od początku

wtorek, 22 grudnia 2015

pochwała bioróżnorodności

Myślę o niej za każdym razem, gdy coś mi zgrzytnie.
Dyskusja na mojej ulubionej grupie- czy można zbierać czosnek niedźwiedzi ze starego parku (czosnek jest pod częściową ochroną gatunkową, zbieranie ze stanowisk naturalnych wymaga zezwolenia). Jeden z bardziej wykształconych kierunkowo dyskutantów uważa, że tak, bo czosnek musiał zostać tam posadzony, skoro rośnie tylko w tym parku, nie występuje w okolicy.
O_O
Inna dyskusja na tej grupie i ktoś twierdzi, że zagrożeniem dla torfowisk są krzewy, a lasy są ubogimi gatunkowo ekosystemami, i dlatego zalesianie nie jest... dobre.
Dyskusja o "naturalnych łąkach kwietnych"... mniej więcej wiadomo.
Wykład o podstawach permakultury, fakt, że wstępny- bioróżnorodność sprowadzona do haseł "nienawidzę trawników" i "nie ma chwastów", mimo że wydaje się być dla permakultury podstawowym pojęciem.
Dyskusja o krajobrazie- czy jest tak cenny, by go chronić, w jakiej formie, w jaki sposób.
I to są tylko małe zgrzyty, drobna nieznajomość pojęć, mylenie skutku z przyczyną.

Istnieje wiele definicji różnorodności biologicznej, których wspólną cechą jest objęcie tym określeniem całego bogactwa form życia na Ziemi, rozmaitości gatunków, zmienności wewnątrzgatunkowej, zróżnicowania wielogatunkowych układów przyrodniczych (ekosystemów i krajobrazów). W ten sposób sformułował pojęcie biodiversity Edward Wilson.
Myśląc o organizmach jako o nośnikach genów można uznać, że  bioróżnorodność to zmienność form życiowych na wszystkich poziomach organizacji biologicznej lub pula genów, gatunków i ekosystemów spotykanych w danym regionie. 

Pojęcie powstało na przełomie lat 80tych i 90tych XX wieku, jest wciąż młode i modne. Aktualne prawo w zakresie ochrony przyrody skupia się na konieczności dbania o różnorodność na wszystkich poziomach organizacji przyrody, potrzebie ochrony przyrody na terenach zagospodarowanych oraz ochrony różnorodności gatunków i ras zwierząt gospodarskich, roślin użytkowych i tradycyjnych form gospodarowania.
W tym stwierdzeniu zawiera się nasza, podnoszona także na tym blogu, troska i potrzeba ochrony krajobrazu- kulturowego, tradycyjnego, rolniczego.
Bo taki właśnie mamy, taki znamy i kochamy.

I teraz hm.
Nie lubię pisać mentorskiego poradnika, wujków i cioć dobra rada jest w internetach mnóstwo, powiedzą ci, jak wybrać choinkę, rozmnożyć róże w ziemniaku i jak żyć. Odwołam się do przykładu krajobrazu kulturowego południowej Szwecji, które również znamy i kochamy (a jak ktoś nie kocha, to zaraz nadrobimy).
Krajobraz ten jest rolniczy, malowniczy, chętnie fotografowany. Przeze mnie, późnym latem, kiedy botanicznie jest po sezonie. Jednocześnie jednak widać gołym okiem, że nie istnieje w nim prawie nic poza rolnictwem, że wywiera ono na środowisko wielką presję (podobnie jest u nas). Mimo to- i dlatego- tereny rolnicze są uważane za  jedną z kluczowych ostoi bioróżnorodności.
Dlatego, że nic innego nie mamy.
Istnieje pogląd, że zbiorowiska półnaturalne i antropogeniczne są równie przyrodniczo cenne, co naturalne, bo są unikatowe i są alternatywnym siedliskiem dla gatunków, które straciły swoje miejsce.
(Istnieje też inny pogląd- że ochrona tych zbiorowisk nie ma sensu i nie mamy prawa tego robić.)

