od początku

środa, 6 kwietnia 2016

śnieżyce i kamienne tablice

dobrze, że mamy chociaż rezerwaty- westchnęła Ewa w poście o Muszkowickim Lesie Bukowym, w którym martwi się też Puszczą (B).
Dobrze, że mamy tu, na Dolnym, Muszkowice. To jest takie miejsce, w którym będąc za każdym razem (a tych razów zeszłej wiosny uzbierało się kilka, co daje nadzieję na kolejne fenologiczne relacje) czuję spokój i satysfakcję- tak, i my, na kulturowym i przekształconym Dolnym, mamy namiastkę "dzikiego" Wschodu, każdą roślinę na swoim miejscu, pełny skład gatunkowy, dorosłe drzewa. Prawdziwą naturę, jak to mówią.

Powiedzmy. Nawet na sobotnim Roślinnym Spacerze (w zupełnie innym miejscu, w granicach Wrocławia) padały słowa: "Jak na wsi, z naprawdę dzikimi terenami, super", świadczące o tym, jak mało jesteśmy wymagający (jak mało nam potrzeba do szczęścia?), jak niewiele widzimy z przyrody, jak mylimy naturę z kulturą.
Nie czepiam się, opisuję stan.

Szukając rozpaczliwie, co siedzi w głowach obrońców Puszczy metodą piły mechanicznej, próbując zrozumieć niewytłumaczalną dla mnie arogancję, krótkowzroczność i manipulację, przeczytałam se książeczkę (część "pakietu refleksyjnego", więc wiecie. Siłą rzeczy zainspirowała mnie do poniższych przemyśleń. VegAnka nabyła, tak sobie wspólnie reflektujemy.) Pozwoliło mi się to nieco mentalnie pozbierać.

Temat zwiększenia wycinki w Puszczy Białowieskiej jest aktualny, ale może już nie tak bardzo, jak kolejne równie bulwersujące bieżące tematy społeczne, których dostarczył nam zeszły tydzień. Wygląda na to, że rzeczywistość zmienia się w tempie zbyt szybkim na możliwości percepcyjne człowieka, może dlatego wielu próbuje okopać się na twardych stanowiskach, nie ma dyskusji i chuj. Tak jest pod każdym postem (nt. Puszczy, strzelania do wilków, ustawy antyaborcyjnej, ocieplenia klimatu), może tylko w temacie ustawy o obrocie ziemią moi znajomi są zgodni ;-)

Każdy z nas zna chyba jakiegoś miłego leśnika, który dba o swój odcinek, dobrze wykonuje swoją pracę, kocha przyrodę.
Tylko że leśnictwo jej nie chroni. Celem gospodarki leśnej (jak każdej- także rolnej, rybackiej, łowieckiej) nie jest ochrona przyrody, tylko produkcja i zysk. Ochrona przyrody nie leży w interesie korporacji Lasy Państwowe. Leśnik ochroniarz to oksymoron, tak jak ochroniarz myśliwy. Nie mówię o naszym miłym znajomym leśniku, mówię o decydencie.
"Zwykli ludzie" często nie rozumieją różnic między obszarami gospodarczymi a chronionymi, są w tej sprawie ignorantami, którymi łatwo manipulować (próbka takiej manipulacji w wykonie tytułowych "leśnych dziadków". A w TVR widziałam program o myśliweczkach, "chroniących drobną zwierzynę przed lisem". Dopowiedzcie sobie, w jaki sposób.)

Nie wierzę więc leśnikom. A co ze "zwykłymi ludźmi" powtarzającymi, że "przyrodę trzeba chronić"?
Powinniśmy sobie uświadomić, że nie chronimy jej dla człowieka (bo jest ona wartością nadrzędną), a przed nim. Takie myślenie powinno bardzo dużo zmienić.
Powinniśmy sobie uświadomić, że głównym celem ochrony przyrody jest zachowanie bioróżnorodności, nie tylko dla niej samej, ale dlatego, że zależy od niej stabilność ekosystemów, a co za tym idzie- jakość życia ludzi.

