od początku

czwartek, 24 maja 2012

Łowcy roślin.

Opowiadałam wam kiedyś, jak poznałam TP?
Nie? To opowiem. Bo to taka blogowa i nośna historia.
I jeszcze dlatego, że... nie mam wspomnień. Tak naprawdę ja niewiele pamiętam z przeszłości, ciągle pędząc gdzieś do przodu. Moje wspomnienia są błyskami światła pod powiekami, skojarzeniami zapachów, pamięcią koloru.
Ostatnio są też zdjęciami. Może warto je zapisywać. Może nie.
TP był na studiach rok wyżej ode mnie, a jednak go nie znałam, mimo że ciągle przewijał się w rozmowach znajomych.
Zbiegiem, naprawdę zderzeniem okoliczności znaleźliśmy się razem na ćwiczeniach terenowych, które ja kontestowałam, a on olewał.
Było to w takim mniej więcej krajobrazie








w czerwcu, w uczelnianej bazie, która była zmurszałą sudecką chałupą.
Koleżanki zaczęły jej nędzę ogarniać, zamiatając podłogi, szorując łazienkę (tzn. umywalkę i kibelek;-), wieszając w oknach zasłony z prześcieradeł, ścieląc na stołach ceraty, ubierając stół do wspólnej kolacji w bukiet łąkowych kwiatów.
Przy której to (kolacji) prowadząca zapytała, jak się nazywają rośliny w bukiecie.
Cisza. Cisza.
I TP: nooo... ZERWA KŁOSOWA... CIECIORKA PSTRA... RDEST WĘŻOWNIK... MARCHEWNIK ANYŻOWY... BNIEC CZERWONY... ŚWIERZĄBEK ORZĘSIONY...
AAAAAAAAAAAAAA!
Staliśmy się nierozłączni, w "pracy" terenowej, "opracowywaniu" wyników (te "" oznaczają, że przede wszystkim chcieliśmy mieć dużo czasu dla siebie), kąpielach w strumyku (łazienka była, no cóż), popołudniowym drinkowaniu i- tak- dalej.
Jednym słowem, był to płomienny dwutygodniowy romans.
W łąkowej scenerii.












Nie miał szans na trwanie, więc TP wymyślił piosenkę:

Ty zapomnisz o letniej przygodzie,
o tej naszej zabawie w przyrodzie,
i o łące z bistortem na górze,
o marzeniu, by zostać na dłużej...


Ale mimo, że nie miał szans, że byłam mężatką z dzieckiem, że czekało nas wiele trudnych chwil, romans przetrwał. I trwa do dzisiaj, jakkolwiek bym lokalnie TP nie nienawidziła i nie wkurwiała się na niego.
Zdarzyło się to 25 lat temu, w czerwcu.
Dwa lata później, w czerwcu, urodziła się Anula zwana obecnie Weganką.
A nam ciągle najlepiej wychodzi pętanie się po łąkach i kolekcjonowanie wzruszeń związanych z odkrywaniem roślin. Najlepiej tych dawno lub nigdy niewidzianych. Ostatnio:
 (liczydło górskie, Streptopus amplexifolius)
 (ciemiężyk białokwiatowy, Vincetoxicum hirundinaria)


 (buławnik mieczolistny, Cephalantera longifolia- storczykowate)
 (gnieźnik leśny, Neottia nidus- avis, bezzieleniowy pasożytniczy storczyk)

 (jakiś storczykowaty, ale noszszsz... stoplamek jaki?)





(łąka pełna pełników europejskich, Trollius europaeus. Dacie wiarę, że ja taką łąkę widziałam w niedzielę pierwszy raz w życiu?)
A w związku z czym to?
Bo łąki w kwiatach... bo czerwiec u bram... bo tak.
I ciągle łatwo mnie uwieść na chwasty. Sorry, rośliny spontaniczne.
 (żywokost lekarski, Symphytum officinale)

 (przetacznik ożankowy, Veronica chamaedrys)

 (kuklik zwisły, Geum rivale)

 (bniec czerwony, Melandrium rubrum)




 I rdest wężownik, Polygonum bistorta, roślina symboliczna;-), bohater ballady:-)

Pozdrówka, Megi.
Zapomniałam! PS. link do babeczek czekoladowo- pomarańczowych. Były jednakowoż pieczone w mniejszych foremkach, zatem dużo ich wyszło.

