od początku

piątek, 28 kwietnia 2017

rabaty preriowe są bezobsługowe!

... chociaż nie całkiem😁
Nie lubię nazywać ich "preriowymi" (albo "preryjnymi", jak mówi Kasia B.), wolę określenie "łąkowe". W końcu łąka to taka rodzima preria😊
I niezupełnie bezobsługowe, choć zdecydowanie małoobsługowe.
Bo wczesną wiosną trzeba zrobić TO,
 
Właściciele ogrodu pracują z zaangażowaniem💚
czyli wykosić (np. wykaszarką, niższe byliny można kosiarką) biomasę z zeszłego sezonu.
Część można zebrać, część zostawić (najlepiej w zmulczowanej postaci).
(można tak robić, jeżeli nie ma wiosennych cebulkowych. A nie ma, bo w okolicy sporo karczowników, i tak mają co jeść, np. graby są pyszne.)
I chociaż przez chwilę będzie nas straszyć (?) obraz poszarpanych źdźbeł i ogólnego bałaganu-
 niewiele herbatek później
 ucieszy nas widok taki, jak pokazane w zeszłym roku (tylko co roku inny i piękniejszy😍).
Ależ tam co roku. Ten widok zmienia się z miesiąca na miesiąc, poniższe zdjęcia są z lipca 2016.
Widać jakieś pustki... ale chwilę później już nie😉
Nasienniki wiązówki bulwkowatej😫
O tej porze dominuje przetacznik kłosowy, krwawnica pospolita, odętka wirginijska (biała lepiej rośnie, zawsze), jeżówka blada, gaura Lindheimera (biała i różowa), mikołajek płaskolistny, pysznogłówka 'Prarienacht'. Kłosi się trzęślica, trzcinnik i śmiałek darniowy.
Może komuś ten zestaw roślin wyda się dziwny, ale się sprawdza. W ogóle rabata łąkowa to zbiorowisko, w którym trudno mówić o jakichkolwiek "zasadach" poza tymi, żeby:
- sadzić grupami po 5- 10 szt. jednego gatunku czy odmiany, gęsto, żeby, jak to mówią, rośliny "się wspierały", no i żeby ograniczać plewienie,
- nie nawozić (dlatego też nie mulczować całego pokosu) i umiarkowanie podlewać, żeby rośliny nie bujały i się nie kładły,
- (opcjonalnie, w miarę odporności na spontan) ograniczać ekspansywne- tej wiosny w różne puste miejsca przesadziliśmy nieco traw z rozrośniętych kęp.

Dla porządku i dokumentacji- reszta ogrodu wyglądała w lipcu tak:
Czasem coś jest fajnie wymyślone... a tu jakaś trampolina sąsiada się wetnie, albo ktoś daszek sobie postawi😩 dlatego tuje, prosz państwa, tuje są rozwiązaniem😵
Za bukietówkami hortensje krzewiaste- nie tylko 'Anabelle', ale i pachnąca 'Pink Pincushion'.
Hortensja kosmata.