Powiedzmy, że jesteśmy zgodni co do meritum- chronimy. Jak?
Ochronę przyrody można bardzo różnie stopniować- może być ochroną bioróżnorodności,  czynną (w nią wpisuje się też odtwarzanie ekosystemów), bierną, absolutną (eksperyment zapowiedników).
Ochrona czynna jest spektakularna. Uratowaliśmy bizona, żubra, bobra, z niepylakiem się nie udało, ale chuj. Działamy, napierdalamy. Otrzymujemy instant gratification. Piszemy projekty, tworzymy miejsca pracy, przeznaczamy środki, PKB rośnie. Rządy i korporacje umiejętnie sterują nami poprzez paradygmat wzrostu i  rozwoju, warunkujący przecież istnienie aktualnego modelu gospodarczego. Pozorne sukcesy ochrony utwierdzają nas to w przekonaniu, że przyroda sobie bez nas nie poradzi (to jest właśnie przypadek zwolenników wycinania zakorniczonych świerków). Fakt, że potrafimy odtworzyć torfowisko, zakole rzeki, murawę kserotermiczną daje złudne wrażenie, że nic się nie stało, że wszelkie straty w przyrodzie są odwracalne. Idea "uprawiania przyrody", kształtowania jej dla ludzkich celów przez Dobrego Ogrodnika (może ja powinnam przeprosić za stronniczość, z jaką uparcie wpuszczam was do Pracowni- nb. warto śledzić profil z racji aktualności. Ludzie, którzy snują się po lasach i łąkach, mają, jak widać, dużo czasu na refleksje. Uczą się też z prostej obserwacji, co nie jest typowe dla współczesnego człowieka.) jest mocną tendencją.
(swoją drogą, nienajgorszym wyjściem z sytuacji. Wiem, że mało kto podąża za linkami, ale na poczytanie o Dobrym Ogrodniku namawiam- artykuł przedstawia współczesne podejście do "zarządzania przyrodą", wprowadza pojęcie "usług ekosystemów", czyli takie rzeczy, o których pewien minister chyba nie słyszał).
Czynna, odtwórcza lub konserwatorska ochrona przyrody ma jeszcze jeden uwodzicielski aspekt- "ratujemy" za jej pomocą świat, jaki znamy. Tworzymy skansen.
Ochrona bierna zakłada powstrzymanie się od ingerencji. Zwykle to za mało w tych czasach (duża antropopresja) i miejscach (niewielkie enklawy). Jest niepopularna- postrzega się ją przez paradygmat służenia ziemi człowiekowi jako hamulec "rozwoju" i ograniczenie produktywności. Wyłączenie terenu z gospodarowania (także turystyki) nie leży w interesie podmiotów gospodarczych. Rozłożone w czasie efekty odbierają natychmiastową satysfakcję.
Czyli- najtrudniej nie robić nic. Ochrona bierna nie jest modna (nadal, a uleganie modzie to przecież wyraz ludzkiego konformizmu, będącego cechą przystosowawczą, popieraną przez dobór naturalny). Zakłada niekontrolowaną zmianę, którą tak trudno znieść człowiekowi z ewolucyjnie zakodowaną potrzebą działania, kształtowania, eksploatacji. Zakłada sukcesję, o czym pisze K. Wojciechowski w linkowanym powyżej tekście o zapowiednikach:
"„Scenariusz sukcesji” w naszych warunkach został już w zasadzie nieźle poznany, jednak w ochronie przyrody dominuje raczej podejście, że z sukcesją trzeba walczyć, zwłaszcza na bagnach, murawach i łąkach. Bo wypiera gatunki, bo zamienia tereny otwarte (zwykle bardziej „pożądane”) w las, bo nie sprzyja ochronie różnorodności biologicznej itd. Na walkę z nią traci się grube miliony euro. A tymczasem jest to bodaj czy nie najbardziej naturalny z wszystkich procesów przyrodniczych – doprowadza bowiem zmienione przez człowieka ekosystemy do takiego stanu, jakiego „życzy sobie” przyroda."

