od początku

sobota, 26 lipca 2014

coś nowego, coś starego, coś pożyczonego...

Coś nowego.
Kilka ogrodów, które powstały (powstaliśmy je) tej wiosny.
Pozostałe powstałe zwizytowane jeszcze nie zostały.
Oto ogród Basika, jeszcze nieco zmięty i mało trawiasty. Tuszę, iż obecnie emanuje większym urokiem.
 W tej chwili na zdjęciach najlepiej wychodzi pranie<3
 Niebieski Kot
 i modernistyczny kontekst.
Z ogrodu poniżej mogę pokazać klasyczne fotki "przed i po".
Ras.
Dwa.
(roślinami rządzę niepodzielnie, na dobór opraw oświetleniowych czy materiałów budowlanych mam zwykle mniejszy wpływ;-))
Czy.
Śtery,
pińć i
sześć.
 I jeszcze kilka obrazków bez kontekstu. Oczywiście znowu- za miesiąc wszystko będzie wyglądalo dużo lepiej, zagęści się trawnik i byliny.
 W ogrodzie jest więcej potencjalnie ciekawych zakątków, ale w tej chwili placyk wśród jeżówek jest jego centrum...
Za moment będzie to zresztą placyk wśród astrów i traw. A przyszłe lato zacznie się kosaćcami i liliowcami.
Budowa tego ogrodu to typowy lifting, kiedy bierzemy coś starego, tniemy, tniemy i dodajemy.
Rzadko wyrzucamy, bo jak nie lubię kolumnowych jałowców, kłujących świerków i tuj (w ogóle z iglaków uważam tylko sosny, świerki serbskie, daglezje, choiny i mikrobiotę), tak serce mnie boli, jak mam pozbawić życia jakiegokolwiek chaszcza. Poza tym wolę projektować miękko, dopasowując się do zastanego, dodając, a nie niwecząc to, co ktoś kiedyś być może z miłością posadził, co urosło i dobrze się miewa.
(o proszę, okropne iglaki w tle, trochę obrobione, niedługo zostaną scalone przez kariopterysy, tawuły wczesne i miskanty, a dziurę między nimi wypełni świdośliwa)
Zwykle też wychodzi taniej;-)
Oczywiście można takim ogrodom zarzucić bałaganiarstwo, jak to ktoś kiedyś już na tym blogu uczynił- ale czy taki śmietnik jest czymś złym? już po roku będzie przyjemny dla oka, a że nie jest jakomś sztukom? a co nią jest? Czyżby wydumane, foliowo- żwirowe ogrody, ani dla ludzi do używania, ani dla przyrody do zamieszkania, ani funkcjonalne, ani piękne?
Najbardziej lubię takie wyzwania z "czymś starym", a przynajmniej zastanym. Projektowanie w szczerym polu jest nudne:-)
Coś starego to może być całkiem niezły i dobrze funkcjonujący ogród, taki jak ten.
 Dołożyliśmy do niego trawiastą rabatę, trochę kwiatów (hortensje, kaliny japońskie, dereń kousa) i czerwieni (klon 'Crimson King', żurawki).
Rabata była w poprzednim życiu dziurą w ziemi wyścieloną folią, obsadzoną obumierającą (zastoisko mrozowe, stagnująca woda) irgą, dziurą zwaną "suchym stawem".
Została dziurą, aby posadzone na niej wysokie, "szuwarowe" rośliny nie zasłoniły kwitnących w tle azalii japońskich. Zmienił się jej kształt i wystrój- na dnie posadziliśmy kosaćce syberyjskie (ach, jak one kochają to mokre dno!), na skarpach turzycę Graya i gaurę, na obwodzie liliowce. 
Oczywiście żadnej folii.
"Wyspę" na "stawie" tworzą miskanty z tojeścią orszelinowatą.
(idealnie pasują do klinkieru;-))
A coś pożyczonego?
No cóż, w ogrodach zawsze można pożyczyć sobie towarzystwo:-)
tuli tuli
koci łapci
Naprawdę fajne towarzystwo:-)
I nie tylko. Możemy pożyczyć sobie widoki...