Przedogródek z seslerią błotną, pragnią kuklikowatą i barwinkiem pospolitym.
 Dla kontrastu natomiast- zdjęcia z marca tego roku:
Tak pocięliśmy róże krzewiaste. I tak urosną za duże😄
A tak pnące- jak najbardziej płasko na podporach.
Drzewom zdjęliśmy posusz (redukowały korony po posadzeniu) i paliki (po 3 sezonach).
Tak wyglądały rabaty z hortensjami...
tak trawnik
... a tak przedogródek.
Wiosna to przereklamowana pora roku😏
Linkowany wyżej wpis zaczyna się opisem murawy- łąki założonej z siewu. Z jednej strony taka łąka to "niekoszony trawnik"- o swoich doświadczeniach z nim pisze Jankosia. Z drugiej- umiejętne stosowanie koszenia, przerzedzania i dosadzania może ten trawnik, murawę, łąkę zrównać z łąkową rabatą, w której tyleż trawy, co kwiecia.
I teraz Jankosię obszernie zacytuję, bo podoba mi się to. A podoba mi się oczywiście dlatego, że wciąż to piszę ja sama, wciąż innymi słowami:
"Busz nie bierze się z niczego. Ktoś go musi zapoczątkować, ktoś musi czasem umyślnie zaniechać a działać wtedy kiedy trzeba. Nie jestem za dziczą, ogród to nie puszcza, z której kawałka próchna nie można sprzątnąć, ale ogród to też życie, ogród to przede wszystkim życie.
[...] Założenie kolejnego trawnika (ładnego bądź co bądź, bo ja uwielbiam dbać o darń) poskutkowało tym, że mój ogród zaczął miejscami wyglądać jak ą ę lerła merlę ;) [...] Zmuszona więc byłam wrócić w wyobraźni do tego, co mogłabym zastać w tym konkretnym miejscu gdyby tak nic nie robić. I ujrzałam mgiełkę zwiewnych traw, bordowych wczesnym latem, potem słomkowych, ulegających dopiero pod ciężarem jesiennej rosy i pierwszych śniegów. Wystawały spod tej chmury główki niebieskich jasieńców, żółtych kocanek i dziewann, trochę za dużo jastrzębca, a gdzieniegdzie wielopniowe ałycze i czeremchy. No taka trochę ruderalna roślinność, bo i takie warunki glebowe. I doszłam do wniosku, że to jest coś, co należy do miejsca. Z tym nie powinnam za długo walczyć, a wręcz przeciwnie, trzeba to wykorzystać."
I to jest, proszpaństwa, podejście projektanta, a nie jakieś tam wsadzanie roślin, choćby najpiękniejszych. Te rośliny mają nam malować obraz, będący tylko nieco podkręconą, a może bardziej podkręconą, a nawet mocno przerysowaną naturą i rzeczywistością. Należy do miejsca- to są słowa klucze. Jako przyrodnik rozumiem je inaczej niż jako ogrodnik, ale mogę i umiem łączyć te dwa podejścia- należy do miejsca coś, co tam potencjalnie rośnie, ale i coś, co pasuje, podkręcając sytuację.
Ilustracją niech będą czerwcowe i lipcowe zdjęcia z Izerii (hasło: tej zabetonowanej😂). Kamień najbardziej miejscowy z miejscowych, mgiełkowe rabaty łąkowe, wiązówka czerwona i dzięgiel na styku z "prawdziwą" łąką.
Ale i hortensje bukietowe, i różaneczniki, kulturowo i "klimatycznie" jak najbardziej należące do miejsca.
Tak tak, to pierwszy sezon ogrodu, marcinki, dzięgle i hortensje wyjedzone przez sarny, choina podniszczona przez zimę, jeszcze wiele do urośnięcia i ogarnięcia- choćby tak banalny problem, jak styk rabat z przerastającą na nie łąką. Jeszcze nie wszystko obsadzone, i nie wszystko będzie, jak chciałam, ale uczę się z tym żyć- będę obserwować sukcesję😁
Małoobsługowość łąkowych rabat została jednak udowodniona- były kompleksowo odchwaszczane jedynie dwa razy w ciągu sezonu.

Czas działa na korzyść ogrodów, także łąkowych rabat, miło jest móc obserwować jego upływ.
Prerię (nazywam ją tak za twórcami) w Mariestad oglądam od wielu lat (a wy możecie tu). Jest ona częścią większego projektu.
Dobór roślin- lista niepełna, jak wynika z wizji lokalnej. W ciągu kilku lat dosadzono kilka gatunków, nie wszystkie pierwotne przetrwały- np. bożykwiat czy kłosowiec, y- y. Tak to właśnie jest z rabatami łąkowymi- próby i błędy są metodą.
Lipiec 2016.
Preria wygląda przepięknie w deszczu i słońcu.
 
