od początku

niedziela, 1 lutego 2015

ogródek spontaniczny, wpis optymistyczny

Wszyscy tęsknimy za zielenią i słońcem, och, jak tęsknimy.
Mam coś na to. Należy się.
Pewnego dnia w południowej Szwecji
wałęsając się po terenie
natknęliśmy się na taki przepiękny ogródek.
W okolicy stał tylko jeden dom
 i jedna szopa.
A ogródek to żaden ogródek, tylko rumowisko płyt czerwonego wapienia ortocerasowego w miejscu, gdzie ktoś go kiedyś pozyskiwał.
Te płaskie płyty przypadkiem ułożone tak pięknie.
 Z niespodziankami takimi.
(to belemnity są, ich skamieniałe rostra. Wiem, komu się spodobają. Belemnit wyglądał tak:

 a ściągnąwszy powyższe nie umię podać źródła, bo pochodzi z jakiejś drugiej internetowej ręki)

Porośnięte tak pięknie.
(brodawnik)
Wody tak wiele.
(na nieprzepuszczalnym podłożu)
(traszka i ważka)
Rośliny takie zwykłe.
(jarząb szwedzki)
(jeżówka gałęzista)
Słońca tyle.
 Szczęścia tyle.

Właściwie co to ja chciałam powiedzieć.
Zaczęłam pisać przedwczoraj, jak Kropek był zgubiony, a ja chciałam się pocieszyć ładnymi krajobrazami.
Dzisiaj Kropek jest odnaleziony (a co się stało- w komciach pod poprzednim postem), może ucieszę kogoś, kto jest smutny.

Pisałam sobie terapeutycznie. Bo, chociaż w różnych głupich testach wychodzi, że jestem błyskawicą, a w poprzednim życiu byłam wojownikiem, chociaż często słyszę, że mam tyle powera, to- tak nie do końca.
Po prostu lata praktyki w zmaganiu się;-)

Dalej- ten ogródek to żaden ogródek, a jednak ogródek. Kamienie, woda i rośliny poukładały się w zamysł. Chciałoby się powiedzieć, że nie ma przypadków;-)
Albo że szczęście jest proste i bliskie, takie tam oczywistości.

Chciałabym budować takie zwykłe, słoneczne ogródki szczęścia, i sobie tam być.
I, jasna sprawa, być też wszędzie i zupełnie gdzie indziej, jak to gwałtowne zjawisko atmosferyczne.
Pozdrówka, Megi.