdują się w czymś takim lub zechcą się pobawić i odkryć w sobie Zmieniacza Rzeczywistości. Potraktujcie poniższe jak zabawę i wyzwanie.

Czytelnik bloga, nazwijmy go M z W (jak Wielkopolska), napisał (to abstrakt, a nie cytat):

"Czy nie zechciałaby Pani podzielić się paroma uwagami?
Koncepcja ogrodu nie zyskała aprobaty i w następnym roku prawie wszystko będzie usunięte.
Ma zostać winobluszcz  i bluszcze na ścianie i murach, szczepiony wiąz górski 'Camperdownii', szczepiony modrzew japoński 'Diana', szczepiona brzoza 'Youngii', zwykły świerk oraz mało widoczne jeszcze dwa lilaki węgierskie i może kalina koralowa, cis 'Hicksii', świerk 'Nidiformis' i kilka żurawek.
Zmiany będą dlatego, że ogólnie wszystko "do siebie nie pasuje". 
Ogródek był zrobiony bez pomocy fachowca, były też liczne zmiany koncepcji w trakcie- parę rzeczy wypadło, dużo więcej doszło, stąd jest zbyt napchany i trochę taki misz masz.
Myślałem, że gęste posadzenie spowoduje, że to się poprzerasta, będzie rosło, choć wolniej, ale np.
dereń biały 'Elegantissima' koło świerka rośnie baardzo słabo. Świerk nie daje mu szans.
Jest koncepcja, aby zrobić tu wrzosy? bluszcz na ziemi, tak aby było zielono, okrywowo i bezobsługowo. Pierwotnie był to taki ogródeczek, teraz ma być bardziej szykownie, pod wiąz, modrzew, który urósł, pod bluszcze i winobluszcz na ścianach, pod duży świerk. Dywan z bylin na dole spotkał się z krytyką, że jest zbyt naturalistyczny- "jak w lesie czy na polu, w ogrodzie ma być wszystko poukładane". Muszą być żurawki. Nie może być trawnika.
Rośliny do usunięcia: laurowiśnia 2 szt., berberys 'Green Carpet' 2 szt., tawuła japońska 'Goldmound' 2 szt., tawuła japońska 'Walbuma' ('Magic Carpet') 1 szt., pęcherznica kalinolistna 1 szt., berberys Thunberga 'Aurea' 1 szt., forsycja 1 szt., byliny (ponieważ przerosły podagrycznikiem, mi on się nawet podoba, oraz jasnotą, też mi się podoba). Jest tego tam dużo: czyściec wełnisty, gipsówka, fiołki, bodziszki, jasnota, mlecze ;), orliki, stokrotki, marzanka, żywokost, jeżówki itp.
Niepotrzebny był tułacz pstry i dzwonek, bo szybko schną, rady nie dała pragnia.
Rośliny do przesadzenia: kłokoczka 1 szt.
Teren jest suchy i mimo otaczających murów przez większość dnia słoneczny, oświetlony głównie od zachodu."
1- wiąz 'Camperdownii', 2- brzoza 'Youngii', 3- modrzew 'Diane', 4- świerk pospolity, 5- berberys 'Green Carpet'
6- tawuła japońska, 7- laurowiśnia

8- pęcherznica (?)
9- pęcherznica 'Luteus', 10- tawuła japońska
12- cis pośredni 'Hicksii'
13- dereń biały 'Elegantissima'

Uzupełniam ważne informacje:
- mam zgodę na publikację zdjęć, zrobionych przez właściciela ogródka (dodałam grafikę, nie jestem pewna, czy wszystko prawidłowo podpisałam),
- M z W nie jest właścicielem ogródka ani nie zrobił go za pieniądze,
- ja tego ogródka nie projektuję ani nie urządzam, więc nie chodzi o pieniądze,
- nie trzeba trzymać się wskazań co do roślin (co ma zostać, co przesadzić, co wysadzić) ani w ogóle "wskazań klienta",
- właściciel nie chce dosadzać nowych drzew i krzewów, tylko wykorzystać istniejące, ale nie ma powodu się do tego stosować, jeżeli wprowadzenie nowych roślin będzie uzasadnione,
- przeczytałam między wierszami, że sprawa jest ważna dla M, który uważa, że wasze komentarze będą pomocne, ciekawe i kształcące.