Bezobsługowość potraktowano tu bardzo dosłownie, bo nikt nigdy tego nie odchwaszcza, a chyba i nie wykasza. Na drodze sukcesji rabata wzbogaciła się więc nawłocią kanadyjską i pospolitą, dziewanną pospolitą, szczawiem tępolistnym, mniszkiem lekarskim, podbiałem pospolitym, wrotyczem pospolitym, krwawnikiem pospolitym, ostrożeniem, cieciorką pstrą, łubinem trwałym.
Bezobsługowość przyjęto jako zasadę. Jest ona częścią coraz bardziej wyraźnego w ciągu ostatnich kilkunastu lat ogrodniczego trendu, który doczekał się kilku opisowych określeń:
- hiperlokalizm, czyli stosowanie roślin endemicznych (ze względu na niskie koszty utrzymania dzięki odporności na miejscowe warunki) i lokalnych materiałów (ze względu na niskie koszty transportu i emisję dwutlenku węgla). Oczywiście w podanym przykładzie rośliny są "endemiczne" dla północnoamerykańskiej prerii, ale lokalne warunki są podobne.
- naturescaping, czyli projektowanie „zieleńszych” (w sensie wpływu na środowisko) ogrodów,
- xeriscaping, czyli projektowanie ogrodów przystosowanych do okresowej suszy.
Do tego trendu, który można nazwać "ogrody w dobie zmiany klimatycznej", należą również takie zjawiska, jak kompostowanie, recykling i upcykling, minimalizm, ogrody permakulturowe, ogrody przyjazne zwierzętom, zielone dachy, retencja wody, budowa zbiorników wodnych.
No tak. W każdym razie z rozbawieniem obserwuję niektóre rodzime przykłady realizacji "rabat preriowych", wyposażone w nawodnienie i regularnie plewione, jedynie wizualnie mające cokolwiek wspólnego z.
Bezobsługowość byłaby bardzo fajna, gdyby, no właśnie, gdyby nie sukcesja. Oprócz zielnych roślin spontanicznych między bylinami rześko wsiewają się drzewa.
A drzewa na rabacie bylinowej to już y- y. Drzewa trzeba wyrywać, jeżeli preria ma być prerią (można też wpuścić bizony). Przypominam, baobaby. I to jest kolejna zasada.
A wcześniej: wierzby, brzozy, topole. Uważajcie.
 Opodal
 powoli dorasta azjatycki las.
Deser: projekt rabaty łąkowej dla Anety. Tak od końca prowadzę was do jej przyszłego ogrodu.
(i czuję się wywoływana do tablicy jej kolejnymi wpisami, powinnam się wytłumaczyć z tego projektu, a Aneta- z klona 'Leopoldii' 💀)
Projekt: Alicja Pasternak. Ten witrażyk to grupy bylin, między nimi są zielone trawnikowe przejścia dla ułatwienia pielęgnacji i komunikacji. Rabata ciągnie się wzdłuż podjazdu, jej kształt służy podkreśleniu zbiegu perspektywicznego, co się z czasem okaże😉
Ogólny dobór roślin (ciepłe i słoneczne miejsce, gleba zasobna, przepuszczalna, po prostu ideał) wygląda tak: aster wąskolistny, krzaczasty i rozkrzewiony, jeżówka purpurowa ‘Magnus’, ‘Praire Splendor’, gaura Lindheimera, przetacznikowiec, krwiściąg, trzęślica, obiedka szerokolistna, sadziec, żywokost wielkokwiatowy i lekarski, dzięgiel, krwawnik, dzwonek czosnaczkolistny i kremowy, śmiałek darniowy, wiązówka bulwkowata i czerwona, bodziszek łąkowy i czerwony, jastrzębiec pomarańczowy, złocień łąkowy, krwawnica pospolita, szałwia łąkowa, kozłek lekarski, przetacznik kłosowy, trzcinnik, liatra kłosowa, odętka wirginijska, rozchodnikowiec okazały i wielki, płomyk plamisty, dziurawiec, świerzbnica, ożanka, dziewanna, sesleria, trojeść bulwiasta, rudbekia lśniąca, mikołajek szerokolistny, baptysja południowa, zawilec pajęczynowaty, kocimiętka.
Można się śmiać.
Dobór szczegółowy, podyktowany ofertą konkretnej szkółki, został przedstawiony na rysunku (chyba nieczytelny na zdjęciu). Rabata składa się z 2 200 sztuk roślin, średnio 6- 8 szt./mkw (kratka na rysunku to 1 mkw).
Kolejna zasada brzmi bowiem: im większa rabata, tym lepsza.