Gdybyśmy zarzucili gospodarowanie, burzliwe procesy sukcesyjne zaprowadziłyby nas  przez pola nawłoci i brzozowe zagajniki do roślinności potencjalnej, jaką na przeważającym terenie europejskiego niżu jest grąd.
To oczywiście jest duże uproszczenie.
Nie wiemy, jak bardzo byłby on różnorodny, czy miałby pełen skład gatunkowy opisany w podręcznikach fitosocjologii, czy w ogóle byłby to grąd. Wiele zależy od czasu, jaki by upłynął, od tego, jak bardzo zdążyliśmy zmienić siedlisko, i od bliskości wysp bioróżnorodności.
Takimi wyspami są w założeniu obszary chronione.
Mogą być nimi stare parki, w których czosnek nie został POSADZONY, ale w których PRZETRWAŁ (parki często zakładano na bazie lasu) i z których może rozpocząć ekspansję.
W krajobrazie znanej nam części południowej Szwecji  przykładem takich wysp- enklaw różnorodności biologicznej są płaskowyże.
O których kiedyś pisałam.
Mają one dwie wyróżniające cechy- są "niedostępne rolniczo", trudne do uprawy, i zróżnicowane geologicznie, co oznacza, że na niewielkim terenie występują różne typy gleb.
Wznoszą się na wysokość kilkuset metrów ponad poziom otaczającej równiny jako ostańce zróżnicowanych skał będące niegdyś wyspami na praBałtyku. U ich podstawy występują piaskowce, następnie łupki, czerwone i szare wapienie bogate w skamieniałości belemnitów, a górną warstwę stanowią twarde diabazyty, które oparły się lodowcowej erozji.
Czerwiec 2015.
Nieczynne już kamieniołomy wapieni odsłaniają budowę geologiczną.
Bezpośrednio na sobie potrafią występować warstwy czerwonych i szarych wapieni, bardzo poręcznie łupliwe :-)
 Równe i gładkie,
 bogate w skamieniałości (więcej tutaj)
 i nadające się do budowy suchych murków.
Na cienkiej warstwie gleby na wapiennym podłożu rozwijają się murawy naskalne, złożone z porostów, mchów, rozchodnika białego, macierzanki, jastrzębca kosmaczka i czosnku (jakiegoś :-))
W bezodpływowych zagłębieniach powstają małe turzycowiska i torfowiska.
Im grubsza warstwa gleby, tym murawy są się bogatsze w gatunki.
Storczyk męski, Orchis mascula, Sankt Pers nycklar (czyli klucze Św. Piotra).
(wiem, że jak zwykle za dużo :-) ale to takie niecodzienne... i jeszcze całe pół roku...)
(złocień łąkowy)
(przymiotno?)
(babka lancetowata)
(ukwap dwupienny)
(krzyżownica zwyczajna)
(pierwiosnek lekarski)
(jarząb szwedzki)
Płaskowyże mają kształt "gór stołowych", a ich zbocza porasta grądowy las, urozmaicony wychodniami skalnymi.
 Wiele miejsc jest od lat zagospodarowanych turystycznie.
 Miejscami wygląda to parkowo- potężne drzewa i polany
 oraz tereny ekstensywnie wykorzystywane rolniczo.
(gnieźnik leśny, Neottia nidus- avis, jeszcze nierozkwitnięty)
(i jego zeszłoroczne nasienniki)
(przylaszczka pospolita)
(bodziszek leśny)
(bniec czerwony)
Coś musi się też stać z wodą pochodzącą z licznych i rzęsistych deszczy, zasilających torfowiska, murawy i lasy miejscami sprawiające wrażenie deszczowych.
Jej nadmiar zbierają potoki przełamujące się na skałach,
wpadające do jezior, a po drodze hamujące w olsach i innych mokradłach.
Pokazana na zdjęciach intensywność, bogactwo, zmienność mieści się na wyspie o powierzchni kilkudziesięciu km kwadratowych, zanurzonej w morzu rozległych, nudnych pól zbóż i rzepaku.