No to tak.
Wróćmy do REZERWATU, do Muszkowickiego Lasu, który eksplorowałam z Poszukiwaczami na początku marca, a tydzień później z TP. Eksplorowaliśmy grzecznie (szlakiem i bez zbieractwa), no bo rezerwat. Florystyczno- leśny, częściowy (tzn. dopuszczalne są zabiegi ochronne, dostępny dla turystyki).
Koronka w brązach, i właściwie przez ten miesiąc niewiele się zmieniło, długie, chłodne przedwiośnie :-)
Muszkowice
Nie- przyroda
 W rezerwacie nie prowadzi się gospodarki leśnej- to las nieposprzątany.
Bez słucha...
Dużo nas- dziewięcioro dorosłych i dwie małe dziewczynki :-)
Przewróciło się i leży, a na tym rosną całe światy grzybne, owadzie i roślinne, galaktyki bioróżnorodności. Orędownicy hasła "Niech Puszcza się zapuszcza" chcą właśnie czegoś takiego, czy ktoś uznaje to za nienaturalne, złe? Tak. Na świątecznym spacerku w miejskim lesie ze dwa razy (sporo ludzi) usłyszałam westchnienia "jak dobrze, że ten las wreszcie posprzątali" (z posuszu, podszytu, przy okazji budowy Wrocławskiego Węzła Wodnego).
Wg Wiki "Rezerwat obejmuje fragment ocalałego pierwotnego lasu bukowego, porastającego niegdyś Sudety i Przedgórze Sudeckie. Ochroną objęto las porastający stoki jaru wraz z potokiem, w którym żyją pstrągi. Obszar ten łączy występowanie gatunków górskich i nizinnych. Oprócz buków występują tu dęby bezszypułkowe, jawory, świerki, jesiony, wiązy górskie i lipy drobnolistne. Również bogate są niższe partie lasu."
Pierwsze są przebiśniegi- Galanthus nivalis. Później kwitną śnieżyce, Leucojum vernum.
 Poza miejscami wilgotnymi w lesie pusto zupełnie,
jedynie Poszukiwacze wprowadzają nieco ożywienia
Dani skomentowała to zdjęcie: Małgosia sprawdza, czy w tym składzie też będą żarli. Żarli.
More than selfie- stick :-D
jarając się zieleniną.
(ziarnopłon wiosenny)
(kopytnik pospolity)
(szczyr trwały)
(śledziennica skrętolistna)
(miodunka ćma)
(wawrzynek wilczełyko)
(przylaszczka pospolita)
(zdrojówka rutewkowata)
(żankiel zwyczajny)
(jaskier kosmaty)
Prawdziwym hitem MLB są obrazki, opisywane jako o. plamiste lub o. alpejskie. Atlas roślin naczyniowych Polski mówi: "Wg. obecnego stanu wiedzy w Polsce ten gatunek (tj. obrazki plamiste (Arum maculatum)) nie występuje na naturalnych stanowiskach. Kilka jego stanowisk znajduje się w miejscach po dawnej uprawie przy zamkach, w parkach, itp. Wg. [10] jest kilkanaście stanowisk na Pomorzu, w żyznych lasach łęgowych i niskich grądach, w miejscach zacienionych, w dolinach cieków lub wilgotnych wąwozach.
Populacje polskie z klucza Szafera zalicza się do gatunku obrazki wschodnie typowe (Arum orientale ssp. orientale). Znajdują się one w Beskidzie Niskim, Pogórzu Przemyskim, Pogórzach: Strzyżowskim, Gorlickim, Ciężkowickim i na pobliskich terenach. Na Dolnym Śląsku też jest spotykany (np. w rez. "Muszkowicki Las Bukowy" k. Henrykowa)."
Stan na marzec. Czekamy na kwiaty...
Płatami tam rosną.
Dobrze byłoby odpowiedzieć sobie na pytania:
- kto chroni przyrodę, a kto jej szkodzi?
- co wypiszemy na kamiennych tablicach, zostawionych naszym dzieciom?
- jak przekonamy je do przestrzegania przykazań?
Może za bardzo polecę Jermaczkiem, ale zgadzam się z nim, że przyrody nie chronią- nie dadzą rady ochronić- przyrodnicy, ekolodzy. To powinność nas wszystkich, z którą nieco kłóci się często powtarzane "trzeba robić swoje", "róbmy swoje", powtarzane w dobrej wierze i poczuciu słuszności własnych wyborów.
To za mało- wiemy, że nawet gdybyśmy wszyscy gasili zbędne oświetlenie, sikali pod prysznicem i magazynowali reklamówki, to niezależnie od naszych eko- wyborów korporacje zgotują nam jesień średniowiecza. Trochę to konfunduje i demotywuje, ale i wskazuje kierunek. W pewnych sytuacjach tylko nieposłuszeństwo obywatelskie i bezkompromisowość może ocalić wartości. To jest właśnie droga dla Puszczy i dla nas wszystkich w przyszłości, niedalekiej przyszłości.
Kto szkodzi przyrodzie? Człowiek w nadmiarze. Jęki, że jest nas za mało, że wymrzemy jako naród/narody, że nie będzie niczego, dyktuje demagogia swoiście pojmowanego patriotyzmu (nacjonalizmu?) i gospodarki opartej na wzroście (pamiętajmy, że wzrost mierzony za pomocą PKB jest pozorny, okrada przyszłe pokolenia z zasobów, a nas z jakości życia). Uważamy en bloc, że dobrze chronimy przyrodę, że działania na jej rzecz wprowadzają w nasze życie znaczne ograniczenia (nie można sobie pojeździć quadem po lesie, wyciąć drzewa bez zezwolenia, przenieść storczyka do ogrodu). Tymczasem tylko kilka procent powierzchni Europy to obszary chronione, połowa gatunków na tych terenach wymiera i wymrze z winy człowieka. W skali planety jest gorzej, a przecież przyrodę powinniśmy chronić lokalnie, ale i globalnie.
I nie, człowiek nie jest z natury zły, jak lubimy sobie upraszczać. Jest, owszem, nastawiony konsumpcyjnie, zachłanny, bezmyślny, egoistyczny, ale jak inaczej mógłby przetrwać jako gatunek? Te cechy, podobnie jak konformizm, były promowane przez dobór naturalny, co chyba nie wymaga wyjaśnień :-)
Tylko że w połączaniu z demografią doprowadziły do katastrofy.

