od początku

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róże. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 marca 2016

ogrody ambiwalentne

Popadłam w rozważania. Na tyle lat pracy, tyle projektów- niewiele ogrodów, które naprawdę mi się podobają. Kilkanaście? tych, z którymi mam kontakt, bo może jakieś piękne rzeczy dzieją się poza mną.
A to projekt niezrealizowany. Bo kasa, zdrowie, rozwód, śmierć, zmiana planów.
(co za ludzie ;-))
A to zaczęty i odłożony na kiedyś. Najgorzej.
A to brak wiary czy konsekwencji. Drugie najgorzej, dla mnie, bo nie mogę pozbyć się sprzed oczu kalki straconych szans.
Pisałam kiedyś o ogrodzie w K- że są tam ładne rzeczy, ale ogólnie to tak nie bałdzo (tu pisałam, a tu zdjęcia z wiosny 2015).
Problem polega na tym, że nikt nie widzi tak, jak ktoś inny. Niezupełnie chodzi tu o gusta, raczej o to, że to, co "się podoba" jest wypadkową naszej przeszłości, skojarzeń, wyobrażeń. Że ogrody to nie tylko ogrody.
Na przykład w K podobają się: duże kwiaty (piwonie, róże, irysy, hortensje ogrodowe), tradycyjne kwiaty wiejskich ogrodów (ostróżki, floksy) sadzone na rabatkach z "gołą ziemią" (taką wydrapaną pazurkami i haczką), gładkie trawniki, stokrotki, drzewa o dużych liściach, kępy wysokich traw, rabaty bujnie kwitnące przez cały sezon, jak z katalogu...
Powiecie- nic prostszego i dobrze, że nie tuje.
Ale
- po pierwsze: empatia (wciąż się jej uczę). Na hasło "wiejskie rabatki" nakłada się nasza własna kalka, nasza przeszłość, wyobrażenia, skojarzenia.
- po drugie: informacja (np. że róże tak, ale mają kwitnąć przez cały sezon, jak u... Że wiejskie kwiatki tak, ale drobne szałwie są już zbyt wiejskie, a wiązówki za wysokie).
- po trzecie: warunki siedliskowe. Byliny skalne pod orzechem i wieczniekwitnące różaneczniki to raczej abstrakcja.
W praktyce wygląda to tak- podobają się:
Derenie kousa. Kwitnące.
Budleja skrętolistna podczas kwitnienia.
Lilaki (tu amurski).
Świdośliwa, w każdej odsłonie, ale dopiero, gdy urosła.
Pnące róże przy altanie.
Hortensje bukietowe.
I ogrodowe.
Fontannowe kępy traw (tu miskant chiński 'Gracilimus' w części "przy firmie").
Wnętrza ogrodowe, które w planie ogólnym po kilku latach robią wrażenie przytulnych i klimatycznych.
Nie podobają się:
Róże histeryczne. Wybrałam je z premedytacją z powodu odporności na choroby, bujnego wzrostu, niezawodnego kwitnienia, bogatego ulistnienia, zapachu. Dla przedłużenia kwitnienia przeplotłam okrywowymi (no bo nie szałwią przecież). W zeszłym sezonie kwitły genialnie. Ale- za krótko ;-) i za duże wyrosły.
Róże puste.
(tak wyglądała różanka w czerwcu)
Rabata bylinowa- najpierw za niska, później za wysoka, zbyt dzika.
(gaura Lindheimera)
Rzec można- co zrobisz, jak nic nie zrobisz.
Co roku coś przerabiamy, dążąc do ideału. Co roku nagroda przychodzi jesienią, kiedy (jak nie lubię jesieni) ogród wygląda najpiękniej.
Wrzesień 2015.
Ja z kolei nie lubię katalpy i wtykania hortensji w byliny.
Trudno oderwać się od tej rabaty :-) astry krzaczaste, odętka wirginijska, baptysja, niesamowicie ozdobne liście piwonii, a w tle aster wrzosolistny.
Przekwitłe chwasty to krwawnica pospolita.
Dopiero na tych jesiennych zdjęciach widać, że po wszystkich fochach, nieporozumieniach, całosezonowej trudnej (zapewne dla obu stron ;-)) współpracy bilans jest dodatni, a efekt, choć kompromisowy- zadowalający. I o to w tym wszystkim chodzi, prawda? Żeby nie rozpraszać się na detalach, patrzeć syntetycznie.
