Ewa napisała "... jak tak sobie czytam Twojego bloga i przypominam rośliny, które sadzilim [bo sadzilim, Ewa w ekipie] - to jednak "klient nasz pan", co nie?"
No nie, jednak nie. Na szczęście nie.
Dlaczego na szczęście?
Bo tak jak ogrodnicze blogi upodobniają się do siebie (polecam wpis Poli, koniecznie z komentarzami), tak nasze współczesne ogrody są do siebie podobne. Można by wyliczyć "10 (20, 100) paskudnych cech polskich ogrodów", a należałyby do nich tujoza, folioza, zadęcie i przerost formy, betonowanie jak leci, niespójność kompozycyjna, niefunkcjonalność, zły dobór roślin do miejsca i siedliska i tak dalej, nad wszystkim już załamaliśmy ręce.
Można też nie wyliczać, po prostu przyjąć, że są podobne, bezpiecznie sztampowe.
Potencjalny klient nasz pan widzi wokół siebie ogrody sąsiadów, rodziny i to, co podrzuci wyszukiwarka na hasło "piękny ogród" (dość mocno różni się to od wyszukiwań "beautiful garden", na co ktoś ostatnio zwrócił mi uwagę. Nie żeby te beautiful były zawsze cudne.)
I okazuje się, że podobają mu się np.:
- rabaty żwirowe
- skalniaki, na nich różne formy iglaków,wśród traw, kolorowych bylin, krzewów liściastych
- przedogródek w stylu japońskim, a ogród za domem w stylu śródziemnomorskim
- karłowate formy iglaków, różne tuje
- ogród nowoczesny
i takie tam słowa, z którymi muszę się mierzyć innymi, np.:
- bardzo lubię wiejskie, bylinowe i naturalistyczne ogrody, ale to nie znaczy, że taki zaprojektuję, jeżeli pan/pani tego nie chce;
- rabaty żwirowe mogą być, ale nie w całym ogrodzie- po pierwsze, wygląda to sztucznie (coś jak zieleń miejska, a nie ogród przydomowy), po drugie- jest bardzo niepraktyczne. Rabaty w ogrodzie, w którym są drzewa, a w jego okolicy też nie brakuje dużych roślin, bardzo się brudzą (opadłe liście, kurz) i trudno je posprzątać;
- "tradycyjny" skalniak w formie pagórka to mocno sztuczna forma, ale można zaprojektować jakąś formę rabaty skalnej;
- lubię wszystkie rośliny, chociaż niektóre mniej- jak iglaki właśnie i berberysy oraz inne stosowane w zieleni miejskiej. Jest tyle roślin do wyboru, że nie ma sensu sadzenie tych najbardziej opatrzonych;
- większość iglaków (z wyjątkiem cisów, mikrobioty i choiny) jest światłolubna, więc nie wszystkie można zastosować wszędzie w ogrodzie;
- do iglaków pasują trawy, byliny i wiele roślin liściastych. Same w sobie iglaki mają zbyt wyraziste,, ostre formy, żeby można było na nich oprzeć piękny przez lata ogród, są też zbyt mało zmienne sezonowo, żeby ogród był harmonijny i dopasowany do krajobrazu;
- iglaki trudno łączą się w dobre kompozycje z innymi iglakami z powodu swoich architektonicznych kształtów. Warto je zmiękczać roślinami liściastymi, które mają nieokreślone i nieoczywiste pokroje oraz kontrastować bylinami;
- rośliny szczepione na pniu należy stosować ostrożnie, ponieważ w małym ogródku będą siłą rzeczy znajdowały się blisko domu, a ich kontrast z dużą bryłą bywa groteskowy;
- opisany styl jest dość popularny i łatwy w odbiorze, z ogrodami jest tak, jak ze sztuką czy literaturą- trzeba trochę dłużej z nimi pobyć :-)
- mnie też kiedyś podobały się inne ogrody niż teraz, po wielu latach ich oglądania;
- ogród musi wytrzymać próbę czasu. Powinien być ładny zaraz po założeniu, zmienić się i dojrzeć w ciągu kilku lat, jednak po kilku następnych będzie wymagał zmian.