No to zostawiam was z tym☺
Pozdrówka, Megi.

34 komentarze:

  1. Widzę, że poruszasz wiele tematów, to tak po kolei. Muszę zacząć jednak od wiosny. Wiosna nie jest przereklamowaną porą, jest cudowna mimo niepogody. Tyle się w niej dzieje :)
    U mnie też jest taki zakątek, królują w nim rudbekie. Każdego miesiąca wygląda ta łączka inaczej. Mnie najbardziej fascynuje to, że te rośliny trzymają się w ryzach, każda z nich ma swoje miejsce, czas rośnięcia. Myślałam, że będą się wypierać między sobą bo mam tam kilka odmian bardzo ekspansywnych a one żyją sobie od lat w zgodzie. A jakie jest tam bogate życie ! Uwielbiam tam wypoczywać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo wiosna nas bardzo cieszy, bo nagle się tyle dzieje :-) przyznasz jednak, że wizualnie jest słabo, co najmniej do połowy kwietnia.
      Też bym chciała łączkę z rudbekiami.

      Usuń
    2. Kocham przyrodę nie tylko za walory kwiatowe w przyrodzie ale za wiele innych rzeczy dlatego wiosna jest moją najulubieńszą porą roku. Lato w którym niby tyle się dzieje, nie zachwyca mnie tak jak wiosna.
      Dokładnie wczoraj stałam przy nasionach i nawet trzymałam w ręku nasiona żurawek i zastanawiałam się dlaczego uporczywie trzymam i odłożyć nie chcę. Odłożyłam... podświadomość przegrała. U Ciebie zobaczyłam je na zdjęciach :D ALe tylko podświadomość zapamiętała ten piękny widok. Muszę sprawić sonie kilka już podrośniętych i dosadzić w mojej łączce.
      pozdrawiam

      Usuń
    3. Nie, to nie jest żurawka. Jeszcze śpię... chodzi mi o te wysokie fioletowe kwiaty. Skleroza... uciekła mi ich nazwa... śpię jeszcze :P

      Usuń
  2. Gosiu, Twój zakres wiedzy wszelakiej, czasem mnie onieśmiela. I myślę sobie, że moje lata w finansach, to czas stracony bezpowrotnie. Tyle pięknych rzeczy mogłam się nauczyć. Nie na wszystko jest jeszcze czas, mimo wszystko, nie wszystko zdążę. Robię łąkę za moim sklepowym pawilonem. Zaczątek był w ubiegłym roku, teraz kontynuacja. Muszę sobie spisać od Ciebie co tam jeszcze dosadzić. Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gadanie. Czysta kompilacja lektur z internetów. Fakt, że mam spore zdolności do syntezy. Ale finansów nie ogarniam, więc...
      Będzie piękna łąka. Nawet jakbyś zostawiła tylko sukcesji (ewentualnie usuwając nawłocie), byłaby piękna.

      Usuń
  3. Jastrzębiec wcale nie chce rosnąć tam, gdzie jego miejsce. Jak kożuch mleka gorącego zapieka przestrzeń większa i większą. Taka to preriowa walka. Na prerii pożar a w ogrodzie czasami jednak ręka ogrodnika przywraca spokój na rabacie zwanej preriową.