Zabawa polega na tym, żeby coś zmienić. Można zmienić wiele, można nie zmieniać nic. Można wszystko- trzeba tylko, jak powiedziała Anonimowa Ania, wiedzieć, po co się to robi.
Można powyższe potraktować jako mini kursik, etiudę projektową- oczywiście odniosę się do komentarzy.
W ciągu tygodnia wyedytuję wpis i napiszę, co ja bym zmieniła (co już napisałam M i co, po wymianie kolejnych maili, przyszło mi do głowy). W imieniu M proszę o merytoryczne komentarze :-)
Pomożecie?
Pozdrówka, Megi.



poniedziałek, 21 listopada 2016

kserotermy jesienne

Poszukiwacze, porzuceni przez Avalończyków nad bezptasim i lustrzanym jeziorem, zastanawiali się przez chwilę- dzień wczesny i piękny, do domu 280 km.
Koniec października? nie wydaje mi się.
Nie wiem. Ale ładne.
A to wiem- paprotka zwyczajna.
Padło na Owczary- Stację Terenową Klubu Przyrodników, Muzeum Łąki i takie tam atrakcje.
Muzeum było zamknięte.
 Ale.
Budynki gospodarcze, zagrody i pasterskie zwierzątka mają swoje przeznaczenie- w Owczarach hoduje się owce (wrzosówki), których zadaniem jest obsługa muraw kserotermicznych. Więc na murawy.