Zwykle mi się udaje, dobór roślin jest w 100% mój (prawie. Kilka % to rośliny "na życzenie"), z czego jestem dumna. Obejmuje kilkadziesiąt sprawdzonych w różnych warunkach drzew i krzewów oraz masę bylin, z którymi wciąż eksperymentuję w różnych konfiguracjach. Jeżeli czytacie zamieszczone w postach o projektowaniu listy roślin, to wszystko jest jasne i nudne.
A jak już się uda, to mogę odetchnąć z ulgą i pokazać zdjęcia, których nie muszę się wstydzić.
Ogród w Zet (klik, klik, klik, klik, klik, klik- aż tyle?) nawiedziliśmy w zeszłym sezonie w celu dokonania porządnego rżnięcia (ach, te bezobsługowe ogrody po latach...) i dołożenia dwóch niewielkich bylinowych rabatek (trojeść bulwiasta, krwawnica, złotnica, turzyca Graya, obiedka szerokolistna zamiast tawliny nad stawem, zawilce japońskie i sesleria zamiast zacienionego fragmentu trawnika). Nie zawodzi.
| Tak, posadziłam nawłoć- odmiana 'Sonnenkind'. W sporym ogrodzie, gdzie i tak jest za dużo roboty, sprawdza się świetnie. |
| To nie jest sto pro moje- róże sąsiadowały z lawendą, ale ona tak sobie, jak to u nas. Właścicielka ogrodu rozwija kolekcję niezawodnych liliowców. |
| Wariacja na temat skalniaka żyje własnym życiem, całkiem bujnym i kolorowym. |
| Pani Ania wsiewa sporo jednorocznych i to jest cool. |
| To lubię szczególnie- zieleń w różnych odcieniach i fakturach. |
| Nowa rabatka. |
| Przy ganku. |
| Łososiowokora brzoza białochińska :-) |
Pojawiał się już na blogu- klik, klik, klik.
Trawy (imperatę cylindryczną 'Red Baron', marne resztki hakonechloi 'Aureola'- nigdy więcej tego nie posadzę- kilka odmian miskanta chińskiego, spartynę grzebianiastą), turzycę włosistą, spontaniczny pojedynczy sit skupiony, ścięty przywrotnik ostroklapowy, wszystko to jako tło dla brzóz pożytecznych i drzew owocowych.
I pojedyncze jeżówki purpurowe, odmiany 'Magnus' lub 'Prairie Splendor'. Fantastycznie wyglądają z imperatą, ale jeszcze lepiej wyglądałoby więcej jeżówek i więcej odmian.
Tymczasem. Kupiłam wszystkie najśliczniejsze, mimo że wiele nowych odmian to rośliny strefy Z7. Co tam, przezimują.
Może i przezimowały, ale obudziły się później niż prostaki, akurat w czas, kiedy ślimaki mogły się zająć młodymi listkami i zjeść je, prawdopodobnie kilkakrotnie i skutecznie.
Kolejna porażka to wzajemny stosunek róż okrywowych i rosplenicy.
Lubię sadzić je razem- długie i nieporządne, ale kwitnące pędy róż nie walają się po ziemi, tylko opierają na kępie trawy. Jak dodamy do tego gaurę, to miodzio. Powinno to wyglądać tak:
Hortensjom bukietowym to nie zaszkodziło, piłkowane nie kwitły ;-)
W sumie ojtam. Roślinność i tak jest przebujna (dobra gleba, słońce, woda i mówiłam, że nie umiem robić minimalistycznych ogrodów)
| Śnieguliczka Chenaulta 'Hancock' anektuje taras. |
| Berberys. On już tu był. Jeszcze bardziej niż berberysów nie lubię wyrzucać roślin. |
| Zresztą dobrze wygląda z przegorzanem. |
| Przegorzan to je ono, byle tyko chciał rosnąć. |
| Tiarella sercolistna, epimedium. |
| Epimedium. |
| Pragnia syberyjska. |
| Zawilce japońskie nie tylko bez szwanku zniosły letnie upały, ale okazało się, że kochają taką pogodę i jesienią jako jedne z niewielu bylin były w świetnej formie. |
W tym roku będziemy nadal przebudowywać :-)
Jak widać, ten ogród jest może i "mój", ale zrobiony na bazie co najmniej kilku zastanych drzew i krzewów.