    Co wielopniowego (drzewo) rośnie w przedogródku preriowym? Pszcz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. świdośliwy tam rosną <3
      Chciałabym, żeby mi tak gdziekolwiek jastrzębce szalały... ale to nie murawy kserotermiczne :-(

      Usuń
  4. przepraszam, że tutaj, ale ten cementowy kot z http://megimoher.blogspot.com/2017/02/sadzawka-bezproblemowa.html#comment-form to skąd? tam się najpierw zapytałem, ale to już staroć ten post, a kot bardzo bardzo i bym chciał wiedzieć ;)
    M z W

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem, przepraszam, że nie odpowiedziałam.
      Zapytam przy okazji, ale ten kot to też staroć :-)

      Usuń
    2. Dzięki :) Domyślam się, super "spatynowany" porostami, co widać szczególnie na pierwszej fotce.
      M z W

      Usuń
    3. Zastanawia mnie, czemu służy to coś na jego grzbiecie, on jest w formie plastra i to służy do przytwierdzenia aby się nie wywracał? ale tu nie ma, nie widać, śrubki a kocisko "stoi", czy chodzi o to, aby go ktoś nie gibnął, gdyby stał gdzieś na bardziej otwartej przestrzeni? Bardzo mi się spodobał, z tymi porostami. On jest cementowy? i to już wszystkie pytania :)
      M z W

      Usuń
    4. kot jest dość gruby i stabilny, stoi na własnych łapkach :-) ale faktycznie, ma taki dynks, nieużywany. Wydaje się być z piaskowca, ale nie dam ręki.

      Usuń
  5. Oj Megi to jest absolutnie moja ulubiona rabata i jak już będziemy w tym DOCELOWYM miejscu to sobie takie coś strzelimy :-) no i tyle w tym temacie, ściskamy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, moje też. Pokażę kiedyś, jak to wygląda w Wojsławicach pod koniec lata. Tzn. z pewnej perspektywy wygląda powalająco.

      Usuń
  6. Wiosna jest piękna, bo wiosna jest moja, właśnie ta marcowa, nieefektowna, płasko przygięta do ziemi. Jaskrawo niebieskie niebo i pożółkłe trawy, a w nich niebieskie kałuże, kontrast wprost z koła barw, rozwleczony po wielkich, zalewowych łąkach. I ogromne wierzby, kołyszące nad tym krajobrazem srebrnymi kotkami.
    Wiosna jest cudowna.

    Oglądam te prerie i myślę intensywnie. Jest sobie ziemia, wąska i długa jak książkowa zakładka, wstążka wręcz, długa na 150 metrów. Nie można utrzymywać absolutnego porządku 150 kroków od domu, to szaleństwo, trzeba więc postawić na jakiś inspirowany naturą, słodki bałagan. Ale wokół tej ziemi nie ma natury, są domy, ogrodzenia i brukowane podjazdy, a jeśli cofnąć się myślą wstecz, to też nie było tam natury, tylko pszenica i kartofliska. Od tak dawna, że nikt już nie pamięta, jaka tam mogła być natura.

    Jak więc znaleźć to, co temu miejscu przenależne? Czy istnieje cokolwiek takiego, czy należy zwyczajnie przeszczepić tam kawałek innego miejsca, kawałek prerii, kawałek stepu? Zastanawiam się, jak rozwiązuje się taki problem. Przyrodniczo, ogrodniczo. Nie pytam nawet o konkretne odpowiedzi, ale raczej o ogólną metodologię.

    Hanako

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pszenica to też natura. Może w stronę "zboża" się skłoń. Ostatecznie niegdyś niektóre trawy dostarczały nasion (do jedzenia).
      Można próbować odtworzyć przynależność, szperając w przeszłości miejsca. Miedze, dane ogródki, dalsza okolica region...