Więc co?
Kocham Roślinne Spacery (i różne inne botaniczne wycieczki ;-)), bo spotykam się na nich z ludźmi zajaranymi nie tylko botaniką i zielarstwem, ale szczerze i głęboko przejętymi losem świata. Mają wspólną zajawkę, spijają słowa ze swoich ust, robią zdjęcia i notatki, pochylają się nad każdym chwastem, to jest jakaś szczęśliwa bajka. Poszukują nie tylko roślin, szukają może trochę w ciemno, ale znajdują przynajmniej nadzieję.
Za każdym razem są z nami jakieś dzieci- dwulatek w wózku, kilkuletnie siostry z krótkofalówkami, nastolatki na hulajnogach. I niby nic, ale sobie nasiąkają, chociaż te starsze z pewnym dystansem do swoich nienormalnych rodziców.
Człowiek na obecnym etapie cywilizacji podlega ewolucji kulturowej w większym stopniu, niż biologicznej. Tak jak gen jest podstawową jednostką dziedziczności, tak mem- jednostką ewolucji kulturowej. Memy replikują się i przekazują z pokolenia na pokolenie jak geny. Były na tablicach, są wśród Poszukiwaczy Wszystkiego.
W naturze ludzkiej leży konformizm, skłonność do postępowania jak większość (cecha popierana przez dobór, można przecież przypuszczać, że stado uciekające przed drapieżnikiem lub podążające w kierunku zielonych pastwisk ma rację), co za tym idzie- ulegania modom.
Da się wykreować modę na ochronę przyrody w odpowiedzi i opozycji na modę na destrukcję? Memy nowomodnych praktyk replikujące się wiralnie? Etykę Ziemi jako nowe przystosowanie ewolucji kulturowej i nasz mechanizm zabezpieczający?
To jedyna nadzieja i przesłanie do przyszłych ludzi.
Mapka spaceru z gps Pita
Pozdrówka, Megi.
PS. i nie wystarczy, a może nawet nie jest wskazane zakładać ogrody, jak ładnie i demagogicznie spięłam sobie poprzedni post (i nikt nie wytknął mi niekonsekwencji ;-)) Ogrody bardzo często, a nawet z definicji, są przeciw przyrodzie. Wpisują się w trend róbmy swoje, a to za mało. Trochę chciałabym robić antyogrody. A trochę nie, bo jestę tą pejzażystką i estetkom. Ot, rozdarcie.
PS. A ten, to nie artykuł, tylko blog osobisty, to sobie jeszcze osobiście pojadę.
Na blogach ogro nuda, nie ma co czytać, wszyscy o tym samym :-D w dodatku ctrlcctrlv z tych samych materiałów.
Lokalnie chujnia z grzybnią- od początku sezonu wciąż któreś auto w naprawie, umarła maszyna, która robiła robotę, kasa na rośliny poszła na to, z pierwszym ciepłym dniem wszyscy przypomnieli sobie, że mają ogrody. Padnij, powstań, ile tak można. Pojechałabym gdzieś.
Post nr 400 to jest :-D






