od początku

czwartek, 1 lutego 2018

lepsze jest wrogiem dobrego

- tak można skomentować rzeczy dziejące się w Parku Grabiszyńskim.
Mogłoby to was nie interesować, gdyby nie fakt, że takie rzeczy dzieją się wszędzie w kraju owym. Powszechnie i nagminnie. Zakładam więc, że mogę podzielić się notatkami na parkowe tematy, a nusz się komuś przydadzą.

Poruszane przez obrońców Parku czy też zastanego porządku, a może dobrego lub przyrody tematy można podzielić na kilka grup:

KRYTYKA PIELĘGNACJI ZIELENI W PARKU.
Przede wszystkim podlega jej zbyt dokładne zdaniem wypowiadających się osób sprzątanie w Parku. Dotyczy ono nie tylko liści leżących na alejkach i trawnikach (jakich trawnikach? przecież to parkowe łąki), ale i sprzątanie do gołej ziemi ściółki wraz z częścią roślinności. Nie dość, że do sprzątania używa się głośnych i zanieczyszczających powietrze dmuchaw- przy okazji zabijając gryzonie i jeże- to ściółkę wywozi się (a ciężkie ciągniki ugniatają glebę) i nie wraca ona do parku w postaci kompostu. Nie wraca, a przecież nigdy nie powinna stamtąd wyjechać.
W lasach niszczenie ściółki podlega pod paragraf kodeksu wykroczeń (to do was, amatorzy lasów w szkle), dlaczego w parku o leśnym charakterze miałoby być inaczej? Dlaczego wykonawcy są bezkarni i, jak twierdzą dyskutanci, aroganccy wobec krytyki swojego nieprawidłowego postępowania?
Przecież ściółka jest częścią ekosystemu, taką samą jak piętro drzew, podszyt i runo. Magazynuje wodę i wielokrotnie zmniejsza parowanie z powierzchni gleby. Jest siedliskiem życia drobnych kręgowców i bezkręgowców, które są pokarmem ptaków i ssaków. Stanowi schronienie dla zwierząt. Jest bankiem genów, umożliwia trwanie i odtwarzanie ekosystemu. Żyjące w niej grzyby i bakterie rozkładają materię organiczną do postaci przyswajalnej przez rośliny. W procesie rozkładu powstaje próchnica, część kompleksu sorpcyjnego gleby. Wiele grzybów bytujących w ściółce mikoryzuje z drzewami, ta symbioza wpływa na jakość życia drzew.
Obsesja robienia porządków w przyrodzie jest powszechna i generuje zbędne koszty- bo można nie sprzątać, park, podobnie jak las, poradzi sobie sam z coroczną dostawą opadłych liści. Również parkowe łąki nie wymagają koszenia co tydzień, a przy rzadszym (np. comiesięcznym, choć ideałem byłoby raz w sezonie) koszeniu pokos można mulczować. Pamiętacie projekt pobocze?
Oczywiście wszystko to nie dotyczy liści na parkowych alejkach- gnijące lub zmrożone mogą być śliskie, ze względów bezpieczeństwa należy je zgrabić.
Co to za czasy, kochani, kiedy z obecności liści w parku robi się wielkie halo i happening? Dokąd myśmy doszli? (w linkowanym tekście pięknie omówiono obieg materii w przyrodzie😆)

Również usuwanie drzew budzi wiele wątpliwości. Należy pamiętać, że wydanie decyzji o wycince trafiło na okres luki prawnej, z czego miasto skorzystało, kwalifikując do usunięcia ponad 500 drzew. Przepraszam- nie 500. Ponad 300. Sprawdzałam źródło, jednak chyba zrobiłam to źle.
Pojawiają się pytania- czy wszystkie przeznaczone do wycinki drzewa zagrażają, skoro żadne drzewo nie zagrażało przez ostatnich 20 lat? Czy wszystkie martwe drzewa trzeba usuwać z parku? (biologia uczy, że jest to wręcz niewskazane). Co się dzieje z pozyskanym drewnem? Jak wygląda nadzór dendrologiczny? Dlaczego przy okazji wycinki są niszczone krzewy, runo i alejki, i nie zostaje przywrócony wyjściowy stan?
Edit: to nie są moje pytania. Zebrałam je w grupie.