      Usuń
    2. wiosna jest najcudowniejsza na świecie, wg mnie marzec mógłby trwać dwa miesiące, ale na rozlewiskach właśnie, dużo mniej w ogrodach :-)
      Może być i pszenica. Od razu pomyślałam o Scampston Hall Pieta Oudolfa, jakby tę pszenicę/trzęślicę ubrać w maki/chabry= krwiściągi/przetaczniki?
      Trochę natury, dużo kultury.
      Albo pole kwiatów jak kalifornijska pustynia o deszczowej porze?
      Albo łąka, po prostu. U siebie bym robiła sad z koszoną/niekoszoną trawą, zawilcami i narcyzami. Na przekór pszenicy, zgodnie z krajobrazem serca.
      Metodologia, zapiszę sobie i dzięki za inspirację do wpisu :-)

      Usuń
    3. Dziękuję wam ślicznie dziewczyny. Faktycznie nie jest aż tak trudno znaleźć punkt zaczepienia w otoczeniu, to chyba raczej kwestia spojrzenia. Jak już wypunktowałyście te trawy, te łąki, ten powiew, i stare gospodarstwa rolne, z ich starymi sadami i miedzą przerośniętą czeremcha – no to od razu uderzyłyście w miękkie. Bo łąki to jest całe moje dzieciństwo, a sady mają u mnie takie specjalne miejsce, razem z przewracającym się drewnianym płotem i malwami. Od razu zaczęłam szkicować ten wiejski obrazek, szerokie i zamaszyste linie, beztroska, a dołem niekoszone szaleństwo. I miałyście rację, pasuje.

      Ale tak naprawdę nadal mam dylemat – bo gdyby to było gołe pole między pszenicą a kartoflami, to bym się nie zawahała. A tutaj kostka baumana, żywotniki i lakierowana dachówka, wiadomo. I już nie jestem taka pewna siebie, że ten sad, wciśnięty między żywopłoty i okna pcv, będzie taki na miejscu. Tak samo jak trudno było mi znaleźć balans z naturą otoczenia, tak trudno mi znaleźć nawiązanie do kultury otoczenia. Wiadomo, fajnie byłoby mieć wielkie gospodarstwo na Warmii. Ale czy jeśli się nie ma, to można spróbować je wcisnąć między osiedlowe domki? Jak to zszyć razem, żeby było w miarę bezboleśnie? Jaka jest... metodologia?

      Jeśli i to chciałabyś poruszyć w którymś wpisie, Megi, to byłabym zachwycona i wdzięczna.

      Hanako

      Usuń
    4. Dlatego twierdzę, że ogród jako część ogrodzoną można kształtować na swój sposób. Można się odgrodzić od kostki baumana i żywotników i posadzić ogród na swoją nutę. Bo to Ty będziesz użytkownikem ogrodu a nie sąsiedzi.

      Usuń
  7. Urocze i delikatne te rabaty przy stodole.
    Wiosna w tym roku jest szczególna. Przez to, że chłodna to ciągle jest w stadium wykluwania się. Te maleńkie listki, kolory zupełnie nie zapowiadające "dorosłych" liści. Zupełnie mnie zakręciło na tym punkcie
    Daruję Ci te hortensje :); rabaty łąkowe się przyjęły jednym słowem (przypominam się o to bezczelnie). Nazwa rabata ma już w nazwie założenie, że stworzona została ręką ludzką, więc i opieki pewnej wymaga (np. usuwania siewek drzew i krzewów). Nie to co łąka czy murawa - tu już w nazwie kryje się coś pierwotnego i nie tkniętego ręką człowieczą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo fajna ta wiosna, teraz, kiedy tulipany wciąż w formie latarenek, a bujność niesamowita! I wtedy też, gdy szaro i niebiesko, tylko wtedy w ogrodach jakby mniej ;-)
      Powiadasz, że to ty wymyśliłaś "rabaty łąkowe"? nie pamiętam, tak to jest ze "spreading ideas", jak coś jest dobre, to się przyjmuje i nikt nie pamięta, od kogo :-) jeżeli tak, to wyedytuję i przypomnę.
      Łąka też nie jest naturalna, a jeśli, to bardzo rzadko. I też ją trzeba kosić, a murawę- w zależności, gdzie.