Powyższy przegląd pokazuje, że heterogenność siedlisk wpływa na różnorodność biologiczną, cbdu. O różnorodności gatunków w biocenozie decyduje przestrzenna zmienność środowiska. Im pełniej populacje mogą wykorzystać przestrzeń, tym więcej powstaje nisz ekologicznych, które, jak to nisze, zostają zasiedlone.
I że jeżeli coś ma się skąd wziąć, to się weźmie. Mając takie enklawy możemy być pewni, że czosnek niedźwiedzi pojawi się spontanicznie w przydrożnym rowie (popacz), a na podmiejskiej łące znajdziemy kilkanaście rzadkich i chronionych gatunków (to także wapienne zbocze płaskowyżu), że na cmentarzu będziemy zbierać poziomki, a miedze będą kolorowe od ziół, jak drzewiej.
Problem polega na tym, że czasem nie ma się skąd wziąć. Tak jest na Dolnym Śląsku i Mazowszu (gdzie leży wspomniany na początku posta park z czosnkiem)- nie ma enklaw. Na Dolnym pozornie są, ale wtórne, bo intensywne rolnictwo dzieje się tu od setek lat, z krótką, kilkudziesięcioletnią przerwą. 
Teoretycznie jakieś gatunki mogłyby się przywlec spontanicznie zza zachodniej, otwartej granicy. Nie zrobią tego jednak, bo tam już od dawna ich nie ma.
Inaczej jest na wschód od linii Wisły, tam nic się nie zmieniło od zaborów. Swobodny przepływ genów z "dzikich" Karpat hamują tylko dwie rzeczy- istnienie gór (ale są bramy: Brama Morawska, Dolina Popradu, Przełęcz Dukielska) i fakt, że niedaleko zaczyna się inna kraina fitogeograficzna.

No to pytanie. Po co nam ta cała bioróżnorodność? Z sentymentu? Z potrzeby? Po co przeznaczać środki na utrzymanie stanu, może na odwrócenie tendencji?

Wielkie wymieranie jest faktem, a najważniejszą przyczyną zanikania gatunków jest utrata siedlisk ich występowania na skutek działalności ludzi. Sam wzrost liczebności populacji ludzkiej przyspieszył zużycie zasobów przyrody. Naturalne biotopy są kawałkowane i niszczone, środowisko ulega skażeniu, zmienia się klimat. Oprócz tego zwierzęta i rośliny są masowo zabijane (jak choćby ryby w oceanach, drzewa w lasach deszczowych).
Intensyfikacja rolnictwa, produkcja biopaliw i inne związane z tanią konsumpcją potrzeby naszych czasów również bezwzględnie niszczą siedliska.
Wciąż można jednak powiedzieć- no i co z tego, jak politycy w kwestii paliw czy Puszczy Białowieskiej. Wciąż można próbować forsować model gospodarki oparty na węglu i wzroście, choć nie ma on przyszłości. Wciąż z powodzeniem, bo ci, którzy czują spisek wszędzie, nie widzą go najbliżej.

Jednak wszystko wskazuje na to, że już niedługo będziemy musieli przestać zamiatać pod dywan.
W pewnym momencie dostrzeżono kluczową rolę różnorodności biologicznej w zrównoważonym rozwoju. Degradacja ekosystemów osiąga poziom powodujący zaburzenia naturalnych procesów, co wiąże się z mierzalnymi niekorzystnymi skutkami gospodarczymi i społecznymi.
Zauważono zagrożenia związane z tzw. „erozją genetyczną”. Miejscowe populacje i stare odmiany roślin użytkowych są zagrożone przez unowocześnianie rolnictwa. Hodowla roślin zawęża bazę genetyczną, tworząc wyspecjalizowane odmiany o zmniejszonej zdolności adaptacyjnej. Powszechne stosowanie herbicydów powoduje masowe zanikanie chwastów polnych i roślin synantropijnych. Zanikają całe formacje roślinne, jak pewne typy łąk, torfowiska, solniska, murawy.