Przy okazji przyglądania się pracom w Parku Grabiszyńskim zwrócono uwagę, że w zasadzie w całym mieście dzieje się źle i coraz gorzej- krzewy nie są cięte zgodnie ze sztuką, wycina się tysiące drzew, większość parków przypomina wydeptane klepiska, nowozałożone tereny zielone są gorsze od tych poprzednich... cortenowe donice zamiast purpurowych jabłoni... nigdy nie wybaczę miastu tych jabłoni... ale przyznaję (ze wstydem), że już mnie to zgrzewa, przestaję zauważać cięte w styczniu wczesne tawuły i rzezane u korzenia lilaki. Czas się przebudzić.

UWAGI DO NOWEJ KONCEPCJI- MASTERPLANU.
Jest w tej chwili znany tylko w postaci wizualizacji w niskiej rozdzielczości, do których linkowałam w poprzednim poście, ale już, przed konsultacjami i spotkaniami, budzi sprzeciw. Jakiś taki intuicyjny sprzeciw.
Większość opinii- ale pamiętajcie, w jakiej jesteśmy bańce, to Ratujmy Grabiszyński- jest negatywna.
Padają słowa: dewastacja, zaoranie, uśmiercanie, demolka, ogród zamiast parku, wesołe miasteczko na cmentarzu, zbytnia i niepotrzebna ingerencja, bezduszna, industrialna przestrzeń. Według internautów "ekostrefa" nie jest eko, bo wyklucza psy, sarny i bażanty, "ogrody wrażeń" mają zastąpić prawdziwe doznania, ptaki będą rozbijać się o "szklane domy", a wszystko to będzie kosztować miliony monet (bo będzie).
Są też inne głosy, takie "za porządkiem", oświetlaniem, udostępnianiem i brakiem dzikich węży, ale generalnie:

rys. Pod kreską, za zgodą Autorki, która skomentowała go tak:
Taka mnie dzisiaj (właściwie wczoraj) naszła refleksja. Co jakiś czas (często np. przy okazji ustalania budżetu obywatelskiego) słyszymy o planach rewitalizacji jakiegoś obszaru w mieście - na przykład parku. W standardowym zestawie planowanych działań jest w takich wypadkach sadzenie drzew i krzewów, i przygotowanie miejsca do wypoczynku mieszkańcom - ławek, alejek itd. Wydaje się, że tylko zupełny malkontent mógłby się do czegoś przyczepić: w zabetonowanych miastach bardzo potrzeba przecież zielonych zakątków, w których można mieć kontakt choćby z namiastką dzikiej przyrody. 
Ale zanim zaczniemy cieszyć się z mądrości pomysłodawców rewitalizacji, zatrzymajmy się na chwilę nad miejscem, które ma być rewitalizowane. Jeżeli to betonowe osiedle z wymęczonym trawnikiem, na którym ma być zaprojektowany zielony skwerek i plac zbaw dla dzieci - świetnie. Jeśli to zaniedbany park, w którym mają zostać wyremontowane rozpadające się ławki i wypielęgnowane (nie wycięte!) stare drzewa - super. Ale jeśli to kawałek dzikiego lasku, który jakimś cudem uchował się na obrzeżach miasta, i do którego spacerowicz z psem może wejść i udawać, że wcale nie jest w mieście, gdzie są stare dziuplaste drzewa, dzięcioły i wiewiórki, a w planach rewitalizacji jest wycięcie starych drzew, posadzenie nowych, zrobienie alejek z kostki i placu zabaw dla dzieci - to może lepiej zająć się jakąś betonową pustynią, a lasek zostawić w spokoju? Albo jeśli to staw, na którym zimą można spotkać kaczki i łyski, a latem żaby, a plan zakłada wyrównanie brzegów, zrobienie sztucznej plaży i spuszczenie na wodę rowerka wodnego. Tworzenie parków i miejsc odpoczynku jest super - tylko może nie wtedy, kiedy powstają po zniszczeniu tych niewielu dzikich miejsc, które nie potrzebowały poprawki, żeby służyć mieszkańcom chcącym odpocząć "na łonie natury".