      Usuń
    2. Poczułam się porzucona, no bo Kasia B. przywoływana jest już jako klasyk :). Dla udokumentowania pożyczki wklejam więc link http://www.ogrodyewy.pl/o-lakach-prawdziwych-i-rabatach-lakowych/

      Usuń
  8. :D i tak właśnie sobie o takiej wizji myślałam i wiedziałam, że będziesz wiedziała, co wzbudza mój zachwyt :) Dziękuję za podane zasady :) a klon loepoldii nieco się ukrywa :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Te fotki są naprawdę przepiękne!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ojej! A ja przegapiłam? Taki wpis? Jeszcze z cytowankiem? Naprawdę gubię się w internetach już, mus żelazną listę miejsc które odwiedzam ułożyć, a na resztę blokadę ustawić czy coś :D

    Rabaty preriowe to dla mnie nie to samo co łąkowe. Kiedy mówisz "preriowe", ja widzę wielkie przestrzenie trawiaste, a w nich właśnie gaury czy jeżówki, perovskie czy przetaczniki różnej maści. Kiedy mówisz "łąkowe" widzę głównie zielone trawy a w nich dziewanny, chabry, maki i mikołajki co najwyżej. Nie tylko ja. Dyskutuję sobie ostatnio sporo i na słowo "łąkowe" ludzie widzą ogródki babci. I wiesz co? Ja też mam gdzieś, że prerie to w Ameryce. No bo ogrody japońskie w Polsce możliwe, a preriowe to już błąd merytoryczny bo w nie ma u nas prerii? Dziwne no nie? Japonii wszak też nie ma ;) I tak jeszcze myślę, że ... no właśnie... ogród japoński, a nie rabata japońska. Czy rabata może być preriowa? Jak? Jeśli warunkiem koniecznym jest przestrzeń? Czy rabatka 2x3 może być preriowa? :) Czepiam bo się, bo ja z natury czepialska jestem i dziury w całem szukam :D Taka się urodziłam, nikt mi z głowy nie wybił i tak zostało :D Ja używam i z lubością będę mówiła "ogrody preriowe", "rabaty preriowe", bo wtedy wiadomo o co chodzi :)

    I skoro czepialska jestem to autorstwo "rabata łąkowa" też dla mnie wątpliwe ;) Jedno hasło w google wystarczy :)

    No i bliskie mi wszystko o czym piszesz, a najbardziej taki konflikt wewnętrzny między ogrodnikiem, a przyrodnikiem. Może tak wprost o tym nie piszesz, ale czasami się miotasz. To twórcze miotanie i rodzi się w wątpliwości i poszukiwań i tego, że czasem słowa nie nadążają za myślami. Znam to, więc jestem wyczulona :) I zdenerwowanie jakie rodzą uogólnienia, ale takie które nie mają pomóc w zrozumieniu, a takie, które spłycają temat. I to, ze pytania rodzą agresję.... Ech... Popłynęłabym niepotrzebnie :)

    P.S. Uwielbiam ten ogród. I ten dom. Wszystko razem brałabym bez mrugnięcia okiem :) To ten sam z klonikiem tatarskim (chyba) w tarasie? Jeśli tak, to przyznaję się do minimalnego zmałpowania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "I skoro czepialska jestem to autorstwo "rabata łąkowa" też dla mnie wątpliwe ;) Jedno hasło w google wystarczy :)".
      I co Ci wychodzi? Bo jak wiadomo każdemu ta sprytna machina pokazuje co innego... I niekoniecznie to co najpopularniejsze jest pierwsze i najlepsze.

