Popadłam w rozważania. Na tyle lat pracy, tyle projektów- niewiele ogrodów, które naprawdę mi się podobają. Kilkanaście? tych, z którymi mam kontakt, bo może jakieś piękne rzeczy dzieją się poza mną.
A to projekt niezrealizowany. Bo kasa, zdrowie, rozwód, śmierć, zmiana planów.
(co za ludzie ;-))
A to zaczęty i odłożony na kiedyś. Najgorzej.
A to brak wiary czy konsekwencji. Drugie najgorzej, dla mnie, bo nie mogę pozbyć się sprzed oczu kalki straconych szans.
Pisałam kiedyś o ogrodzie w K- że są tam ładne rzeczy, ale ogólnie to tak nie bałdzo (
tu pisałam, a
tu zdjęcia z wiosny 2015).
Problem polega na tym, że nikt nie widzi tak, jak ktoś inny. Niezupełnie chodzi tu o gusta, raczej o to, że to, co "się podoba" jest wypadkową naszej przeszłości, skojarzeń, wyobrażeń. Że ogrody to nie tylko ogrody.
Na przykład w K podobają się: duże kwiaty (piwonie, róże, irysy, hortensje ogrodowe), tradycyjne kwiaty wiejskich ogrodów (ostróżki, floksy) sadzone na rabatkach z "gołą ziemią" (taką wydrapaną pazurkami i haczką), gładkie trawniki, stokrotki, drzewa o dużych liściach, kępy wysokich traw, rabaty bujnie kwitnące przez cały sezon, jak z katalogu...
Powiecie- nic prostszego i dobrze, że nie tuje.
Ale
- po pierwsze: empatia (wciąż się jej uczę). Na hasło "wiejskie rabatki" nakłada się nasza własna kalka, nasza przeszłość, wyobrażenia, skojarzenia.
- po drugie: informacja (np. że róże tak, ale mają kwitnąć przez cały sezon, jak u... Że wiejskie kwiatki tak, ale drobne szałwie są już zbyt wiejskie, a wiązówki za wysokie).
- po trzecie: warunki siedliskowe. Byliny skalne pod orzechem i wieczniekwitnące różaneczniki to raczej abstrakcja.
W praktyce wygląda to tak- podobają się:
 |
| Derenie kousa. Kwitnące. |
 |
| Budleja skrętolistna podczas kwitnienia. |
 |
| Lilaki (tu amurski). |
 |
| Świdośliwa, w każdej odsłonie, ale dopiero, gdy urosła. |
 |
| Pnące róże przy altanie. |
 |
| Hortensje bukietowe. |
 |
| I ogrodowe. |
 |
| Fontannowe kępy traw (tu miskant chiński 'Gracilimus' w części "przy firmie"). |
 |
| Wnętrza ogrodowe, które w planie ogólnym po kilku latach robią wrażenie przytulnych i klimatycznych. |
Nie podobają się:
 |
| Róże histeryczne. Wybrałam je z premedytacją z powodu odporności na choroby, bujnego wzrostu, niezawodnego kwitnienia, bogatego ulistnienia, zapachu. Dla przedłużenia kwitnienia przeplotłam okrywowymi (no bo nie szałwią przecież). W zeszłym sezonie kwitły genialnie. Ale- za krótko ;-) i za duże wyrosły. |
 |
| Róże puste. |
 |
| (tak wyglądała różanka w czerwcu) |
 |
| Rabata bylinowa- najpierw za niska, później za wysoka, zbyt dzika. |
 |
| (gaura Lindheimera) |
Rzec można- co zrobisz, jak nic nie zrobisz.
Co roku coś przerabiamy, dążąc do ideału. Co roku nagroda przychodzi jesienią, kiedy (jak nie lubię jesieni) ogród wygląda najpiękniej.
 |
| Wrzesień 2015. |
 |
| Ja z kolei nie lubię katalpy i wtykania hortensji w byliny. |
 |
| Trudno oderwać się od tej rabaty :-) astry krzaczaste, odętka wirginijska, baptysja, niesamowicie ozdobne liście piwonii, a w tle aster wrzosolistny. |
 |
| Przekwitłe chwasty to krwawnica pospolita. |
Dopiero na tych jesiennych zdjęciach widać, że po wszystkich fochach, nieporozumieniach, całosezonowej trudnej (zapewne dla obu stron ;-)) współpracy bilans jest dodatni, a efekt, choć kompromisowy- zadowalający. I o to w tym wszystkim chodzi, prawda? Żeby nie rozpraszać się na detalach, patrzeć syntetycznie.
