od początku

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzime krzewy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzime krzewy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 listopada 2015

melancholia z domieszką purpury

Pisałam, że dużo się dzieje?
Pozbierałam się po tygodniu w R (ta jesień złocista i mglista pojawi się tu nieuchronnie) i kolejnym tygodniu ciężkich robót. Szczęśliwie kończył się on odwiedzinami Kasi- leloop i Roślinnym Spacerem na jej cześć.

W terenie mi nieznanym, rezerwat Łacha Jelcz pamiętam sprzed ćwierćwiecza. Dojechać łatwo, ale spacer zobowiązuje- poszukiwanie informacji, czy DA SIĘ przejść polami lasami nad Odrą, oparło się o samego sołtysa Ratowic.
Da się :-)
Piękna trasa między polami a zaroślami na aluwiach, jakby ktoś chciał sobie sam:
tak z 5 km i nie powiem, ile nam to zajęło :-D
Wadą jest to, że trzeba wrócić tą samą drogą lub szosą.

Lecz zanim się wróci, takie widoki- wbrew temu, że mgliste i smętne, pod niebem jak niewyżęta szmata- podnoszą na duchu.
(wiem, że mam strasznie brudny obiektyw i matrycę, nie wiem, skąd biora się te liczne Mauryce.
Przykro mi, że tak jest, gdyby dało się wysłać BMI do czyszczenia mailem/sową/gouembiem, to by już było zrobione, a tak to nie. Łudzę się, że na telefonach oglądacie.)

Za starorzeczami płynie Odra, Oder, magiczna rzeka, spowalniająca życie i rzeczy w swojej bliskiej obecności.

(łączeń baldaszkowaty)
 Ma w sobie coś z Amazonki i coś z holenderskiego malarstwa.
Nad wodą oczywiście- ptaki i niespodziewanie, w środku dnia, licznie- nietoperze.
(to gąsi, nie klucz nietoperzy)
Mogłoby się wydawać, że poczynają sobie tak śmiało w obliczu nadchodzącego halołina, ale VegAnka uświadomiła mi, że:
- przed zimową hibernacją muszą się nafutrować dobrze,
- owady o tej porze roku są aktywne tylko w środku dnia, nie zimnym wieczorem,
- to pora nietoperzowej rui.

Melancholia nasilała się wraz ze skraplaniem chmur.
Nuta purpury pojawiła się za sprawą trzmielin.
W pewnym stopniu jeżyny i derenie świdwa były za nią odpowiedzialne.
Poza tym.
Rośliny- były. Część w stanie ekscytująco utrudniającym rozpoznanie :-)
(szczwół plamisty)
(też)
(topola biała. Biało- złota.)
(Dani myśląca nad wierzbą- pod wierzbą)
(inwazyjny klon jesionolistny)
Żarcie i zbieractwo było.
(taki tip: kilka owoców dzikiej róży- mogą byc suszone- dodanych do słoika podczas kiszenia ogórków czyni dobry smak)
(chleb Dani z liściem chrzanowym, palec w różanym sosie)
 Towarzystwo było.
Były dobre emocje.
 Był Dolny Śląsk, nie tylko w ruinie (ale ta ruina dużo lepiej wygląda, niż ta nie.)
 Znaczy wszystko było, znów zrobiliśmy coś z niczego :-) bardzo lubię.

W rezerwacie Łacha Jelcz chroni się kotewkę orzecha wodnego.
 Kilka zaskakujących faktów dotyczących kotewki:
- należy do rodziny krwawnicowatych,
- zakorzenia się w dnie, a jej rozety pływają po powierzchni wody dzięki pęcherzom powietrznym w ogonkach liściowych,
- jest jednoroczna, zimuje w postaci owoców- orzechów opadających na dno zbiornika (o tej porze roku już jej nie zobaczyliśmy),
- żyje tylko w ciepłych, żyznych, ale niezanieczyszczonych pestycydami wodach- w Polsce na kilkudziesięciu stanowiskach,
- w Europie jest reliktem trzeciorzędowym,
- owoce są podobno bardzo smaczne i wartościowe odżywczo (można je piec, gotować lub robić z nich mąkę), a kotewkę można uprawiać,
- jest rośliną leczniczą.
Mus ją zobaczyć latem, prawda?

