od początku

wtorek, 23 września 2014

reminiscencje fenologiczne- ogród w K

Jestem do niego zdy- stan- sowana.
Wciąż, po pięciu latach, widzę go przez kliszę zmarnowanych szans.
Bo możliwości były ogromne- mnóstwo miejsca po wyburzonych budynkach, obszerne poniemieckie podwórze brukowane kocimi łbami, ruiny stodoły, mur (nowy) dookoła.
Architekt nie wykorzystał możliwości uczynienia z posadzki podwórza, cóż, że położonej niżej od docelowego poziomu- wgłębnika, rozwiązania problemu stagnujacej wody rodzajem ogrodu deszczowego, pozostawienia amfilady kolumn byłej stodoły, urządzenia wśród murów rajskiego sadu.
Mnie pozostało, cóż, dobranie roślin do zachowawczej i mało funkcjonalnej koncepcji.
Ogrodowi pozostało, cóż, wykorzystać warunki (czarna ziemia pobagienna, pełne nasłonecznienie) i dopasować się do potrzeb użytkowników (późniejsze dodatkowe nasadzenia dużych drzew).
Problem ze stagnującą wodą daje o sobie znać co jakiś czas.
Ja i pani tego ogrodu to dwie zupełnie różne opowieści.
Cudboski oraz kompetencje społeczne, że opiekujemy się tym miejscem od kilkunastu lat.
(różnica między "kilkanaście" a wcześniejszym "pięć" polega na tym, że najpiew był "stary ogród", urządzony również zachowawczo na bazie sadu i trawnika obsadzonego iglakami, a później powstał ogród "nowy".)
No to
przespacerujmy się przez mijający sezon.
Tak było w kwietniu.
Droga dojazdowa kwitła tawułą wczesną- w tym roku naprawdę wcześnie, przed liśćmi lip.
 W "nowym" ogrodzie różanecznik z grupy wczesnych
 ciemierniki
 nakrapiane fiołki
  żywokost (no bo ta podmokła gleba)
 serduszka
 i rozkwitające kaliny Burkwooda.
"Stary ogród" częściowo pozostał sadem
 i jest dość malowniczy.
Kwitnie wiśnia 'Kanzan'.
 Strzyżona w kule trzmielina pnąca wygląda super wiosennie.
 Pachnie lilak Meyera 'Palibin'.
 Płatki lecą z drzew...
 na tle świetlistej zieleni i czerwieni.
W maju zakwitły kaliny japońskie.
Przeczytałam gdzieś, że to piękności do małych ogródków, ale w tylko w dużych wyglądają tak dostojnie i rozłożyście.
 Zwłaszcza gdy widzimy dwie lub trzy naraz...
 W maju zakwitają majowe piękności
Zieleń jest tak zielona
 (lub czerwona)
 i zaczynają obficie kwitnąć byliny.
Czerwiec i lipiec są naprawdę słodkie, różowo- fioletowe.
Róże i lawenda, lawenda i róże.
 Poza tym wiązówka czerwona 'Venusta'
 i hortensja piłkowana 'Blue Bird".
 A zieleń już taka dojrzała...
 i lato też.
 W sierpniu były wakacje:-)
a we wrześniu szaleją hortensje (bukietowe 'Unique')
 (tak wyglądają po marcowym, dość radykalnym cięciu- wyższe od czowieka, o kwiatostanach większych od główki kapusty)
stopniowo się przebarwiając.
 Kaliny japońskie też zaczynają się barwić (a skończy się to tak).
 Trawy mają swój najpiękniejszy czas.
 Lawenda jeszcze kwitnie.
 Podobnie jak gaura i zawilce japońskie.
 Oraz róże.
 Odętki wirginijskie i astry krzaczaste niedawno zakwitły.
 Już jesień...
Trudne było to lato- po wielotygodniowych upałach i mokrym sierpniu ogrody wyglądają dużo gorzej, niż rok temu o tej porze, spalone słońcem i zmęczone deszczem.
Ciekawe, co dalej:-)
Pozdrówka, Megi.
PS. jak wam się podoba K?
PS. Basik pisze o Poczdamie. Ja oczywiście się rozpiszę na trzy posty, ale też mam powody;-)




21 komentarzy:

  1. Ta droga w kostce brukowej (liczyłam na te kocie łby) nie zapowiada tak ładnego ogrodu, może i szanse zmarnowane, ale i tak miło oko zawiesić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. istotnie, jakby był thujowy, to bym nie pokazywała;-)
      Droga do zakładu produkcyjnego, który jest przy ogrodzie (firma rodzinna).

      Usuń
    2. Ale można było wyłożyć ją kocimi łbami a tak cały efekt zmarnowany

      Usuń
  2. Zgadam się z Basikiem - kostka brukowa spowodowała wydobycie się długiego "łeeeee", a dalej to już "Och" i "Ach". Jednak kwitnące krzewy mają w sobie to "coś". Ogród nie tak do końca zmarnowany:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to dobrze, skoro och i ach:-) rośliny faktyczne świetnie rosną, w zeszłym roku np. derenie kousa były zjawiskowe, całe w bieli. W tym mniej.