Takie ogrodowe, do zainspirowania (ale fajny ten czosnek, lwia paszcza, powojnik i przypłocie!)
I takie do wzięcia oddechu.
(coś niebieskiego...)
 Murawy, lubimy.
 Lubimy coraz bardziej.
Po co wysilać się na ogród, skoro można mieć murawę?
Po co obsadzać miejskie rabaty i ronda (i to jeszcze jak obsadzać, nasze ronda w porównaniu z niemieckimi, duńskimi i szwedzkimi to żałosne kreacje) krzewami okrywowymi, które zimą wyżera sól, a w sezonie nie widać ich spod chwastów, bo najniższa cena to ulubiona cena za pielęgnację?
Po co, skoro można mieć bezobsługową, elegancką, zwiewną, bezpretensjonalną MURAWĘ?
Ta poniżej to już wypas, wymaga szkieletowej gleby, jaka bywa na północ od Wrocławia.
Murawa kosmaczkowa
z kocankami piaskowymi.
Z dziką marchwią.
Z jasieńcem.
Z koniczyną polną.
 (ja wiem, że to są niezwykle zwykłe widoki, i że macie takie za płotem i na trawniku.
Ale się zachwycam:-))
Randapowalibyście?
Bo tak się robi.
Kupuje się działkę w pięknej okolicy, z cudowną murawą, i leci randapem.
Taka krucjata przeciw perzowi i nawłoci.
I cóż, scenariusz jest nudnie przewidywalny.
Giną drobne i wrażliwe kosmaczki, szczotlichy, kocanki i jasieńce.
Perz i nawłoć spokojnie przeczekają armagedon w postaci kłączy, a nawiezione końskim obornikiem, rozmnożone w milion kawałków przez zaoranie, opanują przestrzeń bez przeszkód. Wrócimy do wczesnego etapu sukcesji na odkrytej glebie, bo orka ostatecznie zniszczy piękne fragmenty istniejącej murawy, będą potrzebne lata na jej odtworzenie. Poza tym wydobywa na powierzchnię nasiona tzw. chwastów i tworzy nowe, puste powierzchnie, na których mogą się zasiewać kolejne.W konsekwencji będzie potrzebna uprawa całej powierzchni, a nie tylko miejsc zajętych przez perz.
Wymarzony trawnik, taki jak w podgórskiej miejscowości czy na nadmorskim polu golfowym, pozostanie nierealnym pomysłem. Nie ta gleba, nie ta wilgotność powietrza, sory, ale taki klimat.
Wydaje się, że trudno tego nie wymyślić, ale jednak. Ludziom wydaje się, że panują nad przyrodą.
Jednakowoż murawy szkoda.
Wkurwionam. Mam złeee myśli w temacie.
A jedna z nich, taka bardziej konstruktywna, brzmi: przyroda to też coś pożyczonego. Pożyczamy ją od innych stworzeń, i, jak głosi slogan, od naszych dzieci i wnuków. Powinniśmy płacić za to podatki:-)- (jak natomiast należałoby postąpić z taką zachwaszczoną kocankami działką?
uważam, że poza ścieżkami, fragmentami trawnika, ściółkowanymi korą lub zrębkami rabatami powinno się zachować istniejącą okrywę roślinną, nie nawożąc jej ani nie ingerując w strukturę gleby. Miejsca, gdzie występuje perz, powinno się sukcesywnie przekopywać, wybierając kłącza perzu i obsiewać mieszanką kostrzew. Można to zrobić techniką hydrosiewu, który umożliwia gęste i równe wschody. Kostrzewa będzie skutecznie konkurowała z perzem, poza tym zagospodarowany ogród stopniowo będzie się zacieniał, a perz tego nie lubi i będzie ustępował.
Zwykle ogród jest wystarczająco pracochłonny, żeby sobie dokładać bezsensownych i kosztownych działań.)
***
I wiecie co?
Cenzura i autocenzura to też zła rzecz. Niedługo ten blog straci rację bytu, bez tego, o czym nie można napisać, bez zdjęć, których nie można pokazać... bo wizerunek, bo własność, bo tajemnica handlowa, bo ktoś tam coś tam...
... wcale nie chcę być oględna i tajemnicza. Chcę być wkurwiona.
***
Odreagować można np. w Owczarni.
I to jak. Co za dosskonałe popołudnie, pod bocznym słońcem i gościnnym dachem, z tym wszystkim dobrym do jedzenia i do picia, w sosnowym zapachu...
Pokazać można tamtejsze nowe zwierzątko, pożyczone do głaskania.
Dlaczego DO MNIE takie nie przychodzą się ulungać na chacie??
ale
na przykład ptaki. Są pod ochroną i nie można ich fotografować, żeby nie płoszyć, jak uświadomił mi Domowy Ekoznawca.
a co dopiero...
... co na to GDOŚ???
Pozdrówka, Megi.
PS. jedziemy odpocząć do Inkwizytorium. Odpocząć czy nieodpocząć, co za różnica.