A focham się, bo może mi zależy.
W październiku, razem z byłą kwiaciarnią Jarzębina, ubraliśmy ogród na ślub, po raz drugi zresztą. Było anegdotycznie, chcielibyście wiedzieć ;-p
 Wszystko ma swoją drugą stronę.
 A to, co widzimy, zależy też od światła ;-)
***
Z kolejnym ogrodem było tak: bardzo piękna koncepcja autorstwa pracującej wówczas z nami Dominiki- ogród na dwóch lekko zaznaczonych poziomach, dzielących go na wnętrza, rabaty wchodzące w te wnętrza półwyspami, na każdym takim cyplu punktujące go drzewo. Wybrałam wiśnie piłkowane 'Kanzan', zapalające się jak latarnie wiosną i jesienią. Klinowaty narożnik działki stał się pretekstem do zbudowania alei lilaków ze sztucznym zbiegiem perspektywicznym.
Straciliśmy ogród z oczu na kilka lat, później zajęliśmy się jego pielęgnacją. W międzyczasie urosły rośliny- brzozowy i sosnowy zagajnik, krzewy okrywowe, szpaler świerków serbskich- ale nie zastaliśmy już lilaków, a większość wiśni została wymieniona na inne drzewa (KAŻDA na inne).
Tego buka też nie było w planach.
Ani klona palmowego.
Ani pierisów.
Ani derenia skrętolistmego, upchniętego zresztą przy ogrodzeniu.
Hm, w zasadzie nie powinno być większości roślin na tym i poniższych zdjęciach.
Powinno być mniej więcej tak:
Trawa na pagórku to śmiałek darniowy. Maj 2015.
Śmiałek w sierpniu 2015. Pominąwszy szczelne obsadzenie tarasu- jest ok.
Drzewo w osi widokowej powinno być Kanzanem, modrzew po lewej stronie (przy ścianie budynku) jest niepotrzebny, w tej chwili wymaga już cięcia- odchyla się od domu i kładzie na świerkach.
Lepiej by to wyglądało, gdyby lewa strona kadru była pusta.
Co nie zażarło? Może klasyczny horror vacui. Może brak zaufania, że tak, urośnie, i za bardzo krótkie kilka lat będzie idealnie. Może bliskość punktu sprzedaży roślin, którego właściciel jest w pewnym sensie odpowiedzialny za to, że te wrocławskie przedmieścia wyglądają jak sen szalonego kolekcjonera, a mój koszmar. Tabazella miała rację, pisząc o niedobrych konsekwencjach nieopanowanego i spontanicznego szkółkingu. Kupowanie oczami, lekceważenie projektu i traktowanie roślin jak niezmienne, za to przestawialne meble to częste grzechy inwestorów.
Susza też nie przysłużyła się urodzie ogrodu.
Nie pomogło ubieranie w byliny, które podjęliśmy kilka lat temu- przy takiej różnorodności form nie spełniły roli scalającego wypełniacza. Należałoby znacznie powiększyć rabaty i pozbyć się części drzew i krzewów.
Także dlatego, że wkrótce trzeba będzie decydować- co zostawić.
Tu widać jasno, że trawy (hakonechloa) zbytnio nie pomogły- i że z całego iglakowiska tylko sosna mogłaby zostać bez szkody dla całości. Może jeszcze ta kula.
Zła wiadomość jest taka, że kiedy ucieszę się, że zdechła jakaś cud jodła, natychmiast na jej miejsce pojawia się np. ten przedziwny dąb. Dobra- że kiedy letni huragan (wspaniałe zjawisko!) złamał jedno z dziwnych drzew na półwyspach, wymienliśmy je na wiśnię 'Royal Burgundy' :-)
No i wiecie- to jest ogród, który ma potencjał. I bardzo przyjemnie w nim być. I złości mnie, że jest taki nadmiarowy, przekombinowany. Bo mi zależy :-)
(to był post o tym, że praca pejzażysty- ogrodnika jest trudna i niewdzięczna, i daje tylko tyle satysfakcji, ile weźmie się samemu)
Pozdrówka, Megi.