od początku

wtorek, 25 listopada 2014

światło, detal

w tym Krajobrazie
te wszystkie drobiazgi, efemerydy.
(kocanki piaskowe)
(iglica pospolita)
Bez Krajobrazu z poprzedniego posta nie byłoby tej gry światła rozlewającego się na detalach, tych kolorów.
Nie w każdym ogrodzie, "poprawionym krajobrazie", tak jest.
Mój ulubiony ostatnio ogród- krajobraz to ten z 46:30 tego odcinka "W 80 ogrodów dookoła świata".
Zwiewność, nieprzewidywalność i ulotność bylin ujęta w geometryczne ramy kształtów rabat i masywów żywopłotów, jak w, hmmm, favikonie tego bloga.
Kontrast, rozmach i prostota robią w tym ogrodzie robotę.
Na końcu odcinka Monty Don mówi coś w tym stylu- "poznaję świat poprzez ogrody, przez ogrody poznaję siebie".
Też tak mam.
(zdjęcia aktualne, wbrew pozorom. Kwitnące teraz jednoroczne wyrosły na zaoranej latem glebie.)

Z innej bajki- Dzień Jeża przypada 10 listopada, ale Ekostraż tym razem zorganizowała jego obchody w niedzielę, dwa dni przed Dniem Bez Futra (pamiętajcie o nim- jutro możecie uczestniczyć w manifie, a co najmniej podpisać petycję w sprawie ustawy o ochronie zwierząt doświadczalnych).
Można też adoptować nornika, VegAnka ma na DT (nie, nie jednego, przecież norniki są stadne;-)
Ze znanych blogiń na Dniu Jeża były Basia i Basia, która zdążyła imprezę opisać;-)
Ja po raz trzeci (ale nie tak samo) opowiadałam o tym, jak ogród uczynić przyjaznym dla jeży. I innych istnień.
Z bajki jeszcze innej- był to także dzień urodzin Synka.
Po jeżach siedzieliśmy w Vedze z nim i M, i N, która przyjechała do Wro studiować i poznaje miasto takim, jakie jest.
N wspomniała o swojej trasie biegowej nad rzeką, Synek wspomniał Łąkę, która kiedyś była, Łąka mojego dzieciństwa w pradolinie Ślęzy, świeża, wyczyńcowa, bujna, dwukośna, z różowymi od firletek meandrami starorzeczy, z wysoczyznami zakwitłymi komonicą i krzyżownicą.
Teraz zarosła trzciną, wierzbą i wiązówką, została zasypana śmieciami, a kolejni deweloperzy spychają w nią hałdy gruzu, na których stawiają nietrwałe budynki.
(co oczywiście nie jest winą deweloperów, tylko władz miasta)

Ta Łąka.
Wspomnienia z dnia narodzin Synka są wspomnieniami z zimowego, niefajnego dnia, ale nasza rozmowa przyprowadziła obraz pierwszego dnia matki, kiedy byłam mamą.
Poszliśmy wtedy z Synkiem na spacer na Łąkę, rzut beretem od domu.
Stałam w tej majowej bujności, pod słońcem świecącym z samej góry, w wilgoci parującej z żółtych irysów, kłosówki i drżączki.
Z warkoczem, w marszczonej długiej spódnicy z kretonu, dziś zwanego wiskozą, w pastelową dżunglę, w bluzce z dwóch tetrowych pieluch, którą sama uszyłam (a cóż to za szycie- dwa ściegi, trzy węzły, na ramionach i biodrze, słonecznikowy barwnik, nadruk z pieczątek w czarne słonie zrobionych ze sznurka naklejonego na linoleum), wtulałam usta w dmuchawcową główkę Synka.
Bardzo uświadomiona musiała być ta rzeczywistość, skoro ją tak pamiętam.
Pamiętam też myśl, że nigdy już nie będzie. Takiego dnia, takiej Łąki.
Nad nami, bo Łąka była przecież w obniżeniu, pradolinie, pylistą drogą przeszedł oddział żołnierzy w polowych mundurach.
Już wtedy, miesiąc po Czernobylu, ten obraz wydał mi się malarski, a kontrast naszych rzeczywistości symboliczny i, wiadomo, złowrogo proroczy.
Wróciłam do domu, wstawiłam do wody zerwane po drodze maki, zrobiłam obiad dla dziadka, który przyszedł w miedzyczasie. Zjedliśmy go razem z tatą, cztery pokolenia, zwykły dzień.
I nigdy już takiego dnia nie było.
Dziadek odszedł następnej wiosny, tato- kolejnego maja.
Przez okienko straty widać więcej.

Takie tam, słaby związek z krajobrazem;-) chociaż Łąka.
Ale nie wymyśliłam chwilowo żadnego godziwego prezentu dla Synka, więc proszę, taka opowieść;-))
Powinnam to jednak namalować.

Pozdrówka, Megi.
PS. Taki nowy blog do czytania opisuje się hasłem: Psychologiczne DIY dla starszych i zaawansowanych. Inspirujące.