29 komentarzy:

  1. GDOŚ???
    Chciałaś powiedzieć KTOŚ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdoś:-) Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, hm.

      Usuń
  2. Randapować mój ugór???? Nigdy never! Uwielbiam te krzaczory;) A gdzie bym zbierała polne kwiaty? A gdzie by się chroniły wszystkie owady z całej wioski??? To rezerwat w centrum "monokultury";)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, Rezerwat Bioróżnorodności:-) zamów tablicę:-)

      Usuń
  3. Odpocznij i za mnie :)
    I popatrz na widoki z oddechem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. było tak gorąco, że się prawie odpoczywać nie dało:-) za to widoki z oddechem.

      Usuń
    2. To ja poproszę te widoki :)

      Chyba jednak prawie odpoczęłaś, w każdym razie za mnie, bo pootwierały mi się widoki na przyszłość. Z oddechem.

      Usuń
  4. Ja uwielbiam takie murawy- mają różne barwy w zależności od pory roku. Jasieńcowe łąki widziałam w Beskidach Skolskich- na Ukrainie.
    Na bazie tych roślin można cudny ogród wyczarować. Kocanki nie wszędzie będą rosły- mają swoje wymagania- tym bardziej więcej szkoda pozbywać się ich.

    Nowe odmiany jeżówek to prawdziwy hit.!!! Liliowce zaś są wspaniałym wykończeniem bylinowych rabat.
    Czekam na Twoje ogrody z pięknymi murawami..., zapożyczonymi od natury. Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cos ten GDOŚ Cię gnębi ? Za jaką to przyczyną ?

      Usuń
    2. tak, najpiękniejszy ogród taki murawowy:-) i nowocześnie wygląda, tak naprawdę nowocześnie, a nie w pseudoeleganckim i nibyprostym stylu ogrodów żwirowych z trawami. Teraz sadzimy kolejną zwiewną murawę, niewiele ponad 1000 roślin, ale na zjęciach będzie rewelacja.
      Ciekawam tylko, czy te nowe jeżówki są tak wytrzymałe, jak powinny być. Liliowce pięknie wykańczają obrzeża tą kaskadą liści.
      GDOŚ- bo widzę tu i ówdzie, na blogach m. in., fotki kretów nabitych na narzędzia, inicjałów wyciętych na korze i innych takich kwiatków... ludzie się nie ogarniają, ale jakby ktoś życzliwie doniósł?

      Usuń
    3. Działaj Meguś działaj- bardzom ciekawa.
      Nowe jeżówki mają ciężkie kwiaty i często się wykładają, ale to cecha odmianowa- nie wszystkie.
      Zastanawia mnie tylko czy będą rosły pod brzozą ?
      Sama mam liliowce jako wykończenie- cudne, uwielbiam.
      Odnośnie GDOS- ia to - jeszcze kilkanaście lat temu kolekcjonerzy, a i ogrody botaniczne ( niektóre ) handlowały roślinami, i nasionami roślin chronionych, a babcie na rynku przylaszczką i parzydłem leśnym. Tak było.
      Dzisiaj przez internet ktoś z okolic Komańczy handluje czosnkiem niedźwiedzim ????
      Krety są pod ochroną - tylko na co te pułapki chwytne, serwujące zwierzętom okrutną śmierć ?

      Smutno mi się zrobiło, a przecież Twój post o wesołych murawach.
      Trzym się.

      Usuń
  5. O, my z Ekipą też uwielbiamy pożyczanie - psów, indyków, a przede wszystkim ryb w stawie i wędzarni :) Murawy piękne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ryb w stawie i wędzarni!
      Biedne indyki;-)

      Usuń
  6. Pani Megi, a z innej beczki, to skąd Ty masz zawsze takie fajne kroksy?
    pozdrawiam- Claraut

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Claraut:-DDD
      z popularnego serwisu ałkcyjnego na a. Po taniości.
      Pisz bloga o życiu, ja cię proszę.