35 komentarzy:

  1. Ojj.. teraz zaczęłam jeszcze bardziej tęsknić za Polską:-(( Żadne angielskie ogrody nie dorównają dzikiej polskiej przyrodzie.
    A historia niezwykle romantyczna :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, żadne ogrody nie dorównają ogrodom natury...

      Usuń
  2. Nie no, Matka! Teraz to pojechałaś o_O Słynna bukietowa historia na blogu! Rośliny z bukietu pamiętasz, czy zmyśliłaś?;) I czemuż dopiero teraz się dowiaduję o piosence?! A co do spontanicznych chwastów to żywokost wymiata:) i bniec czerwony też spoko:) a te pełniki to przereklamowane...
    ~weganka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście, że zmyśliłam...;-p jak całą historię... żaaart. Pełniki rulez.

      Usuń
  3. No to mnie uwiodłaś. Kocham łąki jak nie wiem co . Wymysłiłam kiedyś ,że jak bedę miała nowe miejsce do życia , to posadzę tylko jedno drzewo koło domu i bedzie to albo jabłoń albo lipa a reszta to będzie kwietna łąka i bedę siedzieć pod drzewem i podziwiać . Nie potrzebuję wcale grzebania w ziemi do szczęścia. Oj Meg. Narobiłaś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mój ogród marzeń to sad otoczony murem, z łąką pod drzewami, dużą polaną i lipą sięgającą gałązkami do samej trawy. Też będę siedzieć i podziwiać. A najlepsze w tym, Maszo Pe, jest to, że spotkałam kolejną bliską duszę w twojej postaci:-)

      Usuń
  4. prawdziwa romantyczna historia z happy endem:) Ja również poznałam małżonka w "terenie"(wykopaliska na Oporowie), chociaż gdzieś mi mignął wcześniej na uczelni. Ale dopiero ileś tam miesięcy po poznaniu coś się zaczęło kluć ;)(i porzuciłam prawdziwego narzeczonego,a pierścień już miałam, o.). I tym sposobem pozostałam we Wrocławiu:)
    ps. dzięki za smakowitego linka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli kolejna historia, na którą czekam, jak ta o nagrobku na Grabiszynku:-) A pierścień powinien zostać porzucony w wykopaliskach, do odnalezienia za tysiące lat!

      Usuń
    2. pierścień oddałam ex-narzeczonemu :)
      a na grobowiec Belfegora natknęłam się kiedyś na Kamiennej Górze w Lubaniu. Muszę tam wrócić i go odnaleźć...:)

      Usuń
  5. Urzekająca historia z " roślinami spontanicznymi" w tle:-)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobra, dzika, niezepsuta łąka ... Ale narozrabiała! Kwietne narodziny miłości, gorzki sok rozstania i przerażenie przed rozwałką dotychczasowego życia. Wszystko przyjęła, przetrawiła i rozkwitła na nowo.
    Piękne musicie mieć własne, wewnętrzne łąki ... Gdzieniegdzie wydeptane ścieżki, TP.troszkę równiejsze?, Twoje meandrujące wariacko? i te wspólne, z podwójnym śladem. I mnogość spontanicznych roślin:)
    Fajnie, że się Wasza córka odezwała!
    Nieustającego romansu!
    A u mnie pod gruszą rośnie nieświadome niczego liczydło GÓRSKIE :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. narozrabiała, fakt, i ja i łąka... taka jest moc spontanicznych roślin, czary zawarte w chwastach. Dobrze odczytujesz te ścieżki, osobne i wspólne:-)

      Usuń
  7. No to pojechałaś po bandzie.
    Wszystko cudne, i historia, i łąka ukwiecona, i zdjęcia ...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam świadomość, że pojechałam... aż się prawie- powstrzymałam przed tą niewiarygodnością:-)

      Usuń
  8. Piękne te nasze krajobrazy i te zwykłe roślinki, a takiej łąki to teraz "ze świecą szukać", tylko wspomnienie z dzieciństwa:)))
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, to taki archetyp łąki, raju i dzieciństwa:-)

      Usuń
  9. a lipy gdzieś tam nie kwitły ... ? Świetny post, wzruszający, a zdjęcia rewelacyjne !!! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, widzę, że kolejna historia chciałaby się opowiedzieć! na lipy było za wcześnie, ale kwitły w innym poście:-)

      Usuń
  10. "Niepostrzeżenie mijał czas,

    Aż się zgodziła wdzięcznie,

    Gdy poprosiłem tylko raz!

