od początku

niedziela, 14 sierpnia 2011

krajobraz kulturowy

Wspólna historia naszego kontynentu od czasu ostatniego zlodowacenia to tworzenie gleb i ich porastanie, najpierw odporną i ubogą roślinnością pionierską, która bierze udział w tworzeniu gleb, które zarastają coraz bujniejszą zielenią...
Krajobraz taki, jak Szwecji albo Suwalszczyzny, gdzie jasno widać ślady ostatniego lodowca, działa na moją wyobraźnię. Jak w filmie, którego nie oglądałam, widzę topniejące lodowe języki pozostawiające wydłużone piaszczyste ozy, splątane nurty licznych potoków łączące się w rozlewne rzeki, siewki brzóz na żwirowiskach, leszczynowe zarośla stopniowo zacieniające doliny potoków i wytopiskowe jeziora w zagłębieniach terenu.
Czyli tak, jakbym patrzyła na wiosenne roztopy;-)





A później już było różnie.
O ile na północnym wschodzie Polski możemy oglądać fragmenty pierwotnego krajobrazu (pierwotne łąki w dolinie Biebrzy, pierwotny las we fragmentach Puszczy Augustowskiej), to tutaj  niekoniecznie.
W każdym razie TUTAJ, w Vastra Gotaland, Skaraborg Lan, kolebce Szwecji (przepraszam za brak tych kropeczek nad literkami). Na mapce pokazującej większy kawałek byłoby widać, jak lodowiec wydrapał dwa wielkie jeziora i tysiące małych i ściągnął materiał skalny do Morza Północnego:


Krajobraz jest mocno przekształcony. Bo skoro tylko ten kawałek plus minus nadawał się do życia... to wszystkie płaskie murawy stały się pastwiskami. Drewno wykorzystywano na wszelkie sposoby. Zresztą lasy na płytkiej glebie i tak nie były długowieczne, przy większym wietrze korzenie świerków odklejały się od skał. Brakowało żyznych gleb, więc regulowano rzeki i osuszano jeziora, wykorzystując ich namuły. Torfowiska były źródłem opału i potencjalnym pastwiskiem.

Aż przyszedł czas, tak gdzieś na początku lat 70- tych XX wieku, że ludzie mogli sobie odpuścić i zająć się czymś przyjemniejszym, niż walka z przyrodą. Zaczęli budować etos "scandinavian way of life", którego częścią jest dbałość o tradycję i dziedzictwo kulturowe. Tu np. obrazki znad jeziora, które osuszone stało się kartofliskiem, a później zostało ponownie zalane- co się do końca nie udało, ale dzięki temu jezioro jest atrakcją turystyczną:-)

Mocno przekształcony kulturowy krajobraz (i resztki dzikiej przyrody też;-)) jest chroniony w Naturreservatach, które są na każdym kroku (tu lista najbliższych odległościowo, NIE MOGĘ zapamiętać nazwy tej strony).


Są powszechnie dostępne- z samochodu, roweru, pieszo.




 Dobrze opisane, pełne życia, na przykład betande KREATUR:



i motyli. Wreszcie widzę motyle.


Krajobraz kulturowy jest mozaikowy, zmienny, i w jednym Naturreservacie mogą współistnieć różne rzeczy:



Murki, powstałe przez odkładanie kamieni na bok, a służące jako ogrodzenia pastwisk. Wiadomość dla Dalekich Od Szosy (którzy kminią ażurowy mur, i znoszą uwagi, że NIE TAK  jest zrobiony): takie murki nie muszą wyglądać ciężko, mimo swojej objętości. Wystarczy, aby były możliwie niskie i zatopione w roślinach.



Fragmenty naturalnego krajobrazu.





Fragmenty buczyn i grądów.


Z charakterystycznym runem i bogactwem gatunków.



No i wreszcie, kulturowo. Pozostałości sadów:


z bardzoniedobrymi i kwaśnymi jabłkami



(ach, te stare dobre odmiany. Myślimy o  ich jako owocach pełnych aromatów, a one są małe, dojrzewają późno, ich główną zaletą jest możliwość długiego przechowywania i dobre przetwory i szarlotki).
Betandające się kreatury podgryzają wszystko, formując ażurowe drzewostany z podszytem kolczastych krzewów:





Leszczyny i JAŁOWCE pospolite. Po prostu sad z iglakami. Widok znany także z Suwalszczyzny.
U nas na przednówku kreatury jadły kiedyś gałęzie z ogławianych wierzb, tutaj w taki sposób traktowano lipy:

Lipy, jak widać, dobrze znoszą radykalne cięcie, które po wielu powtórzeniach może prowadzić do powstania dziwnych form:






Lipa. Pomyślelibyście?
Pisałam niedawno, na końcu tego posta, o sile życiowej drzew. Są bardziej extremalne, niż nam się wydaje.
I jeszcze kamienie. Każda krecia aktywność w młodym polodowcowym krajobrazie skutkuje wydobyciem na powierzchnię dużej ilości otoczaków, z którymi  nie wiadomo, co zrobić. I każda kupa kamieni może być tym, czym jest, kupą niepotrzebnych kamieni po prostu


(jak można NIE POTRZEBOWAĆ kamieni??)
Albo grobowcem, nieporuszonym od 2 500 lat:

(bo po co to ruszać?)
O. Wcale ten krajobraz nie jest aż taki egzotyczny, i wcale nie musicie jechać tak daleko. Naprawdę, wystarczy Suwalszczyzna, co potwierdzi w komentarzu jej Miłośniczka, mam nadzieję;-)
A dlaczego nie jeżdżę na Suwalszczyznę... o tym innym razem. 
Teraz pozdrówmy tych, którzy dotrwali. Pomachajmy im:-)))))
Naprawdę, ogarniam się. Każde wyjście z domu to porcja obserwacji, zdjęć i refleksji na trzy wpisy. Będę się jeszcze bardziej ogarniać, żeby nie zanudzać do zimy. Proszę nie pisać, że na 38 zdjęciu coś tam, bo się załamię. Będę też czytać, komentować i odpowiadać na maile. A na razie... pozdrówka, Megi.


9 komentarzy:

  1. Suwalszczyzna rzeczywiście jest piękna, mało zaludniona i trochę dzika. Szkoda, że jest trochę daleko. Ale warto, wielkie warto tam być, tylko trochę dalej niż podają przewodniki i trochę w innych miejscach. Czasami trzeba zjechać z drogi by zobaczyć jej naturę, och jak dawno tam nie byłam, chyba czas się wybrać.
    A na 19 zdjęciu od dołu ......... hihihi
    pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  2. Suwalszczyzna taka właśnie jest. Znam każdą drogę, przez kilkanaście lat spędzałam tam wielotygodniowe wakacje. I tęsknię do tych muraw, rowerowych dróg, torfowisk, ale... nie mogę tam pojechać na chwilę. Musiałabym odwiedzić wszystkie ukochane miejsca. I może bym się rozczarowała... A Szwecja to, z jednej strony- Suwalszczyzna ulepszona pasującą do krajobrazu architekturą (bo w naszym oryginale coraz z tym gorzej), z drugiej- Suwalszczyzna w pigułce (większe torfowiska, lepszy dostęp), z trzeciej- nie jestem tak emocjonalnie związana...

    OdpowiedzUsuń
  3. Hi, Megi !
    What a lovely place to visit. Wonderful pictures and i really enjoyed this post. Thank you for sharing…

    OdpowiedzUsuń
  4. O, motyle! Rusałka żałobnik przepiękna, tylko raz ją do tej pory widziałam i to parę lat temu. Koniecznie muszę do Szwecji :)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. o, to wystarczy do Wrocka. Tego motylka widuję częściej niż pokrzywnika, na budlei i na... kupach. Krowich.

    OdpowiedzUsuń
  6. Widac,że wakacjujesz na łonie skandynawskiej przyrody.Bardzo mi się podobał kamień na styku z drewnianą podłogą-to się nazywa szacunek dla zastanej przyrody.I budzi szacunek pokora bo to człowiek-wieczny psój dostosował się do warunków a nie nagiął jej do swoich potrzeb.Ładna SZWECJA a zdjęc nigdy dosc.pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej Megi...

    Przepięknie....
    Napiszę niedługo... o letnich burzach och panice ;) Sorry, że zamilkłam... miałam powody...
    Ale juz jestem z powrotem i zapraszam serdecznie!

    Mój blog Med tiden nie istnieje..., ale jeśli klikniesz na Ostrygojada zwyczajnego (strandskata) to mnie znajdziesz :)

    Pozdrawiam Halina

    OdpowiedzUsuń
  8. dziękuję za miłe słowa...
    Sandra- and I enjoyed your holiday photos;-)
    Izo- niebawem pokażę więcej takich prostych rozwiązań.
    Halino- wiesz, jak mnie ucieszyłaś.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawy post i interesujące zdjęcia. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

napisz, to miłe! dziękuję!
(moderuję komentarze do starszych postów :-)