24 komentarze:

  1. Cóż, piękny miałaś rok:) Pozdrawiam i zapraszam na candy

    OdpowiedzUsuń
  2. Zamyśliłam się pod tą opowieścią... w efekcie nie wiem, co sensownego napisać w komentarzu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) podobnie jak ja zwykle nie wiem u ciebie...

      Usuń
  3. Zapamiętujemy widoki, zapachy, nastroje i nigdy nie może być tak samo. Mój syn z 1985 i pamiętam jak wybrałam się na spacer a potem strach, powrót do domu Czernobyl i zrozumiałam, że jestem kobietą ale i matką..
    Zdjęcia bajeczne ale potwierdzają, że my jesteśmy tacy tyci w stosunku do nieba jak i detalu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wtedy nie czułam strachu, nie docierało to, jak i informacje, teraz, jak myślę o tej scenie, to widzę nad nią ciemną chmurę.

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. tak, część mamy podobnych z racji czasu i miejsca...

      Usuń
  5. miło popatrzeć na kolorowe foty kiedy się ma śnieg za oknem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. śnieg. U nas nie, jak słońce zaświeci, jest jak na tych zdjęciach.

      Usuń
  6. Wzruszyłam się. Mamo.
    Tak, płyn Lugola, pamiętam to uczucie, ze nie da się uciec i równocześnie, że mnie, nas to nie dotyczy ....
    "Nigdy już nie będzie takiego lata", będą inne, bez porównań

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze, bez porównań.
      Będą inne.
      Właśnie, za młoda byłam, żeby mnie to dotyczyło.

      Usuń
  7. Nic nigdy nie jest już takie samo :( ale ponieważ czasem bywa lepsze od minionego żal po minionych czasach bywa mniejszy wsparty nadzieją, że mimo utraty tego czy tamtego może spotka nas coś nowego też wspaniałego

    OdpowiedzUsuń
  8. Megi... Megi z warkoczem... otworzyłaś szufladkę ze wspomnieniami, niekoniecznie słodkimi. Ale i ja miałam warkocz i bluzkę z tetry (farbowaną metodą "na węzeł") (a kreton to nie etamina, to było takie dość sztywne płócienko ;))
    I znam Łąkę... pamiętam tamtą, sprzed lat. Powinnaś namalować dla Synka ;)
    A jeszcze o świetle i detalu: takie "nic" na tych zdjęciach, a jakże piękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inkwi, zadzwonię juto przed południem. Sorry za zwłokę.

      Usuń
    2. Rogata nie zadzwoniła i nie była, nenene.
      A moja babcia kretonem nazywała to właśnie, na co dziś mówi się wiskoza (basik chemik też mówi, że źle). Na tę cienką bawełnę mówiła płócienko, etamina to z kolei takie coś naturalne, ale prawie przezroczyste.
      Miałaś warkocz, wiem:-) czy znasz tę właśnie Łąkę? ja tam przez całe lata wciąż byłam, ale i od ciebie niedaleko.

      Usuń
  9. W tym samym czasie byłyśmy na Łąkach z naszymi synkami. Mamą zostałam w tamtym kwietniu, a Łąka była nad Odrą. Bluzka taka sama, ale w listki, a spódnica z flaneli kupionej w "Resztkach" na Kromera. Tato też odszedł w maju. Nie będzie już takiej Łąki, ani Synka takiego. Ale są przecież teraz. Mój akurat siedzi za plecami. Zaraz wyjeżdża, ale na moje urodziny jest. Jak prezent.
    Pozdrawiam Megi bardzo.

    P.S.
    Jesteś w sobotę po południu we Wro?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Ją porwę w piątek do siebie ;-)) Może i Ty się wybierzesz?

      Usuń
    2. może Rogata się wybierze w okolicach 13? zwabimy ją.
      Łąka nad Odrą- też mam z niej piękne wspomnienia z randek z TP:-)
      "Resztki" oblatywałam te na Skargi.
      Zawsze jest jakaś Łąka, Synek nawet lepszy taki duży;-)

      Usuń
  10. Tak powinnas malowac. Masz do tego wyczucie i prawdziwy talent. Ocalisz od zapomnienia choc troche ulotnych chwil. Watka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powinnam, ale nie umiem tak, jak bym chciała.

      Usuń
  11. Uwielbiam to jak światło odmienia znany świat. Jak gra na liściach, na źdźbłach, pajęczynach. A jeszcze bardziej uwielbiam uchwycić ten delikatny powiew magi na fotografiach. Pięknie piszesz, masz wrażliwą dusze i czułe na otaczające nas piękno oko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przejrzałam, bo nie powiem, że przeczytałam, cały twój blog. Piękne zdjęcia i to między zdjęciami i słowami.

      Usuń
  12. Bajkowo. Ale to wiesz:) Zastanawiam dlaczego tak niewielu potrafi się zachwycić opadłym listkiem i zrobić z tego małe arcydzieło: złapać klimat, oddać chwilę, uchwycić magię. Przepiękne zdjęcia. Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo ludzie głównie fotografują ilustracyjnie, zauważyłam. Chcą pokazać innym to, co widzą. Nie zapisać rzeczy, jakimi są.

      Usuń

napisz, to miłe! dziękuję!
(moderuję komentarze do starszych postów :-)