Z braku kotewki jaraliśmy się (jak norweskie kościoły, jasna sprawa) salwinią pływającą- rzadką wodną paprocią.
W Polsce występuje na rozproszonych stanowiskach głównie na Śląsku (ha! wreszcie jakaś przewaga Zachodu w aspekcie bioróżnorodności!), a na przykład we Francji wymarła.
Kilka zaskakujących faktów z życia salwinii związanych jest z jej cyklem rozwojowym.
Jest rośliną jednoroczną i paprocią różnozarodnikową- w jednych sporokarpach (to te kuliste struktury na spodzie liści na dłoni Kasi) powstają zarodniki żeńskie, w innych męskie duże i małe, zwrócił mi uwagę TP- zarodniki, jako twory służące do rozmnażania bezpłciowego, nie mają pci. Kiedyś to wiedziałam ;-)
Zarodnikowanie następuje jesienią, po czym pędy zamierają. Włoski na powierzchni liści (widoczne na zdjęciach, utrzymujące powietrze przy powierzchni liścia, dzięki czemu woda jej nie zwilża) odłamują się i roślina opada na dno zbiornika. Sporokarp stanowiący formę przetrwalnikową rośliny spędza zimę leżąc na osadach dennych. Po rozpadnięciu się jego ścian zarodniki wypływają na powierzchnię wody, gdzie powstają przedrośla (gametofity) męskie i żeńskie, a w nich gametangia produkujące gamety. Po zapłodnieniu powstaje na przedroślu zarodek, z którego wyrasta nowa roślina (sporofit). W ciągu sezonu wegetacyjnego rozmnaża się ona przez podział pędu. Wuala, to wcale nie jest tudne.
***
TO- nie, ale w domu mam armagedon i jesień średniowiecza.
Wszystkie koty chore, część gryzoni VegAnki takoż.

Kot Inez ożywia się, jak ktoś przychodzi. Patrzy oczkami (ona ma takie piękne oczka) i chce być tulana. Wciąż jest empatyczna wobec innych kotów. Dziś nawet wyszła na dwór, w słońce.
Ale to jej ostatnie spacery i tulania, zwykle śpi, lekko odurzona bólem i lekami, z każdym dniem bliżej drzwi, już prawie na progu, już prawie nie z nami.
Szkoda takiego futrzanego życia, tyle dobra, tyle mądrości, tyle cierpienia teraz i przez tyle przeszłych lat.

Kot Kropek jest najszczęśliwszym kotem ever, już nie bierze leków, zwisły ogon nie jest dla niego żadnym problemem. Wszystko z nim dobrze, tylko nie sika. Jednego dnia sika do połowy, a drugiego wcale. Jednego dnia mocz ok, drugiego krwawi z cewki. I tak się bujamy w niepewności i strachu. Bo on nie, on wczoraj upolował myszkę. Anuli myszkę, włamał się do klatki.
Jest pewna różnica między znajdowaniem w ogrodzie martwych myszek a uczestniczeniu w takim wydarzeniu.
Kropson dzienny.
Kropson nocny (wygolony, różowy, tłusty brzuszek ^^)
Szukamy po Kropsonów po nocach w ciuchach po domu- nasze ałtfity (kroksy, puchate szlafroczki i kapcie w panterkę) wyznaczają modę na dzielni :-D
Kot Foss, kot Mrysław i szczur Mela złapali takiego wirusa, że mają zapalenie nerek (a koty, co za tym idzie, dziąseł), gorączkę i wielką słabość. Może i nie powinnam się martwić i przesadzać, ale pamiętam kota Kminka- też nie miałam się martwić, a on umarł.
Foss przez to nie może jeść (zęby go bolą), a Mrysław, ten entuzjastyczny kotek interaktywny, leży jak zwiędła szmatka przez większość dnia.
Mamy w ogrodzie zarośla bambusa niskiego- Mrysławski Tygrys z zapałem robi w nich Wietnam. Oczywiście jak jest zdrowy.
Kot Punia ma kłaczka, i odkłaczyć się nie może, i zarzyguje okolice.

Kot Nora i kot Polar mają niewyczyszczone zęby, bo kasy fchuj zostawiam u weta i nie styka. Mamy liczne zniżki, Anula sama robi zastrzyki, ale no.

... czyli lajcik. Wiem, ludzie biorą subiektywne wrażenia za obiektywną rzeczywistość, ja też.
To prawie tak jak piękne zdjęcia pod postem o zaginięciu kota Puszkina (29. 10. zeszłego roku).
Ok, może jestem nadwrażliwa, ale kurwa mać.
A poza tym cudną mamy jesień tego roku.
(fioletowiejący liść poładni)
(stewarcja kameliowata)
Pozdrówka, Megi.
PS. no i bez tych spacerów, bloga, wina to bym nie przeżyła, rozumicie teraz. Np. poszlibyście? Ja tak, ale w kontekście wydatków na zwierzęta to nie wiem.
PPS. mimo wszystko wszechświat mi sprzyja. Tak sobie myślę, że otwiera nowe możliwości, przynosi je na tacy i mruga okiem gwiazd.

I...
Kropek dzisiaj sikał sam! Jutro do kontroli, jak tendencja się utrzyma, to zdrowy kotek!!