      Usuń
  11. Ojej! A ja przegapiłam? Taki wpis? Jeszcze z cytowankiem? Naprawdę gubię się w internetach już, mus żelazną listę miejsc które odwiedzam ułożyć, a na resztę blokadę ustawić czy coś :D

    Rabaty preriowe to dla mnie nie to samo co łąkowe. Kiedy mówisz "preriowe", ja widzę wielkie przestrzenie trawiaste, a w nich właśnie gaury czy jeżówki, perovskie czy przetaczniki różnej maści. Kiedy mówisz "łąkowe" widzę głównie zielone trawy a w nich dziewanny, chabry, maki i mikołajki co najwyżej. Nie tylko ja. Dyskutuję sobie ostatnio sporo i na słowo "łąkowe" ludzie widzą ogródki babci. I wiesz co? Ja też mam gdzieś, że prerie to w Ameryce. No bo ogrody japońskie w Polsce możliwe, a preriowe to już błąd merytoryczny bo w nie ma u nas prerii? Dziwne no nie? Japonii wszak też nie ma ;) I tak jeszcze myślę, że ... no właśnie... ogród japoński, a nie rabata japońska. Czy rabata może być preriowa? Jak? Jeśli warunkiem koniecznym jest przestrzeń? Czy rabatka 2x3 może być preriowa? :) Czepiam bo się, bo ja z natury czepialska jestem i dziury w całem szukam :D Taka się urodziłam, nikt mi z głowy nie wybił i tak zostało :D Ja używam i z lubością będę mówiła "ogrody preriowe", "rabaty preriowe", bo wtedy wiadomo o co chodzi :)

    I skoro czepialska jestem to autorstwo "rabata łąkowa" też dla mnie wątpliwe ;) Jedno hasło w google wystarczy :)

    No i bliskie mi wszystko o czym piszesz, a najbardziej taki konflikt wewnętrzny między ogrodnikiem, a przyrodnikiem. Może tak wprost o tym nie piszesz, ale czasami się miotasz. To twórcze miotanie i rodzi się w wątpliwości i poszukiwań i tego, że czasem słowa nie nadążają za myślami. Znam to, więc jestem wyczulona :) I zdenerwowanie jakie rodzą uogólnienia, ale takie które nie mają pomóc w zrozumieniu, a takie, które spłycają temat. I to, ze pytania rodzą agresję.... Ech... Popłynęłabym niepotrzebnie :)

    P.S. Uwielbiam ten ogród. I ten dom. Wszystko razem brałabym bez mrugnięcia okiem :) To ten sam z klonikiem tatarskim (chyba) w tarasie? Jeśli tak, to przyznaję się do minimalnego zmałpowania :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Łobrazeczki jak malowane! Ty masz w aparacie funkcję "impresjonizm"? No bo te Twoje samoobsługowe prerie tak wyglądają, jakby je jakieś Monety i inni malowali. Jakież to proste, ino drzewa powyrywać... Ja miałabym 100 brzóz i 50 jaworów na 1 m2. I co? Pincetką? Z lupką? Tak bym skończyła tę samoobsługę. Pozostaję przy wimbledonach. Niestety zresztą.

    OdpowiedzUsuń
  13. Strona bardzo pomocna, naprawdę świetna! Odnalazłam wiele rozwiązań na dręczące mnie problemy. Zapraszam na swoją stronę, chociaż dopiero zaczynam, to wierzę, że uda mi się chociaż trochę zarazić ludzi moją pasją! https://www.facebook.com/dzialkamalgosi/

    OdpowiedzUsuń
  14. Fajny tytuł ;) Marzy mi się taki niedzielny spacer po takim miejscu :)

    OdpowiedzUsuń

napisz, to miłe! dziękuję!
(moderuję komentarze do starszych postów :-)