od początku

środa, 2 marca 2011

trawnik? jaki trawnik??

(dla porządku, uzupełniając trawowe wpisy.)
Już niedługo się zacznie. Szary po zimie, wyleniały, blady, zorany przez krety. Co robić, Droga Redakcjo?

No i po co to komu? Niepotrzebny stres. A miało być tak fajnie... zielony puszysty dywan, leżenie i gapienie się w niebo. Jest wertykulowanie, aerowanie, czesanie, piaskowanie, wałowanie, nawożenie, podlewanie i inne takie rewelacje. 

Na szczęście Droga Redakcja czuwa i u wrót wiosny udzieli nam stosownych porad na licznych portalach. A ja zaproponuję alternatywę zgodną z naturą:
bo trawnik- taki, o jakim myślimy, jednorodny, gładki, jednolicie zielony- nie jest zgodny z naturą. Zaprzecza jej najbardziej podstawowym prawom. Prawu do bioróżnorodności i prawu do sukcesji, czyli zmienności w czasie. W przyrodzie nie ma monokultur. To znaczy, że starając się utrzymać idealny trawnik, dążąc do jego wzorca zafiksowanego w naszej wyobraźni- walczymy z naturą. A ta walka skazana jest na niepowodzenie, bo jeżeli odpuścimy na chwilę- wkradnie się entropia i bioróżnorodność w postaci puchatych mniszków i aksamitnych kretów... niezależnie od naszych podejrzeń, że to na pewno wina sąsiada.

Namawiam do odpuszczenia sobie. Po co nam ten stres w tak pięknej porze roku. 

Oczywiście wszystko zależy od warunków siedliskowych, przede wszystkim od gleby. Na płytkiej, przepuszczalnej, piaszczystej lub szkieletowej można założyć taką murawę:
hm. Mało trawnikowe? Ale to dotyczy naprawdę ekstremalnych warunków, także ekstensywnych zielonych dachów. Na głębszej i żyźniejszej glebie można poszaleć:
i tak dalej... na wilgotnej i żyznej glebie możemy stworzyć świeżą łąkę, bogatą w gatunki:
i tym podobne... więcej łąkowych chwastów, czyli ROŚLIN SPONTANICZNYCH- tutaj.
No ja nie mówię, żeby te murawy wszędzie zakładać... trawnik bywa jak najbardziej uzasadniony. Jako dopełnienie bogatej rabaty, jako odporna na deptanie nawierzchnia. Ale odpuśćmy sobie i jemu i nauczmy się tolerować coś takiego:
ojtam ojatam trochę mchu... też jest zielony i miękki.
Albo:
centuria, tysiącznik, kwitnie mimo koszenia...

Oczywiście miastom murawy zamiast trawników należą się jak psu micha. W końcu zwiększają bioróżnorodność, żywią owady i ptaki, w jakiejś mierze kompensują zachwianie równowagi środowiska. Wizualnie nie ustępują zwykle zaniedbanym i wyschniętym trawnikom:

Jak zrobić?
Jest kilka sposobów:
- zastosowanie sadzonek roślin tworzących murawy- przede wszystkim rozchodników, goździków i macierzanek. Może wymagać rozluźnienia ziemi piaskiem lub żwirem;
- zasiew ekologiczny- na uprawionej, ale nieodchwaszczonej chemicznie glebie wysiać mieszankę nasion traw dostosowanych do lokalnych warunków, zwykle różnych gatunków kostrzew. Rośliny dwuliścienne wsieją się same, a gęsta darń kostrzewy zapobiegnie ich dominacji;
- założenie łąki kwietnej przez obsiew specjalną mieszanką (pod tym linkiem także więcej informacji o zakładaniu i pielęgnacji. Chociaż jestem przeciwna opryskom Roundupem, o tym kiedyś). 

Jak obsługiwać? Bardzo prosto:
- wygrabić wiosną, gdy rośliny zaczną się zielenić. Ewentualnie obciąć zdrewniałe części;
- nie kosić albo kosić 1- 3 razy w sezonie, w zależności od rodzaju murawy;
- nie nawozić.