      Usuń
  7. Taki cudowne zdjęcia, pachnące latem...
    Tylko ten preparat chwastobójczy popsuł mi obraz...cóż myślałam, że nie można..
    A miziacze kocie - cudowne, mój grzeje się na kolanach od laptopa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. grzeje się??
      przesadza:-)
      Przy stosowaniu preparatów chwastobójczych trzeba myśleć, niestety.

      Usuń
  8. Takie oko do wprowadzania zmian w zastanej przestrzeni, to prawdziwy dar. Tu dodać, tam ująć, dostawić, usunąć i już jest pięknie. Niby proste, takie oczywiste, gdy się patrzy na zdjęcie "po", to dlaczego nigdy bym na to nie wpadła? ;) Gratuluję dobrze wykorzystywanego talentu :) W sprawie trawników zupełnie się zgadzam i sama praktykuję. Miłego odpoczynku - nieodpoczynku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję bardzo:-)
      Mimo że jestem niby pewna siebie, a nawet zarozumiała, bo wiem, że wiem:-) to ciągle gdzieś tam uważam, że to nic takiego i każdy tak potrafi.

      Usuń
  9. Ech, jakbyś tak mój ugór w ogród postała...Mogłabyś zamieszczać zdjęcia do imentu:-)))
    Uściski
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  10. Megi, bardzo Cię lubię, wiesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja bardzo to sobie cenię.
      I odwzajemniam.

      Usuń
  11. Piękne ogrody pokazujesz, Megi, ale one są ogromne, tam zmieści się wszystko. Na mojej małej działce przed budową była murawa, teraz mam gruzowisko, wertepy, a terenu tyle, że starczy akurat na kilka drzewek, rabatkę i kawałek trawnika wielkości chusteczki do nosa. Murawa to luksus, kiedyś pisałaś, że ogród to luksus, nie każdy musi mieć. Lepiej być młodym, pięknym i bogatym, ale nas , starych, brzydkich i biednych jest sporo, może masz jakiś pomysł na mały, niedrogi pseudoogród, to przestaniemy sadzić tuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One nie są ogromne. Od 800 do 1500 mkw, te zrobione, bo ten z murawą to faktycznie duży.
      Pokazywałam też malutkie, np. tu- http://megimoher.blogspot.com/2011/10/wrzutka-projektowa.html i tu: http://megimoher.blogspot.com/2013/11/mae-ogrodki-vs-duze-deby.html. Każdy ogródek wydaje się większy, gdy podzielimy go na wnętrza i odwrócimy, w jakikolwiek sposób, uwagę od jego granic (możne zatrzeć granice, pożyczyć krajobraz- czyli nie zamykać ogrodu tujami, skoncentrować uwagę na środku ogrodu). Tak potraktowane średniej wielkości ogrody wydają ci się ogromne, przynajmniej na zdjęciach. a małe stają się całkiem przestrzenne.
      Pisałam, że to luksus w sensie, że musi kosztować- albo komuś zapłacimy za zrobienie, albo sami zakasamy rękawy, i to jest w porządku. Tymczasem niektórzy strzelają focha, że to nie jest za darmo, mają pretensje, że ich realnie lub mentalnie "nie stać".

      Usuń
  12. Nie randapowałabym. Od wiosny jestem zespolona ze szpadlem a teraz z haczką. Widzę to już któryś rok z kolei, że pryskanie świństwem nic nie daje. I tak wylezą czyt. wykiełkują nasiona. A solidne przekopanie to je to!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zespolona z haczką, to bardzo ładne:-)
      Ja tak mam z sekatorem. Ten długi noszę oparty o biodro, jak bazukę.
      Też to wiem z doświadczenia, że wylezą:-) nie ma to jak solidny risercz przez kolejne lata w ogrodach:-)

      Usuń
  13. Pozostań wqrwiona, Taką Cię poznałam, taką lubię i tak w tym obqrwieństwie trwaj! I jakie, że blog traci sens? Jakie?

    OdpowiedzUsuń
  14. E tam! Działacie cudeńka, zostawiacie te ogrody dopieszczone, piękne, bajkowe, tajemnicze. W nosie z własnością, ludzie chcą oglądać!

    OdpowiedzUsuń

napisz, to miłe! dziękuję!
(moderuję komentarze do starszych postów :-)