A co ja myślę o koncepcji?
W warstwie technicznej i plastycznej- nie będę się czepiać. Strefowanie, zgrabnie rozwiązana komunikacja, porządek i bezpieczeństwo zgodne z domniemanymi oczekiwaniami grup docelowych. Tabazella skomentowała: "Nie wiem jak ten projekt na nowo zakładany park przy osiedlu mieszkaniowym można brać na poważnie jako projekt rewitalizacji starego założenia", coś w tym jest.
Można powiedzieć, że diabeł tkwi w szczegółach, tych wymienionych w ocenie internautów.

A jednak według mnie tkwi on gdzie indziej.
W braku empatii dla przyrody, że posłużę się celnym określeniem TP.
Sztos, o to chodzi dokładnie- przyroda to nie irgi i berberysy upchnięte w miejską rabatę, to nie wymuszone bylinowe rabaty w cortenowych donicach.
Przyroda wymyka się temu, jest ponad ten schemat, jest dzika jak moje serce, a jednocześnie krucha i spychana na margines przez takich planistów. Takich, którzy jej nie znają i wydaje im się, że jest gdzie indziej, a miasto to miasto, i wszystko dla ludzi, i szerujmy, i udostępniajmy.
Komu? Podobnym nam. Pięknym, młodym, aktywnym, nam, ludziom z wizualizacji. Nam ludziom.

Przyroda nie ma z nimi szans. Jest wykluczona językiem pogardy, który mówi o "nieużytkach" (a przecież te łany spontanicznych roślin to jak najbardziej użytki! i pożytki dla owadów, bażantów i saren) i "nieuporządkowanej przestrzeni".
A ja trzymam z przegrywami, z przyrodą i kotem Udusiem (w tym momencie kto wie, ten wie, a reszta ślizga się wzrokiem).
Wykluczeni rozumieją wykluczonych.

Widzę też w tej koncepcji brak szacunku dla miejsca. W końcu na tej AK uczy się, że wstępem do projektu jest analiza miejsca i jego historii. A w projektach (nie tylko tym) zostaje z tego wydmuszka, forma. Jakieś lapidarium, bo cmentarz, jakaś nazwa alejki. Nic z piękna nadrzecznego lasu splątanego chmielem i bluszczem, nic z klimatu zasypanego klonowymi liśćmi cmentarza, nic z grozy sterty nagrobków zepchniętych pod betonowy mur i mocy lasu ponownie zasiedlającego cmentarz.
Nie wspominam już o analizie siedliskowej, jakie kwietne rabaty pod koronami drzew! (może zresztą po to ta wycinka😞).
Ziemia nie należy do nas, to my należymy do Ziemi. Chyba trzeba to częściej powtarzać.

No cóż, MSPANC, i jeszcze dołożę: tyle się uczo, jeżdżo, oglądajo, i chuj z tego wynika. Pamiętacie wpis o rewitalizacji parków w Niemcowni? Potężne pieniądze, rozmach, ale runo jakoś nie tylko ocalało, ale zostało dopieszczone i tworzy klimat parków. Tudzież drzewa, nawet te martwe i powalone. Jedenaste: korzystać z dobrych przykładów innych, jak napisała w komentarzu Izabelka.