I wszystko.

Uwaga: jeżeli zależy nam na TAKIEJ łące kwietnej:
to wiedzmy, że TAK może wyglądać tylko w pierwszym roku po wysianiu nasion kwiatów na uprawioną glebę. Maki, bławatki i maruny są jednoroczne i nie znoszą koszenia.

Ale długi wpis.
to dla wytrwałych- TRAWNIKOWY KOSZMAR. LAWN'S NIGHTMARE.
;-)))
pozdrówka, Megi.

PS. Pamiętajcie- zadbany trawnik PUSTYNIĄ EKOLOGICZNĄ!

9 komentarzy:

  1. Mieć zamiast trawnika-łąkę, to marzenia. Do tego potrzebna jest odpowiednia gleba i dostępność słoneczka ( ja mam sporo cienia), więc musze mojemu trawnikowi "odpuścić', ale z mniszkami walczę. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie łąki są piękne i romantyczne, ale koło domu wolę zieloniutki równo przycięty trawnik :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam kawałek niby trawnika bo przynajmniej tam nie muszę pielić :)

    OdpowiedzUsuń
  4. dziękuję za komentarze;-)

    @Giga- jeżeli chodzi o glebę, to robiłam murawę na czarnej ziemi pobagiennej, czyli się nienadającej kompletnie. Trzeba było wymieszać 1:1 z piaskiem rzecznym i działa już trzeci rok. Gorzej z tym słoneczkiem... rzeczywiście łące jest potrzebne. Mniszki, takie małe słoneczka... bardzo je lubię:-)

    @agawu- no tak, w końcu trzeba po czymś chodzić i mieć co kosić... myślę jednak, że można zrezygnować z intensywnego trawnika tam, gdzie może być coś ciekawszego.

    @Talibra- murawy też nie trzeba plewić, kwestia doboru roślin do gleby i dopuszczenia myśli, że rośliny spontaniczne mają prawo się tam znaleźć. Co do plewienia rabat- pewnie, czasem trzeba... tym częściej, im bardziej wymyślne roślinne wynalazki tam rosną.

    Pozdrawiam wszystkich odwiedzających:-]

    OdpowiedzUsuń
  5. Powinni o łąkach pomyśleć w miastach. Nigdy nie zapomnę wrażenia, jakie na mnie zrobiły w Pradze kilka lat temu kwietniki pełne pseudo-polnych kwiatów i traw. "Pseudo", bo były tam również kosmosy, ale wrażenie kontrolowanej dzikości i bałaganu było własnie "łąkowe". Wydało mi się to wtedy takie nowoczesne i odkrywcze :-)))

    Wolałabym w miastach łąki zamiast zaniedbanych trawników.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo lubię Twoje podejście do ogrodowania, a słowami "zadbany trawnik PUSTYNIĄ EKOLOGICZNĄ!" ujęłaś mnie wyjątkowo za serce. U mnie trawnik zrobił się sam. Rosną tam między innymi mniszki, koniczyna, centuria, pierwiosnki, jaskry a nawet cebulice. Są piękne, więc jak mogłabym z nimi walczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, jak bardzo mi miło, piku. Twoje słowa świadczą o tym, że ja sama nie przebywam na pustyni... mentalnej, chociaż czasem tracę wiarę. Niech żyją dwuliścienne na trawnikach!

      Usuń
  7. hej, czy znasz nazwe tej podobnej do ułudki niebieskiej rośliny, którą masz na zdjęciu? Mam ją też u siebie i chciałabym wiedzieć co to :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ciekawe kiedy ktoś wypromuje wreszcie rdest ptasi na "trawniki" ;) koszony kosiarką daje efekt mięciutkiej poduszki. tylko trzeba by go drogo sprzedawać i najlepiej pod angielską nazwą.

    OdpowiedzUsuń

napisz, to miłe! dziękuję!
(moderuję komentarze do starszych postów :-)