19 komentarzy:

  1. No. Waśnie. Dlaczego nie jesteś ministrą ochrony przyrody? Dlaczego nie jesteś doradcą? Gdzie twój program tv w godzinach największej oglądalności? No gdzie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na razie mam wymówkę- nie ta opcja :3

      Usuń
  2. Czuję podobnie, podobne zdjęcia mam z rezerwatu za obroną puszczy - z powalonymi pniami, pokrytymi różnymi organizmami- porkiem brzozowym, piestrzenicą olbrzymią, mchami, porostami itd.
    Ogrodnictwo jest przeciwko przyrodzie, też czuję to rozdarcie. Świat brzydnie w piorunującym tempie. Wiosna- życie rozkwita- cieszmy się tym - to dużo, jak na dzisiejsze czasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo mnie cieszy ta wiosna, nic nie chcę przyspieszać, a nawet wolę sobie wrócić do śnieżyc.
      A pokażesz te zdjęcia?

      Usuń
  3. Z moim starym i zapuszczonym sadem sąsiaduje zagajnik modrzewiowo-sosnowy posadzony jakieś 15 lat temu przez starszego pana.
    Drzewa są już dość wysokie, znajdowały tam schronienie sarny i buszowały zające, rosły maślaki modrzewiowe.
    Było dziko i pięknie.
    Jesienią ubiegłego roku syn zmarłego starszego pana wyciął wszystkie dolne gałęzie drzew na wysokość 1,5 m. Lasek wygląda jak miejski teren parkowy :(
    Załamałam ręce na ten widok a staruszek pewnie przewraca się w grobie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. same by się wydzieliły, zamieniły w próchnicę, a ile nakładu pracy mniej...
      ale widzisz- to jest właśnie ludzka ambiwalencja, dążenie do ordnungu. Sami przecież sprzątamy ogrody klientów, mamy taki dość wyśrubowany standard, który wkrótce pokażę, właśnie o tej dwoistości wspominając. Staram się przekonać do "niedokładnego" sprzątania, a przede wszystkim- robienia ogrodów wybaczających niedostatki pielęgnacji. To za mało, oczywiście, ale nie da się działać wbrew naturze ludzkiej, bo nie osiągnie się w ogóle nic.

      Usuń
    2. Megi, w niedostatku pielęgnacji jestem "miszczem".
      Ale tak lubię.
      Jak chcę ordnungu, to se popatrze w necie przez chwilkę na ogrody francuskie i wystarczy.
      Natura swoim pięknem sama się broni, jeśli jej nie przeszkadzać :)
      Nie było nas, był las!