A focham się, bo może mi zależy.
W październiku, razem z byłą
kwiaciarnią Jarzębina, ubraliśmy ogród na ślub,
po raz drugi zresztą. Było anegdotycznie, chcielibyście wiedzieć ;-p
Wszystko ma swoją drugą stronę.
A to, co widzimy, zależy też od światła ;-)
***
Z kolejnym ogrodem było tak: bardzo piękna koncepcja autorstwa pracującej wówczas z nami Dominiki- ogród na dwóch lekko zaznaczonych poziomach, dzielących go na wnętrza, rabaty wchodzące w te wnętrza półwyspami, na każdym takim cyplu punktujące go drzewo. Wybrałam wiśnie piłkowane 'Kanzan', zapalające się jak latarnie wiosną i jesienią. Klinowaty narożnik działki stał się pretekstem do zbudowania alei lilaków ze sztucznym zbiegiem perspektywicznym.
Straciliśmy ogród z oczu na kilka lat, później zajęliśmy się jego pielęgnacją. W międzyczasie urosły rośliny- brzozowy i sosnowy zagajnik, krzewy okrywowe, szpaler świerków serbskich- ale nie zastaliśmy już lilaków, a większość wiśni została wymieniona na inne drzewa (KAŻDA na inne).
 |
| Tego buka też nie było w planach. |
 |
| Ani klona palmowego. |
 |
| Ani pierisów. |
 |
| Ani derenia skrętolistmego, upchniętego zresztą przy ogrodzeniu. |
 |
| Hm, w zasadzie nie powinno być większości roślin na tym i poniższych zdjęciach. |
Powinno być mniej więcej tak:
 |
| Trawa na pagórku to śmiałek darniowy. Maj 2015. |
 |
| Śmiałek w sierpniu 2015. Pominąwszy szczelne obsadzenie tarasu- jest ok. |
 |
| Drzewo w osi widokowej powinno być Kanzanem, modrzew po lewej stronie (przy ścianie budynku) jest niepotrzebny, w tej chwili wymaga już cięcia- odchyla się od domu i kładzie na świerkach. |
 |
| Lepiej by to wyglądało, gdyby lewa strona kadru była pusta. |
Co nie zażarło? Może klasyczny
horror vacui. Może brak zaufania, że tak, urośnie, i za bardzo krótkie kilka lat będzie idealnie. Może bliskość punktu sprzedaży roślin, którego właściciel jest w pewnym sensie odpowiedzialny za to, że te wrocławskie przedmieścia wyglądają jak sen szalonego kolekcjonera, a mój koszmar. Tabazella miała rację, pisząc o niedobrych konsekwencjach nieopanowanego i spontanicznego szkółkingu. Kupowanie oczami, lekceważenie projektu i traktowanie roślin jak niezmienne, za to przestawialne meble to częste grzechy inwestorów.
 |
| Susza też nie przysłużyła się urodzie ogrodu. |
 |
| Nie pomogło ubieranie w byliny, które podjęliśmy kilka lat temu- przy takiej różnorodności form nie spełniły roli scalającego wypełniacza. Należałoby znacznie powiększyć rabaty i pozbyć się części drzew i krzewów. |
 |
| Także dlatego, że wkrótce trzeba będzie decydować- co zostawić. |
 |
| Tu widać jasno, że trawy (hakonechloa) zbytnio nie pomogły- i że z całego iglakowiska tylko sosna mogłaby zostać bez szkody dla całości. Może jeszcze ta kula. |
 |
| Zła wiadomość jest taka, że kiedy ucieszę się, że zdechła jakaś cud jodła, natychmiast na jej miejsce pojawia się np. ten przedziwny dąb. Dobra- że kiedy letni huragan (wspaniałe zjawisko!) złamał jedno z dziwnych drzew na półwyspach, wymienliśmy je na wiśnię 'Royal Burgundy' :-) |
No i wiecie- to jest ogród, który
ma potencjał. I bardzo przyjemnie w nim być. I złości mnie, że jest taki nadmiarowy, przekombinowany. Bo mi zależy :-)
(to był post o tym, że praca pejzażysty- ogrodnika jest trudna i niewdzięczna, i daje tylko tyle satysfakcji, ile weźmie się samemu)
Pozdrówka, Megi.