Wciąż jednak- i co z tego?
Z teorii systemów wiemy, że im dany układ jest bardziej złożony, tym bardziej stabilny i zdolny do "samonaprawy". Tak działa przyroda- naturalne, bogate w gatunki ekosystemy są mniej podatne na niekorzystne czynniki zewnętrzne, a przecież i my jesteśmy ich częścią... w końcu COŚ może, niespodzianka, wyeliminować NAS.
Mówi się, że przyroda nie znosi próżni- w miejsce utraconych gatunków wchodzą inne, często introdukowane. Pojawienie się obcego gatunku może oznaczać katastrofę dla wielu taksonów miejscowych. Wprowadzony gatunek konkuruje z rodzimymi o zasoby pokarmowe, przestrzeń, światło i inne rekwizyty środowiska. Powoduje to wypieranie słabszych gatunków pierwotnych z ich nisz ekologicznych. W wielu wypadkach działanie gatunku introdukowanego prowadzi do dalszego zmniejszenia różnorodności ekosystemu, a on sam staje się gatunkiem inwazyjnym.
Korzystamy z bogactwa przyrody wciąż wiedząc o niej za mało. Wiele gatunków uważamy za bezużyteczne i zbędne tylko dlatego, że nie znamy możliwości uzyskania z nich korzyści. Nie potrafimy przewidzieć zmian środowiska ani potrzeb następnych pokoleń, a mimo to rabunkowo niszczymy.
No dobra, są jeszcze argumenty etyczne, te o pożyczaniu Ziemi od naszych dzieci.
I taki, że powinniśmy troszczyć się o Ziemię. I o ludzi. Tym samym, nie da się tego rozdzielić.
A sprawiedliwy podział? Dlaczego konsekwencje konsumenckich wyborów bogatej Północy wszyscy mieszkańcy Ziemi mają ponosić po równo? to nie jest sprawiedliwe.
U podstaw aktualnych problemów ludzkości leży przegęszczenie, przybierająca różne formy wojna o zasoby i degradacja środowiska. Powinniśmy się ogarnąć i małymi krokami, na różnych polach wprowadzać zmiany. Docenienie bioróżnorodności i dbanie o nią to mały, ale nie pozbawiony znaczenia krok.

Tylko jak to zrobić?

Pozdrówka, Megi.
Post powstał na podstawie wielu rozmów z VegAnką i jest przez nią autoryzowany. Jest o wszystkim i o niczym, jak powiedziała.






15 komentarzy:

  1. Jednym słowem "wszystko można co nie można, byle z cicha i z ostrożna", tak to pojmuje mój mały rozumek, na drugie mi "équilibre", z fransuska bo tak ladniej :D
    A tak wogle Megi czy nie mogłabyś cos lżejszego kalibru, np. paprocie w Bretonii ; P. Nie dość, ze święta, sylwester to jeszcze Ty każesz myśleć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy też, jak mawia moja przyjaciółka, "umiar zdobi młodzieńca" ;)).
      Barbara

      Usuń
    2. :-) equilibre oraz umiar :-)
      mogłabym. A nawet- TP zapytał, czy może napisać u mnie o paprociach w Bretanii.

      Usuń
  2. Oj, Megi, mogłabyś może po prostu tak uczyć w szkole... Może wtedy byłoby łatwiej to zrozumieć zamiast wykuć na pamięć różne nikomu do niczego (poza zdaniem egzaminów) nie tak bardzo potrzebne zestawienia, daty i fakty...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uczyłam, a teraz mam niedobory, jak widać ;-p

      Usuń
    2. I dobrze (że masz niedobory uczenia), to my się dzięki temu trochę nauczymy :)

      Usuń
  3. Kocham Cię Megi, wiesz?

    Udanych, pogodnych, spokojnych świąt i dobrego 2016 roku Ci życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tobie również, kochana :* i wzrostów w różnych dziedzinach w nowym roku.

      Usuń
  4. Przepiękne zdjęcia. Przypominam sobie, że jakiś czas temu w lesie znalazłam również gnieźnika leśnego i byłam nim bardzo zaciekawiona.

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne zdjęcia - pochodziłabym po takim lesie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też, ja też. Jeszcze pół roku... I skoro mówisz, że piękne zdjęcia, to na pewno takie są :-)

      Usuń
  6. Cóż napisać... Sama się tym jarałam będąc studentką, pisząc, zgłębiając, zwł. w aspekcie egzotów. Wszystko aktualne. Strasznie aktualne.
    Dzięki za tekst. Przeczytałam ze zrozumieniem, bo już myślałam, że stopień mojego uwstecznienia siegnął lekkiego denka ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam! Nick autorki już spotykałem w sieciowej przestrzeni ale jakoś nie zajrzałem tu dotąd. A może byłem. Tytuł wpisu mnie przyciągnął tym razem. Będę tu zapewne zaglądał bo ta tematyka nie jest mi obojętna. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie szkodzić. To czasem tak wiele.

    OdpowiedzUsuń

napisz, to miłe! dziękuję!
(moderuję komentarze do starszych postów :-)