PLANY I NASTROJE.
W parkowej bańce są bardzo różni ludzie. Starsi i młodsi- nie jest tak, że to starsi z sentymentu są przywiązani do przeszłości lub że młodsi lubią "ogródkowy" porządek. Są miłośnicy przyrody, młode mamy, arboryści, sąsiedzi. Nastawieni na wspólne działanie przeciw temu, co uważają za niszczenie. Podejrzliwi- że koincydencja masterplanu z wycinką nie jest przypadkowa, a tak naprawdę chodzi o przygotowanie przedpola dla inwestycji nie mających z zielenią nic wspólnego. Podkreślający arogancję projektantów, miasta i wykonawców, wytykający działanie na pokaz (ten żart o Zielonej Stolicy Europy) i wbrew mieszkańcom. Empatyczni z "małymi mieszkańcami parku".
I wiecie co? To jest dobre. Ważne, że jest nas coraz więcej- podsumował ktoś.

Dla mnie osobiście ważne, że w ogóle są.
Bo dlaczego ja się angażuję?
Nie dlatego, żeby sobie poprawić samopoczucie kosztem innych, tych "złych". Tylko po to, żeby sobie poprawić samopoczucie obecnością tych z mojej bajki.
Bo już myślałam, że ich nie ma. Albo że są tylko na Roślinnych Spacerach, w prawdziwej przyrodzie. Że większość ludzi myśli, że w parkach i ogrodach nie ma dla przyrody miejsca, niech sobie idzie gdzie indziej, możemy do niej pojechać, a żeby nie widzieć jej za płotem, posadzimy tuje.
A tu nie. Nie, nie!
Miło odnaleźć współplemieńców.
🌲🌳🌲
Nie ma że bez zdjęć. Wpis zilustruję fotkami z miejskiego lasu. Między rzeką, działkami a blokowiskiem, zaśmieconego, poddanego presji wędkarzy, spacerowiczów, rowerzystów i działkowców.
Niesprzątanego ani ze śmieci, ani z liści, ani z powalonych drzew.
Taki zwykły, miejski las.
Styczeń 2018.
 
Taka prawdziwa Miejska Puszcza.
 Bo, wiecie, na przyrodę nie ma rady. Tam, gdzie jej za bardzo nie przeszkadzamy.
Brachythecium rutabulum
Klon zwyczajny
Kisielnica
Wrośniak różnobarwny
Rozszczepka pospolita 

 
Mnium hornum
Płomiennica zimowa
Atrichum undulatum
Purchawka. Gruszkowata?
 
Próchnilec długotrzonkowy
Gmatwica chropowata 

Lakownica brązowoczarna
Xantoria sp.
Grab zwyczajny
Wierzba
Cladonia sp.
Za oznaczenie grzybstwa dziękuję Mirze Klęczek, Agnieszce Jarmowicz i Krzysiowi Kalembie.
Las zimowy, ale w niedzielę było już tak:
Ona jest niezniszczalna!
Pozdrówka, Megi.

środa, 24 stycznia 2018

nasz Park!

Grabiszyński jest w niebezpieczeństwie.
Zagraża mu pielęgnacja i przyszła rewitalizacja.

Jak to? zapyta niejeden. Trzeba się z tego cieszyć, będzie ładnie i bezpiecznie.
Dlaczego my, ludzie z mojej bańki, zgodnie potępiamy obecne działania i projekt rewitalizacji, rozsyłamy petycję w sprawie natychmiastowego zaprzestania dewastacji Parku Grabiszyńskiego i petycję grupy #ratujmyGrabiszyński, spamując nią znajomych i nieznajomych?
Dlaczego powszechnie negujemy sens bieżących i przyszłych prac w Parku, często używając brzydkich słów?