      Usuń
  3. takiego lilaka na wpół zmarnowanego kupiłam kiedyś w sklepie budowlanym, na zasadzie "jak się zmarnuje to trudno" i teraz mam już krzak dość spory, pachnący najpiękniej z wszystkich bzów a ludzie się ze mną kłócą, że to nie bez;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a tak, jest cudowny. Pachnie bardzo mocno. Może i mają rację, bo lilak, ale nie bez;-)

      Usuń
  4. Do tego pięknego ogrodu pasuje mi stary, angielski dom......, a jaki jest ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba ci lepiej opowiem prywatnie;-)

      Usuń
    2. Skoro tak, nie mam nic przeciwko, .

      Usuń
  5. Nie znam się, mogę tylko o moim wrażeniu. Rośliny są piękne. Wolałabym gęściej i bardziej tropikalnie, ale to kwestia gustu. Tu jest przestronnie, pewnie gospodarze tego potrzebują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rośliny są piękne, to prawda, mają dobre warunki i dużo miejsca.
      Ja wolę- nie tyle gęściej, bo lubię otwartą przestrzeń, ale taką, w której się więcej dzieje. Nie lubię trawnika obsadzonego dookoła:-)
      Pewnie jednak potrzebują, masz rację.

      Usuń
  6. Jednak aby kwiaty wyglądały ładnie i robiły wrażenie musi być ich po prostu dużo.
    Pierwsze zdjecie i tawuły :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. prawda? też tak lubię:-) dużo podobnych do siebie roślin, jak pole słoneczników albo łan kosmosów.

      Usuń
  7. Mi się baaardzo podoba, chciałabym mieć taki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba byś nie chciała:-) dla ciebie byłby za mało praktyczny, chyba żeby ptaki zamieszkały w altanie, a psi na trawniku:-)

      Usuń
  8. Ogród piękny i jak najbardziej nie stracony :) Odętki piękne a i świetny pomysł ze szczypiorem na rabacie kwiatowej. Zaintrygowało mnie pnącze pomiędzy kolumnami, co tam rośnie?
    My pomalutku właśnie ogarniamy swój, który żeby było łatwiej ;) łączy się z brzozowym lasem z jednej strony a z drugie z sosnowo świerkowym kilkunastoletnim. Ostatnio siedzę na twoim blogu i usiłuję się czegoś nauczyć ale idzie mi opornie :) Zazdroszczę wiedzy, lekkości w doborze roślin. Ja już od tygodnia zastanawiam się gdzie puścić chmiel, bo muszę mieć to pnącze :)
    Czytałam na twoim blogu o kompostowaniu liści i paleniu tych z kasztanowca ze względu na szkodniki. Czy powinno się palić również te na których były wciornastki i przędziorki? No i co zrobić z liśćmi dębów zaatakowanych mączniakiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pewnym sensie jest piękny, ale mógłby być... nooo...
      Szczypior znalazł się na rabacie dość przypadkowo, to, co tam rosło, wymokło- przesadziłam to, co miałam pod ręką. Później dosadziłam też żywokost, krwawnicę, wielosił... i się rozbujało.
      Pnącze to po prostu dzika róża, podkładka z tych "szlachetnych", co się nie utrzymały, a właściwie cienko przędą na ciężkiej glebie. Zostawiłam ją dla podpory i zieloności, ale ograniczam.
      A puść chmiel na świerka? tylko co roku go ścinaj, bo świerka zarośnie. Pięknie wyglądają takie szyszunie jasnozielone w świerkowej zieleni. Oczywiście musi mieć boczne światło, w gąszczu nie urośnie.
      Lekko zmieniłam zdanie w sprawie szrotówka. Kompostowanie owszem, zresztą w kompoście giną też inne szkodniki (pod warunkiem, że to jest "gorący", szybko przerabiający się kompost). Ale nie paliłabym- po pierwsze, ptaki powoli uczą się jeść szrotówka, jest szansa na ustalenie się równowagi w niedalekiej przeszłości. Po drugie, znów kwestia właściwej rośliny na właściwym miejscu- kasztanowce rosnące na skraju lasu, w wilgotnym powietrzu prawie nie chorują.
      Zarodniki mączniaka są powszechne, nic nie zrobisz- pod koniec lata, podczas określonej pogody (ciepłe dni, długie i wilgotne noce) rośliny o dużych liściach (dąb, klon, dynia) mają go i już.

      Usuń
    2. Ataku przędziorka na glicynii w przyszłym roku się obawiam :( póki co tnę ją i wygląda jak drzewko bo wciąż brakuje konstrukcji zadaszenia patia, które ma być jej królestwem. Jak ja o nią w tym roku się nawalczyłam...
      Chmiel w tym miejscu co sugerujesz miałby południowo-zachodnią wystawę ale ja jestem cykor straszny i boję się tak odważnego połączenia (staram się naśladować to co widuję w okolicy z uwzględnieniem starych zapuszczonych siedlisk). Może go puścić na małą kamienną dobudówkę obory...pewnie stworzyłby na niej zielony dach bo jest niska.
      Dzięki za informacje i odpowiedź a twoja walka z wymoczkami ;) opłaciła się. Lubię takie zdziczałe róże :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  9. w ogóle się nie znam na ogrodnictwie. mam blade pojęcie ile pracy kosztuje taki efekt. nie rozumiem ni podstaw ni niuansów opieki. ale ten ogród adoptuję z rozkoszą . posiedzę w nim wirtualnie, gdy nadejdą listopady w Warszawie
    pozdrawiam
    b.

    OdpowiedzUsuń

napisz, to miłe! dziękuję!
(moderuję komentarze do starszych postów :-)