    "odprowadź mnie przez jęczmień" ?

    Błękitne niebo, ucichł wiatr

    A księżyc opromienił,

    A jam ją zgodną, chętną kładł

    Wśród łanów, wśród jęczmienia,

    Wiedziałem: miłość łączy nas

    Z pierwszego już wejrzenia,

    Więc całowałem raz po raz

    Wśród łanów wśród jęczmienia!

    Pszeniczny łan i łan jęczmienia

    Prześlicznie się zieleni..."

    Ktoś na łąkach, ktoś wśród pól... To też były praktyki studenckie i nastrój dokładnie jak w tej piosence.
    Wzruszyłaś, przypomniałaś. Ech lata świetlne minęły, a my razem.

    OdpowiedzUsuń
  11. No to pięknie ...
    I teraz wszyscy wyruszą w łąki i pola :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak, a ja już słyszę Puszczyka, który dopowiada, co oni tam będą robić!

      Usuń
  12. Ajm a big fan of dis story!!! :) Ewe

    OdpowiedzUsuń
  13. cudna historia, tak jak Ty cala Megi !

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja wyszłam za mąż za faceta z 10 piętra.... który nie zna nawet jednej nazwy rośliny tak by jej nie przekręcić....no może konwalie bo wie że lubię... no i moje łąki są tylko dla mnie ;) eehhhhh.....
    Pasuje do Ciebie ta historia Megi ;)) jak ulał ;))
    Ps.Ostatnio wywiało mnie na łąki włoskie pełne szałwii ależ one były piękne!!!i myślałam sobie o tobie, jak ta szałwia swym obłędnym kolorem i zapachem mnie otoczyła, z racji twoich łąkowych pasji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. za to możesz go łąk uczyć, a to takie fajne! Byłam kiedyś we Włoszech w maju, cudowna teleportacja w lato, ale na szałwiowe łąki chyba było za wcześnie... teraz trochę zazdroszczę:-) mimo pełników.

      Usuń
  15. No i trafiłam :D Od jakiegoś czasu szukam i nie mogę znaleźć. A tu u ciebie jest !!! Powiedz mi jak się nazywa ten chwościk ;) na 18 zdjęciu od góry bo u mnie na łące rośnie tego bardzo dużo a że ja posiadam kózki zawsze musze wiedzieć czy ma właściwości trujące czy nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Firletka poszarpana, Lychnis flos- cuculi, z goździkowatych, rośnie na wilgotnych łąkach, nietrująca!

      Usuń
    2. No to bardzo się ciesze :) ufff a powiedz mi bo widzę że wiedzę masz ogromną !! jak to jest z kaczeńcami bo ogólnie wiem że są trujące ale w postaci siana suszu nadal jest trujące ??

      Usuń
    3. no i tego nie wiem. Na zdrowy rozum- kaczeńce to jaskrowate, jaskry są bardziej trujące, a robi się z nimi siano, więc niewielki dodatek nie powinien szkodzić.

      Usuń
    4. Dziekuję za odp :) na moim blogu dodałam kilka zdjęć roślin z mojego pastwiska których nie znam może cie zainteresuję i może znasz :)

      Usuń
  16. Oj Megi człowiek miasta ma asfalt za paznokciami i tyle.... uczeń musi chcieć chłonąć wiedzę....
    Co do łąk pełnych granatowej szałwii....cudny widok!!! Ja kocham łąki ale takich jeszcze nie widziałam. Zdjęcia jakieś takie z tymi łąkami w tle znajdziesz tu
    http://www.facebook.com/pages/Locura-en-los-Ojos/159144644189361
    bo ja na razie na blogu nie będę o tym pisać :))).

    OdpowiedzUsuń

napisz, to miłe! dziękuję!
(moderuję komentarze do starszych postów :-)