Zacznijmy od historii i teraźniejszości Parku. Większość zadrzewionej powierzchni to były niemiecki cmentarz, na tym obszarze znajduje się też cmentarz żołnierzy włoskich z I Wojny Światowej oraz cmentarz dziecięcy z lat 30tych i 40tych XX wieku. O funeralnym rodowodzie świadczy kwaterowy układ, lipowe aleje, ostańcowe żywotniki i choiny, szpalery świerków i cyprysików. W centrum zadrzewienia znajduje się Pomnik Wspólnej Pamięci byłych mieszkańców cmentarza, których nagrobki w latach 70tych XX wieku z pomocą ładowarek znalazły się pod murem byłej nekropolii, w prywatnych ogrodach i miejskich brukach.
(więcej o Parku)
(zdjęcia dawnego i niedawnego Parku)
Historia żyje w zbiorowej pamięci, może z tego powodu park był użytkowany raczej ekstensywnie. Mało kto zbierał poziomki z okolic krematorium, choć owocowały jak nigdzie, nikt nie niszczył runa, w którym bluszcz i barwinek, narecznice i czosnek niedźwiedzi tworzyły kryjówki dla drobnych zwierząt i klimat Parku. Nikomu, ludziom ani ptakom, nie przeszkadzał splątany gąszcz dereni świdwa, czeremchy, leszczyn i trzmielin, porastających dawne cmentarne kwatery.
To był bardzo piękny park, sklepienie drzew jak katedra. Stawiałam go za wzór wobec masakry w Ogrodzie Krasińskich.
(linkowany tekst po latach nadaje się do przeczytania, z jedną uwagą: przez ostatnie kilka lat zmieniło się podejście do pielęgnacji wypróchniałych drzew. Teraz często zaleca się zaniechanie działań, nieoczyszczanie, nieodgrzybianie.)

Tak było do niedawna.
Najpierw podrożała praca i zabrakło pracowników, także w firmach obsługujących zieleń miejską. Krzewy już nie były przycinane jakotako (chociaż, jakby się dobrze zastanowić, to zgodnie ze sztuką cięte nigdy nie były, a naprawdę to w ogóle nie potrzebowały przycinania), tylko chlastane tępym narzędziem jak leci w środku zimy, w połowie wysokości. Wszystkie po równo- śnieguliczki, forsycje, pęcherznice i tawuły.
W 2015 i 2016 roku ekstremalna susza i upalne lato wykończyły sporo świerków i żywotników, nawet kornik nie zdążył się dołożyć.
Brzozy, powojenne siewki, właśnie dożyły swojego czasu.
Sprzęt do pielęgnacji zieleni stał się dostępny cenowo i firmy zieleniarskie się zaopatrzyły. Oraz nie zawahały się go użyć.
Gleba została ubita, uschły kolejne drzewa (bo korzenie potrzebują około metra głębokości natlenionej, niezagęszczonej gleby. 75% systemu korzeniowego znajduje się na głębokości do 30 cm. Nawet wałowanie ścieżek w pobliżu pnia może być niebezpieczne dla korzeni.), polany zamieniły się w kałuże, a szeroko rozjeżdżone alejki w błoto. Wycięto sporo podszytu (krzewów i siewek drzew), żeby łatwo się jeździło tym ciężkim sprzętem. A jeżdżono często, bo służy on również... do zbierania liści. W parku. I do koszenia wiele razy w sezonie. W parku.
Spadła wilgotność powietrza, rozpędzający się między pniami wiatr przewrócił kolejne drzewa. W prześwietlonych miejscach runo nie jest już takie piękne i bezobsługowe, bo powstały warunki dla mniej lubianych przez nas roślin spontanicznych- np. pokrzyw. Ubyło miejsc do gniazdowania i owoców krzewów, ubywa ptaków.
Wywieziona z Parku materia organiczna nie wraca do niego w postaci zrębków czy kompostu, co w oczywisty sposób zakłóca obieg materii w ekosystemie.
Więcej i ostrzej pisze na ten temat mieszkanka Grabiszynka, Maria Dziedziniewicz.
"To był piękny park- nie 100, lecz zaledwie 5- 7 lat temu. Zniszczyły go firmy zatrudnione przez miasto i to się nadal dzieje- park niszczeje w zastraszającym tempie pod nadzorem miasta."- konkluduje i ma dużo racji.