To typowa sytuacja- rzadko zdarza się nam sadzić w szczerym polu. Lubię to i doceniam- jest się o co oprzeć, efekt szybszy, a i wyzwanie większe.
W kolejnym ogrodzie (pokazałam już jego początki i łąkową rabatę, klik, klik) wyjściowa sytuacja była jeszcze bardziej- dosłownie- zagęszczona. Klasyczne iglakowisko, wyrośnięty bór na obrzeżach działki wymagał cięcia i dołożenia rabat. Mimo iglastej ramy i kilku niemiłych mi ograniczeń udało się zrobić kolejny "mój"ogród.
Ogród nie jest duży (ok. 1 200 mkw), dlatego poszczególne rabaty są "tematyczne"- tu łączka, tu liliowce z kosaćcami i turzycą Graya, tam hortensje, gdzieś lawenda z hyzopem i przegorzanem. Jesienią 2015, po ponad roku od przebudowy, ogród prezentował się naprawdę dojrzale, a światło wrześniowego poranka sprzyjało fotografowaniu jeżówek i traw.
| Tym razem kupowałam uważniej... |
| ... ale i tak nie jestem przekonana do odmian o pełnych, ciężkich kwiatostanach, które potrzebują podpór. |
| Sztafażyk torebkowy ;-) |
| Hortensje zawsze na propsie. |
| Tymczasem na łące... |
| Rosplenica, gaura, róże. Jednak przede wszystkim rosplenica... |
| W tle trzcinnik |
| a ta trawa jak pył złoty to miłka. |
| Lepsza niż fontanna :-) |
| Jest i róża :-) |
Gdyby te ogrody były naprawdę moje, poszłabym na całość.
Nie przejmowałabym się zimozielonością i sąsiadami, nie kolekcjonowałabym odmian, ale użyłabym być może mniej oczywistych i pewnych roślin, w ramach eksperymentu- a może nie, uznając, że najprostsze jest najlepsze.
Wciąż jest to kompromis, ale wymagający od właściciela ogrodu otwartości, bo ogrody bylinowe ciągle nie są popularne, może nigdy nie będą w polskim mainstreamie.
Liczą się nie tylko argumenty. Liczy się własne zdanie.
Nie zaprojektuję takiego ogrodu, jak pokazane na przesłanych zdjęciach [tych nt. "piękny ogród"] Ktoś, kto właśnie zaczął myśleć o swoim pierwszym ogrodzie, widzi uwodzicielskie obrazki, ja- mnóstwo błędów kompozycyjnych i merytorycznych w doborze roślin, nieuzasadnione niczym kształty rabat, widzę, jak po kilku latach rośliny zarastają się wzajemnie i tworzą wielki chaos. Nie widzę żadnego zamysłu ani wiedzy o tym, jak rośliny będą się zachowywały i jak rosły, "projektant" potraktował je jak meble.
Myślę, że uda się połączyć barwny urok z sensownym układem. Musi to być jednak spokojniejsze, bardziej stonowane, mniej bogate w gatunki na niewielkiej przestrzeni. Ogród, w którym rośliny rosną grupami po minimum kilka sztuk jednego taksonu, jest też łatwiejszy w obsłudze (bo rośliny nie zarastają się wzajemnie) i dłużej nie trzeba w nim wprowadzać zmian, usuwać i przesadzać roślin.
Do zacytowanego na początku wpisu pytania Ewa dorzuciła bezlitośnie "chyba tylko jeden ogród mi się podobał (...)"
No tak. To było ze cztery lata świetlne temu. Trwał tzw. kryzys, zajmowaliśmy się w dużej mierze utrzymaniem założonych przez kogoś ogrodów, dosadzalim ostrożnie, mało robilim ogrodów prywatnych, miałam dużo czasu na pisanie bloga.
Od tamtej pory zmieniło się wiele, ogrodnicy poczuli swoją siłę i może to jest także przyczynkiem do zmian, o których pisze Pola.
Zmieni się jeszcze nie raz, nie należy się przyzwyczajać i specjalnie podniecać ;-) mam jednak nadzieję, że przez jakiś czas będę mogła robić moje inne ogrody.
Pozdrówka, Megi.