Murawy to nieleśne zbiorowiska roślinne, wykształcone na podłożu suchym i ubogim (murawy kserotemiczne, napiaskowe, naskalne), zasolonym (solniskowe), bogatym w jony metali ciężkich (galmanowe).
Murawy kserotermiczne występują najczęściej na ciepłych zboczach (pagórków, dolin rzecznych, wąwozów), na przepuszczalnej glebie o odczynie zasadowym. Powstały po ustąpieniu lodowca, jako wczesny etap sukcesji. Współcześnie tworzą się na osuwiskach gruntu lub piargach- wtedy są zbiorowiskiem trwałym. Częściej jednak powstawały na terenach odlesionych i użytkowanych przez ludzi (wypalanie, wypas, wykaszanie) i wskutek sukcesji ekologicznej stopniowo zarastają krzewami i drzewami.
W składzie muraw kserotermicznych dominują krzewy i zioła, przystosowane do okresowo niekorzystnych warunków (susza, wysoka temperatura latem).
Więcej tu i tu, a tu wyszukiwarka muraw.
Przepiękne widoki, otwarte, moje ulubione.
Zawciąg nadmorski.
I krwawnik.
Widać, o co chodzi z tymi murawami, prawda? Stroma krawędź doliny Odry, tej płaskiej w oddali, i wąwozy wyrzeźbione przez lodowiec i wodę.
Swoją drogą- jaka piękna jesień. Pociemniałe złoto, zszarzała purpura, zgaszony szmaragd rzepaku. I jaki piękny dzień.
Murawy tego terenu należą głównie do muraw ostnicowych, tworzonych przez trawy kępowe (ostnica Jana, włosowata, powabna- wszystkie bardzo rzadkie i chronione- szczotlicha siwa). Darń jest mało zwarta, roślinność stosunkowo niska. Trawom towarzyszą m. in. wilczomlecz sosnka, goździk kartuzek, chaber nadreński, mikołajek polny, pajęcznica liliowata, macierzanka piaskowa. Pozostałości tych roślin były widoczne, o innych, jak dzwonek syberyjski i boloński, driakiew wonna, ostrołódka kosmata, wężymord stepowy, zaraza wielka, szałwia łąkowa, mogliśmy tylko poczytać.
Warunki bywają tu naprawdę ekstremalne: woda opadowa szybko spływa po stokach i przesiąka w głąb piaszczystej gleby, temperatura w słoneczny dzień dochodzi do 70 stopni C, podłoże często jest niestabilne.
Mało zwarta murawa :-)
Ostnica, ale która? W terenie łatwo było odróżnić Jana (bardzo wąskie, zielone liście) od włosowatej (liście szersze, siwe, sztywne), na zdjęciu niekoniecznie.
To chyba moje pierwsze ostnice nieogrodowe ;-)
Nadreński.
Sosnka.
Mikołajek polny- wiedzieliście, że jest "biegaczem stepowym"?
Zarastanie jest wpisane w los muraw. Zaprzestanie wypasu powoduje ekspansję trzcinnika, jeżyn, głogu, dzikiej róży, tarniny, robinii.
 Bardzo pyszne to zarastanie :-)
Klub Przyrodników, którego działalność szczerze podziwiam, wykupił kilkanaście hektarów gruntów (kolejne kilkanaście jest użytkiem ekologicznym) i stworzył ostoję przyrody, jeden z niewielu w naszym kraju "niepaństwowych rezerwatów". Pisze o prowadzonej w niej ochronie czynnej:
"Obecnie, aby zachować niewątpliwe walory muraw, konieczne jest prowadzenie czynnej ochrony. Dlatego od początku istnienia Stacji wprowadziliśmy tu wypas zwierząt. Hodujemy owce rasy wrzosówka, koniki polskie i kozy. Zwierzęta te nie są przypadkowo wybrane. Owca wrzosówka i konik polski, to stare, rodzime rasy, doskonale przystosowane do naszych warunków klimatycznych, niezbyt wymagające żywieniowo i stosunkowo odporne na choroby. Wrzosówki są dodatkowo zwierzętami małymi, zwinnymi, świetnie radzącymi sobie w terenie pagórkowatym jakim są krawędzie doliny rzecznej. Ochrona muraw w postaci niemal codziennego (od wiosny do jesieni) wypasu zwierząt wspomagana jest dodatkowo przez akcje wycinki zakrzewień i zadrzewień."
Pamiętam, że kilkakrotnie podawałam na tych łamach w wątpliwość sens ochrony czynnej, będącej utrzymywaniem skansenu wbrew realiom i być może pilniejszym potrzebom, często też wbrew naturalnym procesom przyrodniczym (patrz Puszcza Białowieska). I pewnie jeszcze nie raz będę wątpić, co nie zmienia faktu, że podziwiam ;-)
Powyżej muraw łąka i taka sytuacja.
Czyli dzień niezupełnie stracony pod kątem ptaków ;-)
Zbierać kanie z czyjejś łąki trochę nie bałdzo, ale pan, który podjechał samochodem, napakował pół bagażnika, przeparkował, dopakował, pojechał.
Zjawili się pracownicy Stacji (otworzą muzeum!), zebrali po koszu.
To i my. Po torebce.
I jeszcze sporo zostało na zarodnikowanie.
Wspominałam, że to był piękny dzień?
Ruiny zamku w Owczarach.
Przy Stacji Terenowej oprócz Muzeum Łąki powstał ogródek botaniczny prezentujący rośliny różnych typów łąk, ogródek chwastów, szkółka i sad ze starymi odmianami drzew owocowych (wyszukiwane w okolicznych opuszczonych sadach, oznaczane i szczepione). Są noclegi, sklepik stacjonarny i internetowy, biblioteka- Boćka można poczytać w sieci- wypożyczalnia sprzętu terenowego (np. lornetki). Pracownicy prowadzą zajęcia edu i imprezy (Letnie i Wiosenne Spotkania z Łąką, Spotkanie z Sadem).
No to jedziemy. Zdecydowanie na przełomie maja i czerwca, kiedy kłoszą się ostnice i kwitną szałwie i zarazy. Robić zajęcia o roślinkach i krajobrazie, a z pomocą terenowców pewnie i inne.
Można nabyć chwasty, a także rośliny odpowiednie do Kącika Bioróżnorodności w ogrodzie. Także wysyłkowo.
Można nabyć herbatkę o fajnym składzie, ale to nie jest propozycja dla Poszukiwaczy :-D 
Jabłka bezimienne,
imienne
i zasłoikowane.
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że niewiele rzeczy wyciągnęłoby mnie z ciepłej chaty u progu listopada tak skutecznie jak Poszukiwacze i Avalończycy (tak, weekend był piękny, słoneczny i intensywny, ale powrót w ciemnościach na skraju przytomności).
Niewiele rzeczy skłoniłoby mnie do wyjścia z domu po mało spanej nocy i zajęciach na kursie ogrodowym, przed porannymi zajęciami, z wyjątkiem Nocy w Skarpetkach (degustacyjno- dyskusyjna afterka po warsztatach Herbiness).
Kiedyś.
Bo blogerstwo swoją drogą, ale spotkanie roślinnych świrów- to dopiero jest magia internetu.
Pewnie się powtarzam, pewnie już pisałam, że za każdym razem wznosimy okrzyki na własną cześć- jak to dobrze, że mamy swoje miejsce w czasoprzestrzeni, niezależne od tego, po co nam te rośliny, ile mamy lat i jak bardzo nieproduktywnie spędzamy czas!
Do tej pory każdy, kogo zaciągnęłam na Roślinne Spacery, czuł się zachwycony (chociaż zwykle się martwię, że mogą być zbyt niszowe i sekciarskie), więc chyba magia ziół działa też na innych.
Zresztą niech ich fotki (wybaczą, że nie zapytałam o zgodę na publikację?) będą ilustracją.
Noc w Skarpetkach. Na większe grono nie pozwoliła tylko pojemność lokalu.
Lans na ornito nad Bukówką- rzeczywistość przetworzona przez Marka Cieślika.
Tak, bo to zmienia świat. Zadzieram głowę, liczę ptaki na niebie. Skanuję pobocze, liczę gatunki roślin.
To następnym razem już będzie ogródkowo :-)
Pozdrówka, Megi.