W zeszłym tygodniu w Parku wycięto kilkadziesiąt drzew, co zaalarmowało wrocławian, stało się początkiem protestu zorganizowanego przez Partię Zielonych i powodem powstania petycji.
Łącznie do wycinki Zarząd Zieleni Miejskiej, Miejska Konserwator Zabytków i Urząd Marszałkowski zakwalifikowały ponad 500 drzew. ponad 300 wg danych, którymi dysponuje Rada Osiedla Grabiszyn. Przepraszam za błąd.
W większości dużych i martwych.
Dużych i martwych.
"Protestujący apelowali o zachowanie naturalnego charakteru parku. Dzika część parku (na terenie dawnego cmentarza) stanowi dla mieszkańców najbardziej cenny przyrodniczo obszar. Nie znajdziemy takich na innych terenach zielonych w mieście. Zieloni zaapelowali też o natychmiastowe wstrzymanie wycinki do czasu wyjaśnienia sprawy. Mieszkańcy i mieszkanki poruszyli także kwestię wycinania krzewów, rozjeżdżania cennej warstwy podszytu przez ciężkie maszyny oraz braku szacunku dla rosnącej tam zieleni."- pisze Hipermiasto. Mimo apelu mieszkańców prace mają być kontynuowane nawet w sezonie lęgowym ptaków. Według portalu firma wykonująca prace nadal narusza ustalenia dokonane na spotkaniu, m. in. wciąż rozjeżdżając runo i polany.
Wobec takiej arogancji słowa "Wszyscy zaangażowani w sprawę mają jednak nadzieję na współpracę z miastem na miarę Zielonej Stolicy Europy- z szacunkiem do przyrody oraz zatroskanej o nią społeczności" brzmią wręcz ironicznie. Równie ironicznie, jak termin Zielona Stolica Europy w odniesieniu do miasta, którego wskaźnik "drzewiastości" wynosi 14% (Katowice 45%, Warszawa 23%).

Może opór wrocławian coś da na krótki czas, bo...
"Dla całego omawianego obszaru przewidziany jest masterplan, którego koncepcja jest jak na razie skrywana przez urzędników. Przedstawiono jedynie jej bardzo ogólny zarys, który już spotkał się z falą krytyki. Projekt masterplanu ma być dostępny na stronie internetowej od 1 lutego, a konsultacje będą trwać przez 4-5 miesięcy." (źródło Hipermiasto jw.)
"Narzuca się podejrzenie, że Zieleń Miejska pod pozorem usuwania zagrażających spacerowiczom drzew przygotowuje teren pod swój masterplan, którego trzykrotnie przesuwane konsultacje jeszcze się nie odbyły, a wstępna prezentacja w Internecie wywołała bardzo negatywne reakcje." (z petycji)

Pewnie co najmniej kilka razy przeklinałam na tym blogu kraj, w którym co rusz trzeba wykazywać się obywatelską czujnością, bo inaczej ktoś dla zysku spieprzy ci życie, a co najmniej przyrodę i krajobraz, i wlezie z butami w przestrzeń twojej wolności.
Już projekt oświetlenia, realizowany w ramach budżetu obywatelskiego, budził moje wątpliwości. Bo po cholerę tak wszystko oświetlać, i co na to sowy?
No a tu jeszcze to- klik, klik. Rewitalizacja, brzydkie wyrazy.
Jak wam się podoba?
I dlaczego nie?
Chętnie przeczytam komentarze na ten temat, wypowiem się w następnym wpisie (a narzekałam, że mało piszę w styczniu ;-)), a na razie- podpiszcie petycję. Oraz petycję, obie zostaną przedstawione Prezydentowi Miasta.
W zamian podzielę się zdjęciami z naszego kochanego Parku Grabiszyńskiego.
Listopad 2017, klon zwyczajny.
Klon polny.
Płat żółtlicy owłosionej.
Czosnaczek pospolity.
Bluszczyk kurdybanek.
Jasnota plamista.
Idąc cmentarną aleją...
 
Z cmentarza dziecięcego. 365.
Bukietowe lipy- pęczki odrostów korzeniowych.
Moja katedra.

Czy tu jest coś do poprawienia?
Nie sądzę.
Lato 2013 lub 2014.
 
Pozdrówka, Megi.