      Usuń
  4. Megi piękny post:)) Jeju, jak bym chciała zobaczyć te śnieżyce na żywo.. Może kiedyś uda się zmontować wycieczkę w Wasze strony.. A co do Puszczy - zgroza.. Swego czasu spędzaliśmy w miejscowości M., koło granicy z Białorusią wakacje.. Jest to, można powiedzieć serce Puszczy B.I chodziliśmy z tamtejszym Leśniczym na wycieczki do rezerwatu ścisłego.. PRZEPIĘKNE MIEJSCE.. Przepiękny przykład ochrony biernej.. NIC tam nie było robione, Puszcza tam sama sobie reguluje swoje sprawy.. Mam nadzieję, że jednak tego NIE POSPRZĄTAJĄ.. Ech... Ale mimo wszystko, nie martw się - i słoneczne pozdrowienia!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a wiesz, że nigdy nie byłam w Puszczy? i nawet jestem ciekawa- czy to naprawdę taki Las. Ale zgroza, to traktowanie jej jak pola ziemniaków opanowanego przez stonkę.
      Ciekawe, gdzie rosną twoje najbliższe śnieżyce? W Wielkopolsce, na Pomorzu Zachodnim? muszą gdzieś być.

      Usuń
    2. Oj, to jest LAS:))) Przez duże "L".. Polecam wyjazd tam bardzo!! W ogóle ta część Podlasia z Puszczą jest bardzo magiczna.. A śnieżyce to są najbliższe w Parku Oliwskim.. Ale ja bym chciała zobaczyć takie dziko:)) Mam nadzieję, że kiedyś się uda:)) Udało się z dębikiem ośmiopłatkowym - dotarliśmy na Północ Norwegii, do śnieżyc bliżej i mam nadzieję, że też się uda:))
      Dobrego weekendu!

      Usuń
  5. A ja myślałam, że jak wspomniałaś o towarzyszących dzieciach, to będzie przytyk, że tacy ludzie myślący o przyszłości ziemi, a dzieci mają. No bo w zasadzie, to mając na względzie dobro planety nie powinni się rozmnażać.

    A las przepiękny, rośliny cudowne. Lubię takie przedwiośnie, kiedy przyroda się leniwie wybudza. Drzewa jeszcze liści nie mają, ale już pod korą krążą soki, zmieniają się kolory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda- równie dobrze mógł być przytyk. Moje dziecko, czyli VegAnka, nie ma zamiaru się rozmnażać, ze względu na przyszłość planety i dzieci, tak że temat mam przerobiony, rozumiem, akceptuję.
      Nie powinni, ale co zrobisz. Każdy chce żyć normalnie, to jest między innymi ta jakość życia, z której gospodarka oparta na wzroście nas ograbia. A jak już się rozmnożyli nieodpowiedzialnie, to znów co zrobisz... tym bardziej, że dopiero wtedy wpadają w panikę, bo co te dzieci będą miały za świat.

      Usuń
  6. Tak sobie czytam i czytam i wszystko się we mnie zgadza z tym, co piszesz.
    Byłam w Puszczy (polecam zaciszność i niezależność pewnej kwatery). Mam poczucie mrówki i walca w tym sporze/walce o Puszczę. Z mrówczej perspektywy macham transparencikiem "Puszcza - Dziedzictwo Ludzkości UNESCO - doceńmy to". Dobrze, że dzisiaj mrówki mogą korzystać z wynalazków cywilizacji - transparencik sieję, gdzie się da w przestrzeni cyfrowej - także leśnej (http://www.laspolski.pl/archiwum/Dlaczego_martwe_ncwierki_szz_potrzebne_wpuszczy_bianowieskiej,artykul-11375.html).
    Może to coś da, kto wie? (że tak zacytuje klasyka).

    Serdeczności Megi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uściski Aniu :-)
      trzeba zapłacić, żeby przeczytać ;-) dużo mrówek, dużo, całe mrowisko, demo mrówek machających transparencikami, w tej i w innych sprawach. Gdybyśmy nie wierzyli, że będzie... normalnie, to po co żyć?

      Usuń
    2. A to na polskim wilku jest prawie to samo o świerkach i nie tylko za darmo (http://www.polskiwilk.org.pl/puszcza-bialowieska).
      Puszcza Szyszkę przeżyje, nie takie rany zabliźnia do tej pory, ale może mrówki sprawią, że będzie mniej poraniona, niż bez mrówek. Oby :-)

      Usuń
    3. a przypomniało mi się: dlaczego trzeba wycinać chore świerki? bo korniki drukarze wydrukują wyrok TK :-D

      Usuń
  7. "Nie mamy szczęścia do mądrych władców" - tak było i nadal jest. Przysłuchuje się różnym konferencjom i wykładom. Przeraził minie wczoraj pewien profesor, który wycinkę drzew jawnie i na forum nazwał " bo szwagier urzędnika musi zarobić". Wszyscy o tej masakrze na poboczach dróg Polski wiedzą, ale prawo nadal chroni chytrych i nienasyconych. Pół życia spędziłam wśród myśliwych i leśników. Ich filozofię mam wdrukowana w tyle głowy i muszę to miejsce świadomie omijać by nie popaść w schizofrenię. Myśliwi, to często prymitywni ludzie. Bywa, że działają na granicy kłusownictwa. Dbający niestety o własny "interes" w majestacie prawa o "ochronie" zwierząt. Dość trudnym, jak dla mnie przypadkiem, jest postać myśliwej. Kobiety, która dla czystej satysfakcji zabija zwierzęta, często na oczach własnych dzieci, kastrując je psychicznie na całe życie. A przecież nie robi tego z głodu, bo to można by było jeszcze zrozumieć. Trudno chyba takiej osobie cokolwiek chronić, skoro własnych dzieci nie potrafi?.
    Leśnicy...większość w tej chwili po studiach, ci starsi min. 5 lat technikum leśnego...a w ich ogródkach thuje i plastikowe bociany. Słyszą na co dzień o rodzimych gatunkach, ale nie biorą tego przecież do siebie na poważnie. To tylko przecież praca. Zamiast może dać przykład? ... bo są uświadomieni bardziej niż inni ?...
    Architekci, to są prawdziwi władcy przestrzeni. Mają potężną broń, bo projektują INFRASTRUKTURĘ. Infrastrukturę i nowe zurbanizowane przestrzenie, do których łaskawie "wprowadzają" zieleń, sami uciekając, jak szybko się da do starych, zielonych dzielnic lub na tereny podmiejskie i wsie. Jest to w większości typ nie współpracujący z architektami krajobrazu. Mimo zbieżność w nazwie zawodu, chyba, że w celu jakichś korzyści materialnych, bo ci drudzy, nie mając uprawnień ustawowych, muszą im za pieczątkę pod projektem np. PARKU płacić!
    Pomijam tu poziom arch. kraj. bo w każdym zawodzie poziom jest różny.
    Żeby jeszcze pomarudzić, dodam "projektantów ogrodów po kursach lub z pasji", którzy o krajobrazie i jego znaczeniu oraz elementach nie wiedzą nic, radośnie "projektując" co sobie klient życzy i chce (choć sam najczęściej nie wie co chce).
    I robią ci wszyscy ludzie "to swoje" bo mogą. Bo prawo tego nie zabrania a jak zabrania, to się je zmieni. Bo szwagier musi zarobić. A ci w nowej władzy też mają szwagrów. :-( e.

    OdpowiedzUsuń
  8. jestem z Podlasia z białostocczyzny; mam takie a raczej miałam... swoje magiczne miejsce gdzie jeździłam na grzyby... głęboko w Puszczy... obecnie Knyszyńskiej kiedyś Gródeckiej i co... przyszli drwale ... ogołocili las niby ze starych drzew.. to co zostało po nich to... jeden wielki koszmar... teren poryty niesamowicie... tylko siąść i płakać... całe runo leśne zryte kołami ... koleiny na pół metra... od tej chwili minęło 3 lata i.. niestety nie widać nie tylko żadnego grzyba nawet jagody przestały rosnąć... ech
    pozdrawiam wiosennie :)

    OdpowiedzUsuń

napisz, to miłe! dziękuję!
(moderuję komentarze do starszych postów :-)